Nigdy nie jest za późno

Krzysztof Krawczyk – cytaty „Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa, żeby pójść inną drogą i raz jeszcze spróbować. Nigdy nie jest za późno, by na stacji złych zdarzeń, złapać pociąg ostatni i dojechać do marzeń.” 'Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu' Pema Chödrön, dzieląc się własnymi doświadczeniami, uczy jak zaakceptować cierpienie, zamiast od niego uciekać. Uświadamia, że prawdziwym źródłem szczęścia jesteśmy my sami. Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu. Trudne chwile zdarzają się w życiu każdego człowieka. Najważniejsze jest, by umieć czerpać z nich siłę i stawiać czoła przeciwnościom, które niesie ze sobą życie. Nigdy nie jest za późno to książka Pemy Chördön, światowej sławy… Z naszych doświadczeń blisko 30 lat prowadzenia Spotkań Małżeńskich wynika, że nigdy nie jest za późno, by spróbować od nowa, by nawiązać dialog, bardziej zrozumieć siebie nawzajem. Pod warunkiem, że obie strony chcą. Jeżeli chcą, a nie potrafią, i zwrócą się o pomoc, to tylko od ich otwartości na siebie nawzajem ... Nigdy nie jest za późno (2015) Ricki and the Flash - Podstarzała gwiazda rocka próbuje odbudować więź ze swoją córką. Za to lipiec na razie jest chłodny, wietrzny i pochmurny, ale trzeba patrzeć optymistycznie i pewnie za kilka dni zrobi się typowo letnia pogoda. Moje ukochane truskawki był w tym roku dosyć drogie ( może na skupie były tańsze) ale zanim się zorientowałam to już było drogo i nie porobiłam na zimę. “Komfort to nie meble, nie dom, nie miejsce. Komfort jest wtedy, gdy dusza jest spokojna”. W poszukiwaniu spokoju duszy wyruszyłam pod koniec lata 2014. Od tego czasu mieszkałam dłużej lub krócej w 7 różnych krajach. Zrezygnowałam z pracy i zdecydowałam się na wyjazd z Polski. Nie byłam biedna, ani bezdomna, ani bezrobotna.

Polska 2050

2020.07.23 22:15 fvckbaby Polska 2050

Jest noc. Czuję zapach niedawno padającego deszczu. Idę mokrym chodnikiem na warszawskim srodmiesciu. Księżyc i nocne latarnie rzucają swiatlo na ulicę oraz sypiące się tynkiem budynki. Praktycznie nikt nie wychodzi w nocy już dzisiaj. Przejeżdża auto na skrzyżowaniu mniej więcej sto metrów ode mnie. To już trzeci po zmroku. Czuję przypływ adrenaliny i starając się wyglądać naturalnie skręcam w najbliższą uliczkę by mieć pewność że mnie nie zobaczyli. Po paru chwilach i paru głębokich wdechach, właśnie gdy czuje ze juz sie uspokajam ktos kładzie mi reke na ramieniu. Prawie ze podskakuje z przerażenia i przeszyty strachem odwracam się. Znaleźli mnie
-Co robimy tak późno wieczorem... - pauza - lewaku?
-ale s s Sir, ja tylko tak..
-no dokończ, co tylko tak? Tylko tak przeglądałeś niepraworządny Polska na tej ohydnej, obrzydliwej, l e w a c k i e j platformie zwanej Redditem?
-blagam ale nie, nie to.. to.. to wcale nie tak!
-wiesz co czeka przeciwników Konfederacji w naszym kraju, prawda? Myslisz ze król ścinał gejów i lesbijki na soborze narodowym dla żartów?
-ale ja.. ja kocham króla! KOCHAM konfederacje oraz władcę Polski Jezusa Chrystusa oraz admirała Brauna! Jak boga kocham!
-ty lewacka gnido! bedziesz mi tu bluźnił?!
Bylem bliski płaczu. Wiedzialem co się ze mna stanie. Czemu nie moglem sie powstrzymać? Czemu musialem być tak glupi i przeglądać tego suba? Przeciez wiem ze milicja narodowa kwapi się w zbieraniu w swoich szeregach najbardziej fanatycznych, młodych, oddanych sprawie wykopków. Nie mogę w to uwierzyc. Nie mogę uwierzyć że memy i zarty ze zmarłego pierwszego cesarza Polski Korwina do tego mnie doprowadza. To jakiś absurd... to absurd...
-idziesz z nami, lewacka kurwo
Wiedzialem co będzie dalej. Areszt, potem 120 dni tzw. masakracji lewaka bez żadnej przerwy, prosto z rąk najbardziej zażartych naradowcow. Jestem na tyle stary ze pamietam jeszcze przewrót stonogi w 2022 i pamietam jak to się skończyło. Stonogę wyprowadzili przed pałac kultury, całego zakutego w kajdady. Tłum mimo że wcześniej rozgorzały w tym momencie kompletnie zamilkł. Można było usłyszeć samolot latający gdzies nad nami. Głowy wsadzili mu pod szubienice a ostatecznego czynu dokonał nikt inny jak minister propagandy oraz sądownictwa najwyższy konsul Ziobro. Do dziś dzwonią mi w uszach ostatnie słowa Stonogi... "Ziobro.. Ziobro.. kurwo jebana... przestan mi.." nigdy ich nie dokończył. Prawie 30 lat monarchii absolutnej, pełnego totalitaryzmu, terroru, to te 30 lat były kropka zdania, którego Stonoga nigdy już nie dokończy. Znalazlem się w wozie. Posadzili mnie obok reszty nieszczęśników.
-Za co? - spytalem jednego
Prawie nie kontaktował. Na oko nie miał więcej niż 16 lat. Przyzwyczajono już nas ze partia nie toleruje innomyślenia, nawet wśród najmłodszych a wśród kar nie przebiera lekką ręką. Chłopak po minucie odpowiedział, patrząc się w ziemię.
-mialem rozwiązane sznurówki gdy przechodziłem obok posągu Bosaka. Milicjanci uznali ze to próba prowokacji i wzięli mnie do auta a potem przeszukali mi mieszkanie. Pod łóżkiem znaleźli moje stare memy o Dudzie oraz Ordo Luris. Wtedy moja mama... boze.. moja mama.. tylko na mnie spojrzała i powiedziała "żegnaj synu". - gdy wyrzekł te słowa wybuchnął płaczem.
Nie mieliśmy zadnej nadziei. Po 10 minutach trafiliśmy na dolek. Nie moglem uwierzyc ze to się dzieje naprawde. Wiecie czym jest masakraja lewaka? W zależności od wagi przestępstwa tortury są różne. Ale moje przestępstwo nie bylo bynajmniej lekkiej wagi. Tzw. wykroczenie memiczne. Surowo karane. Zaciągają cię do pokoju bez klamek. A gdy po miesiącu czujesz ze tracisz zmysly dopiero zaczyna się pieklo, pieklo w którym będziesz marzyć, żeby do tego prawdziwego trafić. Bo tu nie ma nic gorszego. W skład tortur wchodzilo między innymi: rozciąganie penisa - w rytm hymnu Konfederacji, potem zanurzanie w rozstworze Ozjasza, prawdziwa męka, niektórzy w tym momencie mdleli ale i to nie było powodem do przerwy, budzono cie pałami i zimna woda i zmuszano do dalszych tortur. Komora Kaczorów - wrzucają cie do pokoju z tysiącem niekarmionych od miesiąca kotów. Możesz się tylko modlić by wyjsc z tego z pełną parą jaj i domyślna długością penisa. Potem klasyk, terapia muzyczna - gdzie przez tydzień na sluchawkach sluchasz masakracji lewaków na wszelkich i tak ustawianych debatach publicznych gdzie rzekomi lewacy wychodzą ze studia płacząc a prawicowy przedstawiciel rządu kończy z aplauzem widowni i paroma zdjęciami ze dziecmi jakiś czlonkow publiczności. Na koniec waterboarding, odbyto-wyżerarka oraz 30 godzinna przymusowa debata z losowym wykopkiem gdzie za każdy "zly" argument badz "zla" odpowiedź dostajesz w prezencie wstrząsy elektryczne badz, i tu robi się ciekawie, wyrywanie paznokci jeśli nadzwyczaj silnie zaczniesz przejawiać zbyt lewackie nastawianie. A to tylko za memy. Za jakiekolwiek poszlaki wskazujace cie na powiązania z zakazana przez rzad ideologia lgbt zostaje tylko szubienica badz przymusowa zmiana płci i dożywotnia katorga w lochach, w zależności od stopnia afiszowania się badz degradacji moralnej. Gdy myslalem o tym wszystkim właśnie przyszli klawisze. Módlcie się że mn-
/w tym momencie urywa się rzekoma relacja jednego z tzw. więźniów politycznych naszego wspaniałego państwa. Nasza redakcja z góry przeprasza jeśli prezentowane tutaj treści kogokolwiek uraziły. Mamy nadzieję że takie obrzydliwe, falszywe oskarżenia w stronę króla Polski, świętego imperatora Bosaka oraz w stronę całej partii już nigdy się nie powtórzą. Na szczęście wszyscy obywatele wiedza jak jest naprawdę. Konfederacja wraz z doradcami PISu nie dopuści by żadnemu Polakowi stała się krzywda. Rzekome relacje o karach za uczestniczenie w ideologii LGBT są jak najbardziej kłamliwe oraz falszywe. Ekspert ze studia, redaktor gazedy Ordo Luris może potwierdzić ze ostatni geje wyginęli co najmniej piętnaście lat temu i od tamtego czasu Polacy nie muszą się obawiać ani o swoje dzieci, ani o swoje bezpieczeństwo ani o swoją tradycje. Ale wierzymy, a raczej wiemy, że te i podobne kłamstwa nie przeszkodzą nam w budowaniu lepszej Polski, że nie pozwolą kłamliwym wrogom ŚwiętejRzeczyheteropospolitej zaszkodzić szczęściu naszych drogich obywateli. I z takim akcentem kończymy dzisiejsze wiadomości. Chwała wielkiej Polsce i chwała Wielkiemu Bosakowi! Alleluja Alleluja! A teraz zapraszamy na festiwal pieśni i chwały z okazji urodzin naszego wladcy! Widzimy się za chwilę! Telewizja Polska życzy wam milego wieczoru!
submitted by fvckbaby to Polska [link] [comments]


2020.07.10 23:37 dwaemu Wybory prezydenckie oraz ewentualne polityczne scenariusze później

Na początek mały dysklajmer: uważam się za prawicowca, reprezentuję tutaj tylko i wyłącznie swoje własne prywatne poglądy, których tak naprawdę żadna z polskich partii tzw. prawicy całkowicie nie spełnia.
Faza pierwsza, wybory prezydenckie 2020
1.zwycięstwo Dudy
Przez najbliższe trzy lata mamy jeszcze więcej tego samego co teraz. Czyli PiS kontra reszta świata, co tak naprawdę tylko sprzyja Konfederacji która wyrosła na sensowną siłę polityczną będąc praktycznie jedyną merytoryczną, czyli tzw. konstruktywną opozycją.
A kto wie, może i nawet będzie jeszcze lepiej bo Duda będąc w drugiej kadencji nie musi już nikomu (EKHEM) lizać dupy, wiedząc że jedyne co go potem czeka to słodka prezydencka emerytura. Można zatem choć bardzo ostrożnie liczyć że Duda powstrzyma jakieś najgorsze szaleństwa PiSu , zwłaszcza że nawet teraz już to robił (wetując choćby dwie ustawy o sądownictwie w lipcu 2017 - Kaczyński zdecydowanie nie był zachwycony)
2.zwycięstwo Trzaskowskiego
Trzy lata totalnej wojny, wzajemnego podkładania sobie świń jednego obozu władzy wobec drugiego i powrót do kompletnej polaryzacji sceny politycznej. PiS i PO. Jesteś albo PiS, albo z PO. No, ewentualnie możesz być jeszcze za tęczowo-europejską lewicą wspieraną przez Brukselę/Berlin. Gdzie tutaj jest miejsce dla Konfederacji? Ano właśnie, może być z tym poważny problem.
Faza druga, czyli wybory parlamentarne w 2023 roku.
Przede wszystkim dość proste ale bardzo prawdopodobne założenie: PiS (a dokładniej: Zjednoczona Prawica, przypominam że to jest tak naprawdę koalicja z przystawkami które niekoniecznie zawsze ciągną wózek w tę samą stronę...) ich nigdy nie wygra, a w każdym razie nie na tyle aby mógł znów samodzielnie rządzić. Nie ma takiej opcji, kryzys po pandemii dotknie wszystkich nas też a takie kryzysy zawsze podkopują popularność partii rządzącej.
1.zwycięstwo Dudy
a) PiS (ZP) zdobywa coś w okolicach 30% i potrzebuje koalicjanta. Jeśli nie wystarczy przekupić rządowymi posadkami PSLu, to jedyną opcją zostanie dla PiSu Konfederacja. Nie mówię że to mogłoby być łatwe ani w sumie konieczne aby Konfederacja dogadała się z PiSem, tym niemniej byłaby taka możliwość i co więcej byłby to jedyny z realistycznych wariantów wejścia Konfederacji do rządu w najbliższym czasie.
b) PiS (ZP) leci ostro w dół a może nawet rozpada się. Na top dobija się PO/Lewica. Konfederacja może spokojnie przyglądać się biegowi wydarzeń bo przynajmniej przez dwa lata reszty kadencji Dudy będzie ostry cyrk.
2.zwycięstwo Trzaskowskiego
a) PiS (ZP) zdobywa coś w okolicach 30% i potrzebuje koalicjanta. Oczywiście nikomu się ten deal (z opozycyjnym prezydentem w pałacu) nie opłaca zatem tu politycznego cyrku i PO-PiSowej wojny ciąg dalszy.
b) PiS (ZP) leci ostro w dół, a może nawet rozpada się. Na topie PO ze swoim prezydentem rozdaje karty. Niestety, miejsca przy stole negocjacyjnym dla "faszystów i nacjonalistów" najprawdopodobniej nie będzie. Raz że z racji polaryzacji sceny politycznej Konfederacja nie będzie miała wielu posłów w parlamencie do zaoferowania a dwa że jeśli z kimkolwiek PO się będzie dogadywać to z Lewicą i niezawodnym w takich sytuacjach PSLem. Dokładnie tak, jak to robią dzisiaj w senacie oraz w Warszawie. Powiedzmy sobie wprost - PO koalicji z Konfederacją nie będzie rozważać nigdy i nie zmienią tego żadne umizgi Trzaskowskiego przed drugą turą. Nie byliby w stanie się z niej wytłumaczyć w Berlinie i w Brukseli.
ps. Nie wiem czy ewentualne dalsze rozważanie scenariuszy wyborczych podpadałoby pod łamanie ciszy wyborczej czy nie. Na wszelki wypadek przepraszam że tak późno spłodziłem tego posta ale w tym tygodniu kompletnie zabiegany byłem.
submitted by dwaemu to konfa [link] [comments]


2020.05.28 23:09 Urtah_bebg Uszatestreszczenia [12-24.05.2020]

Dziedobływieczół #uszatestreszczenia czyli porcja nimformacji dla was wizowie i fani tego typu. Steszczenia z [12-24.05.2020]. Dugo mnie nie było, dugo bo dugo, ale cusz... nie wpłacacie na moją rzutkę na nową konsolę albo drona, żebym mógł robić lepsze uszatestreszczenia i ja mam coś robiś? To wy musicie się teraz postarać benc
Sekcja TLDR na końcu.
[12.05.2020]
  1. ® DZIEŃ DOBRY WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=_y3md2dyTek
- suby, podziękowania
- będzie spesjalny odcinek na czterytysionce subów, kiedy? Anołaśnie będzie spontanicznie
- sektor hałasu
- meteorologia – tajge miał rasję, że w kwietniu maju będzie pruszył śnieżek benc
- tajge ma kasusia i nie mógł spać bu ha ha
- sektor pozdro
- skończył spółprasę z tiop gniot
- tajge ma wyrombane w recenzje samochodów, bo prasuje od poniedziałku do soboty i nie ma kiedy
- kolejna zapowiedź zrzutka peel
**2/6 harnasi** dużo tych samych nimformasji co zwykle
  1. ® TRZEBA IŚĆ DO PRZODU WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=q1ZXkoaZqGo
- będzie pokaz torby menskiej, którą kupił za pieniondze, które dostał od kogoś na uroziny
- od kogo dostał? Akat nieważne
- meteorologia – wczoraj burza przeszła bokiem, a ziś śnieg
- tajge wie, że nie działa dzwoneczek i tu zastanawia się czemu
**1.5/6 harnasi** nuda wizowie
  1. ® PRZYGOTOWANIE DO PRACY BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=NJTUCZn5JBU
- łazienkowy melin szykuje się do rowu yyy prasy
- słyszał, że wirus odchodzi od nas, tylko jes na śląsku i w chinach, ale akat nie jes w tymacie
- sektor paniki
**2/6 harnasi** nuda, ale daje 0.5 za łazienkę i asmr
  1. ® JUZ ZROBIŁEM WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=cCIgz553KSg
- ogarnął pozdrowienia, dla niego to pikuś i robi hurtem
- macie jeszcze 2 tygodnie na pozdro
- tajge ma tylko obowiązek wziąć zamówienie i ogarnąć
**1.5/6 harnasi** pozdrożebry
  1. ® SAM SIĘ UCZĘ WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=4RtdMZexVEs
- sektor subów i walka o sebny przyczyszk jutuberski
- sektor pozdro
- pytaliście się czy kończył mateu jakomś szkołę nimformatyczną – on się uczył sam na błędach, jes samymłukiem
- zapowiedź pokazu fleszowania androida w telefonie
- nie da się fleszować androida wyższego od tego, bo telefon będzie do wy rzu ce nia
- tajge skończył hydraulik sanitarny
**2.5/6 harnasi** sprawie fleszowania telefonu androida benc
  1. ® JUŻ PO ŚNIADANIU WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=vNWzYkwzZrM
- warto świeczki subować, bo będzie odcinek spesjalny
- do roboty ma od czynastej do wudziestej
- sektor pozdro
- pytasie się czy ludzie poznają go w prasy – tak, on się tego nie stydzi lepsza taka praca niż żadna (bu ha ha)
- nie robi zdjęć w trakcie prasy, prasa to jes prasa a nie robić zdjencia
- meteorologiczny melin – słońce świeci ale jes wilgotne chłodne powiecze
- zmiana klimatu przez nas jes – luzie wyrzucają śmieci nie śmieci do kszaków
- to się rozkłada i izie w asmosferę
- w innych państwach som takie mandaty za zaśmiecanie, że nigdy byście nie wyrzucili papierka na ulicę
- u nas takich kar nie ma i luzie to wykorzystują i wrzucają śmieci do lasu
- tajge jes firmą sprzontającą i to wizi
- sami trujemy atmosmerę
**3/6 harnasi** klimatologiczny gniot meliński
  1. ® JUŻ PO PRACY WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=yCHnLwrBanE
- czy tajge wypił harnasia zamiast być w prasy? Nie wiem nie wiem nic nie wiem
- wrasa z prasy i miał barzo dużo roboty ojezus
- zje obiad z kolasją i sobie odpocznie + sektor subów od tego zaczońć
- kolejna zapowiedź specjalnego odcinka
- sektor pozdro, waszym obowiązkiem jest przypominanie
**2.5/6 harnasi** nuda ogunie
  1. ® bec® -> https://www.youtube.com/watch?v=BceY_4zUb0U
- wrósił z prasy, zjadł obiat i teraz ma swoje obowiązki po pracy czyly harnaś w rowie bu ha ha
- myślał smenszony, że będzie jusz czterytysioncesubów, ale jak nie ma to nie ma spesjalnego odcinka
- powinniście subów udostępniać, on się nie żali, ale był układ na spesjalny odcinek
- ależ smenszony nasz mateu
- tajge jeszcze na zakupki po harnasia bu ha ha
- jak tak suby lecą to spesjalny odcinek może za miesiąc albo za dwa dopiero bendzie waszabroszka
- ale cusz takie żysie sobie układacie
**3.5/6 harnasi** ogune smęszenie, ale o subach pitolenie ale cusz takie życie
[13.05.2020]
  1. ® DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=mdZsc3N14Yo
- sektor subów i podziękowania za cztery tysionce subów
- sektor pozdro
- fczoraj akat miał fchuj roboty, ale takie jes żysie
**1.5/6 harnasi** nuda wizowie subowo pozdrowieniowa
  1. ® INFORMACJA DLA WIDZOW BEC DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=OmmuRluFP_g
- podziękowania za czterysta subów bu ha ha
- zrobi zisiaj albo jutro spesjalny odcinek zależności jak będzie miał robotę, fczoraj miał dużo i miał swoje sprawy po prasy
- skond te suby te czterytysionce subów?
- u/odtegozaczac że ktoś stwierdził, że kupił suby
- mateu nie jes frajerem, żeby suby kupować
- po piesze zmienił się, ma dystans, różne tematy robi i inaszej się zachowuje
- tajge jest LEGENDĄ jutju i to on wytworzył szum w internecie w roku dwatysioncewunastym roku
- nie kupił subów khyy on promuje kanał
- goblyn jes legendą i żyje
- mokry sen o sebnym przyczysku jutuberskim
- wiecie kto kupuje suby? Frajerzy, a mateu nie jes frajerem
- to wy nakręcacie lokomotywę fejmu widzowie
**3/6 harnasi** bu ha ha z uszoka, co kupił suby za pieniądze ukradzione z pozdrowień
  1. ® HOT 16CHALLENGE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=Ye6pZNHPdv4
- najebany w czy uszy uszok podejmuje dominacje j3draz (?) tego typu
- frystal na bicie o subach, o maskach takie jes żysie i czeba lecieć do pszodu z maską
- frystal o karach za brak maski
- dominacja nie wiem dla kogo, bo bit zagłusza benc
**4.5/6 harnasi** ciężko coś powiedzieć, ale sam fakt, że jest pijany śmieszy benc XD
[14.05.2020]
  1. ® DZIEŃ DOBRY WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=y_yhiXhb350
- sektor subów, śniadania i specjalnego odcinka
- nie wie czy da radę spesjalny odcinek w tym tygodniu, może w niedzielę
- miał ostatnio dużo roboty i harnasi bu ha ha
- sektor pozdro
**2/6 harnasi** nuda nimformasyjna
  1. ® JUŻ PO ŚNIADANIU WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=1_dhOIJzqaE
- ogarnął pozdrowienia
- czeba myśleć główkom, czeba załączyć szare komórki
**1.5/6 harnasi** już ogarnął wizowie
[15.05.2020]
  1. ® DZIEŃ DOBRY WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=BWI72xSWoWU
- sektor suby, dzięki, pozdro, spesjalny odcinek
- wiecie, że mateu ma więcej lajków nisz ten kanał co się potszywa? Oni som dołem
- czymajcie się benc, pamiętajsi, że mateu prasuje od czynastej do wudziestej
**2.5/6 harnasi** standardowy gniot
[16.05.2020]
  1. ® DZIEŃ DOBRY WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=F3v7wzh3Bs4
- lekkokasusiowy sektor subów i pozdro
- tajge prasuje od poniedziałku do soboty i izie zisiaj, takie jes żysie
- jutro specjalny odcinek
- dla niego ogarnięcie pozdro to pikuś benc
- mateu nie chce się iść do roboty (więc nie pójdzie i wypije harnasiu bu ha ha)
- zamiar dobicie do pienćtysiency subów, wszystko od was zależności, tajge się stara
**2.5/6 harnasi** standardowy gniot z małą nimformasją
  1. ® BEC DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=AhWKf6P3iC0
- kutki rap na bicie sprawie powrotu do domu i nie wie co będzie na obiad z kolasją
- skąd takie rymy ma tajge z pamięsi
- sektor rymowanych subów i przycisku jutuberskiego
**3.5/6 harnasi** bu ha ha jak to dobry bit zakrywa zerowy sens wypowiedzi mateu
[17.05.2020]
  1. ® SPECJALNY ODCINEK BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=rk5jmaw95rw
- specjalny odcinek w jakości melina hd
- pokaz papeży, patronajsa niedziałającego, bo czeka inerzeszy
- poradnik fleszowania telefonu, żeby bez serwisu
- fleszowanie samsunga, to nie jes takie łatwe, ale pokaże nam mateu
**3/6 harnasi** ogunie tajger ściągnął jakiś program, w którym wyświetla się co ma zrobić krok po kroku sprawie softowania xD taki to jes nasz spec mateu dlr bu ha ha
  1. ® CZY WAM SIĘ PODOBA TEN ODCINEK SPECJALNY BEC® -> https://www.youtube.com/watch?v=pugDPU6M7Ks
- szeptogniot naruszający sektor subów i czy wam się podobał odcinek specjalny (był to poradnik godny kogoś z grupą 10n bu ha ha)
- czeba lecieć do góry nie do tyłu
- mateu ma dobre serce a wy?
**2/6 harnasi** szeptogniot totany
  1. ® SKĄD SIĘ NAUCZYŁEM BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=dliHBB9P8LY
- suby, pozdro
- pytasi się jak nauczył się softowania
- popłostu fora, programy inerzeszy (j/w ściągnął program, który wszystko zrobił za niego bu ha ha)
- czeba dobrego softa ściągnąć wizowie, bo można zablokować telefon
- mateu jes samymłukiem
- tajge już sporo znajomym softował i są zadowoleni, że nie muszą do serwisu nieść bu ha ha z mitomana
**2.5/6 harnasi** opowiastki specjalisty od softowania, który zrobił softa na jednym telefonie i mitomani, że ma znajomych bu ha ha
  1. ® DOBRANOC WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=YSfqyD996J0
- dziedobływieczuł wizowie
- wie, że podobał się nam specjalny odcinek (nie) i nie wie kiedy będzie następny
- wszystkoodwaszależności, subujcie
- czymajcie siębenc
**2/6 harnasi** wieczorna nuda
  1. ® INFORMACJE PRZED SPANIEM BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=lgyluV-bfKg
- tajge softował, a teraz siedzi i ustawia, żeby móc robić premiery benc
- ważna nimformasja – nie daje goblyn modów na premierze i lajwie
- dobłanoc życzy dlr
**2/6 harnasi** ziew na dobranoc benc
[18.05.2020]
  1. ® DZIEŃ DOBRY WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=L24vD_c8g2g
- szeptogniot, będzie ogarniał zaraz pozdrowienia żyszenia i zamawiajcie dalej
- tajge narzuca sobie czterdzieściosiem gozin na nagranie pozdrowień, ale czasem się obsuwa (bu ha ha)
**1.5/6 harnasi** pozdrogniot benc
  1. ® JUŻ ZROBIŁEM WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=f9S9dIRUQfU
- tajge ogarnął pozdrowienia żyszenia, dla niego to pryszcz
- pozdro, suby, iście po trupach do pszodu
**1/6 harnasi** nuda wizowie nuda
  1. ® JUŻ JEST OK WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=3bkO0WDerbk
- tajge naprawił awarię i będą teraz premiery
- suby, pozdro, skryn przelewu, suby, suby
**1.5/6 harnasi** ło baben czarna seria wizowie
  1. ® DZIĘKUJĘ WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=ap9yqUte5zI
- pokaz kanału na wypierdzianym netbuku i podziękowania za suby
- śmiga
- czeka na patronajs, sprawa zrzutka peel
- naprawił premierę wizowie
**2/6 harnasi** pokaz kanału dlr wizowie
  1. ® JUŻ jestem po pracy WIDZOWIE BĘC® -> https://www.youtube.com/watch?v=-p2Fl1n-oYg
- suby suby
- tajge zrobił zrzutkę peel i jak wróci to poustawia
- będziecie się zrzucać wizowie na komputer albo na plejkę bu ha ha
- pozdro, żyszenia sektor odwaszależności czy przedłuży dalej
**2.5/6 harnasi** żebranie na zrzutka peel początek
  1. ® BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=C2TFh92W8wg
- mateu lekkosmenszony po harnasiu w pracy
- twierdzi, że zjadł obiad z kolasją w domu i idzie zrobić zakupki bu ha ha
- akat nie wie czy się wyrobi dziś z zrzutka peel, bo nie wie czy ogarnie i to samo z pozdrowienia żyszenia bu ha ha
- ma swoje obowiązki nasz melin po pracy
- zmyślony obiad z kolasją – gołombki z ziemniaczkami i surówką (na melinie takich rzeczy nie ma)
**3/6 harnasi** bu ha ha z kłmacy
[19.05.2020]
  1. ® DZIEŃ DOBRY WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=kpC8Lta2EJE
- sektor suby, pozdro, zrzutka peel
- zrzutka peel ogarnie wszystko przed pracą
- pytasie się jak telefon – soft jest zajebisty i zajebiście chodzi bateria
- soft musi być czysty i mniej pobiera energii z baterii
**2.5/6 harnasi** no na dzień dobry coś innego niż same suby i pozdro benc
  1. ® HOT 16 CHALLENGE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=smDN_DUB3nE
- kolejny hotszesnaczelen od jakiegoś typa
- rap na bicie o maskach, subach i iściu do pszodu
- wirus idzie bokiem non stop
- czeba być tfardzielem nie mienczakiem i ma nadzieje, że wirus nie zabije
- dominacja bonus bgc
**2.5/6 harnasi** szeptofrystal na bicie
  1. ® INFORMACJE DLA WIDZOW BĘC® HD -> https://www.youtube.com/watch?v=LCa__EUrJ_g
- suby pozdro
- nimformacje, że zrzutka jest założona
- w opisie jest link i zaczynamy zbierać
- jak się zbierze to będzie lajw sprawie kupowania
**2.5/6 harnasi** żebranie wejdzie teraz pełną gębą
  1. ® WRACAM DO DOMU Z PRACY BĘC ® HD -> https://www.youtube.com/watch?v=CwgdqKPP_UY
- tajge wypił harnasiu i wraca do domu
- jak idzie wam zrzutka?? (mmm zaczyna się)
- tajge znowu musi zakupy zrobić, bo skończylo się piwko
- jak najszybciej będziecie wpłacać, to najszybciej się kupi
- musisie się postarać
- zobaczymy kto jest prawdziwym fanem, a kto jest frajerem anołaśnie
**3/6 harnasi** mmm zaczyna się lekkie jeżdżenie po frajerach, a co będzie jak się okaże, że nikt nie wpłaca? Anołaśnie bu ha ha
  1. ® ZARAZ BĘDĘ JADŁ WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=NnsAwUT1oKw
- tajge dopiero wrócił z "pracy"
- zje obiad z kolasją i jedzie na zakupy a wy zamawiacie pozdro i wpłacacie na zrzutka peel
- dostaliście karę i nie wiadomo kiedy będzie lajw
- jak będzie subować i udostępniać, to będzie lajw, ale on się za dużo stara, teraz na was kolej
**2/6 harnasi** nuda
  1. ® WRACAM Z ZAKUPÓW BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=skvyWVkCan4
- mateu wypił kolejnego harnasia i wraca z "zakupów" bu ha ha
- pozdro ogarnie jutro przed pracą, nie ma czegoś takiego, że nie, ale poctawą jes skryn
- nie słuchajcie luzi, że po co tajgerowi inerzeszy tego typu
- odtegozaczońć, że to wasze pieniondze na zrztuka peel przeznaczone na komptuter
- a bo tam ktoś mówił, że mateu pierdoli inerzeszy
- to bendzie komputer do recenzji inerzeszy a nie pierdolenie o szopenie tego typu
- to że mateu pracuje, bo ktoś pierdolnol taką gadkę, że na raty może wziąć
- goblyn z długami może w każdej chwili wziąć na raty, ale chozi o to, że to ineuczucie
- będziecie słuchali idiotów dookoła to w gównie zostaniecie
- tajge się stara, a wy macie to w dupie wizowie amsory
- to ineuczucie ja nie wie jak to uznać – popłostu pokazujecie, że jesteście fanami a nie frajerami
**5/6 harnasi** mmm pijany uszok z faflunami sprawie zrzutek. To jes popłostu ineuczucie w tym sensie jak fafluny żebrowe o paczki :)
[20.05.2020]
  1. ® DZIEŃ DOBRY WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=s3zJi6D0V2Y
- sektor subów i ogarniania pozdro
- wczoraj nie miał jak robić pozdro, bo musiał popłacy coś ogarnąć bu ha ha
**2.5/6 harnasi** a wyższą ocenę za takiego gniota dam, bo mam dobrykumorek jak się mówi po poprzednim gniocie benc
  1. ® JUŻ ZROBIŁEM WIDZOWIE BĘC ® ->
- sektor subów - przekaz od znanego jutubera
- tłumaczenie, że nie zawsze ma czas po pracy
- czeba być zwinnym i sprytnym sprawie ogarniania pozdro jednym ruchem bu ha ha
- na was czas się starać
**2.5/6 harnasi** j/w wizowie
[21.05.2020]
  1. ® DZIEŃ DOBRY WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=7D4Do4r-CyI
- wczoraj późno wrócił z pracy, bo miał dużo do roboty ło baben
- sektor pozdro
- dalsze tłumaczenie się, że po pracy nie miał czasu [czyli dużo wypił wczoraj bu ha ha]
- bu ha ha tajge tłumaczy po raz milionowy sprawie procedury zamawiania
**3/6 harnasi** śmieszy mnie te usilne tłumaczenie uszoka, że nie ma czasu. Im bardziej się tłumaczy tym więcej wczoraj wypił zdaje się bu ha ha Zresztą troszkę po głosie słychać, że męszy kasusia beeenc!
  1. ® JUŻ ZROBIŁEM WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=wX81h0xwMWE
- albo skacowany albo jednak z rana lekkosmęszony
- znany jutuber król internetu daje Wam przykład, że czeba iść do pszodu nie do tyłu
- czeba być twardzielem nie mienczakiem
- już zrobił wizowie (pozdro) i sektor poctawy skrynu
- nie mówcie, że jes złodziejem oszustem, że nie nagrywa pozdro od razu – ma prasa dom rozina i fafachtem nie zawsze daje radę w czterdzieściosiemgozin
- plotkę ktoś czasnął sprawie rzutki (bo na patronajsie długa werykacja), że chyba nie wpłacacie na rzutce
- tajge zrobił rzutkę, żeby zobaczyć kto jes fanem a tu prawda wychozi czarno na białym
- może kupić w każdej chwyly kupić komputer, bo nie chozi o to, że ma kupić ze swoich pieniendzy tylko z waszych (bu ha ha xD)
- za karę nie będzie lajwa, bo oszukaliście siebie i jego bu ha ha
- patronajsi wuwunia są fanami i fankami
- sami zsiebie się oszukujecie się nie mateu (a przed chwilą było, że go oszukaliście wizowie bu ha ha)
- tajge ma luzi, którzy was obserwują czy piszecie prawdę czy nie
- w każdej chwyly może wycofać rzutkę i patronajsa i będziecie mieli
**3.5/6 harnasi** kolejne fafluny sprawie rzutki bu ha ha
  1. ® WAŻNA INFORMACJA DLA WIDZOW BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=b9t4a1af7cg
- sprawie powiadomień, musisie u siebie na koncie w ustawieniach zrobić
- jutub chorernie się zmienił
- lekkopłaczący/lekkosmęszony mateu o zmienie donejtów na rzutce z 90 na 5 zł
- nie miał czasu i nie zwrócił uwagę na to benc
**2.5/6 harnasi** nie zwrócił nie zwrócił... na miliony po prostu liczył widzowie bu ha ha
  1. ® TRZEBA IŚĆ DO PRZODU BĘC® -> https://www.youtube.com/watch?v=V4-CSNHb2xY
- tajge ruszył jutjub w roku dwatysioncedwunastym roku i wytworzył fejm
- czy zrobić poradnik czy nie? Otojespytanie wizowie
- ma plany na poradniki, ale nie ma czasu (ale ma czas na kręcenie gniotów o dupie maryny bu ha ha)
- tajge jes szczerzy do bólu, jes tfardzielem nie mienczakiem
- sektor suby, pozdro
- nigdy w życiu nie włączy donejtów, po co ma psuć sobie opinię?
- pieniondze to nie wszytko, on do pracy chodzi, czeba iść do pracy a nie czekać na donejty
**2.5/6** mitoman im więcej pierdoli o pracy tym bardziej wiadomo, że pracy nie ma bu ha ha i do tego, że niby pieniondze to nie wszystko khyyyy a o rzutkę ma ból dupska
  1. ® JUŻ PO PRACY BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=pmBEBzQGquY
- powrót ze spaceru harnasiowego yyy z prasy do domu
- przypomnienie sprawie rzutki, żebyście wpłacali
- już ktoś wpłacił, zachęcajcie innych
- nie wiecie co z pieniendzmi zrobić? Wejdźcie na rzutkę tajgera xDD
- tym ruchem dał wam siłę, żebyście szli do pszodu
- tajge nie robi tego celu na jakieś tam khyy harnasie
- pitolenie o rzutce
**2/6 harnasi** nuda wizowie rzutkowa
  1. ® JUŻ JESTEM W DOMU BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=_jaTYbbeIaQ
- sektor rzutka, suby, pozdro
- wypił harnasiu, a teraz obiadzkolasją
- jak nazbiera na komputer w ciongu dwuch miesięcy to będą recenzje nid forspidów inerzeszy
**2/6 harnasi** żebrogniot
  1. ® BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=c2sVl9cvVl4
- mateu znowu na rejonie harnasiowym
- jedzie załatwić akat jedną sparwę bu ha ha
- sektor rzutka – kto wpłaci ten dostanie ogune pozdrowienia
- im szybciej będziecie wpłacać to szybciej się kupi, wszystkoodwaszależności
**2.5/6 harnasi** żebrogniot z terenu
  1. ® DOBRANOC WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=hCvyqPyxUAE
- dobrywieczór od lekkosmęszonego
- czeba być górą a nie być frajerem
- nie mówi mateu o wszystkich, ale czeba iść do pszodu nie do tyłu
- tajge chce wam powiezieć: dobłanoc, miłych snów, ło baben
- tajge miał tyyyyle spraw do ogarnięcia (3-4 harnasie w rowie)
- sektor żebrania
**3.5/6 harnasi** ciężki dzień miał dziś nasz melinek, najpewniej pod kapslem miał darmowego harnasiu i musiał HA RO WAĆ, żeby kolejnego wypić benc
[22.05.2020]
  1. ® DZIEŃ DOBRY WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=QqSxjHSmiKQ
- kasuś z rana jak 0 zł na rzutka peel bu ha ha
- ale akat jusz 60 zł, ci co wpłacili dostaną pozdrowienia
- sektor subów, pozdro, rzutki
**2.5/6 harnasi** żebrokasusiowygniot
  1. ® DZIĘKUJĘ WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=3w4NNJ9lleI
- pokaz rzutki na wypierdzianym netbuku, jes już 60 zł
- pokaz kanału, papeżu i linków
**2/6 harnasi** nuda benc
  1. ® DZIĘKUJĘ WIDZOWIE BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=ckLQ8zvmSUE
- podziękowania za 75 zł na rzutce
**1/6 harnasi** nic ciekawegoooo
[23.05.2020]
  1. ® DZIEŃ DOBRY WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=i43x6Ju3U1s
- tajge nie wie ile jes na rzutce, bo wczoraj po płacy musiał pojechać coś załatwić bu ha ha
- pitolenie o rzutce, pozdrowieniach, skrynie
**1.5/6 harnasi** zacięta płyta benc wizowie
  1. ® DZIĘKUJĘ BARDZO WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=_TMpXlv43HY
- ogunie mam wrażenie, że mateu ciągle na bombie jest xD
- pitolenie o dążeniu do celu rzutki
**1.5/6 harnasi** dzień świstaka u melina benc
  1. O co chodzi z zrzutka bec -> https://www.youtube.com/watch?v=Z9IIM1npSII
- sztrym sprawie rzutki typu spontaniczny lajw, bo się ciongle pytasi o różne rzeszy w komentarzach
- nie ma czasu na zapowiedzi lajwów
- osochozi z tą rzutką? Tajge nie wiedział, że czas werykacji patronajsa jes barzo długi i ktoś mu podsunął pomysł zrzutki
- donejtów nie ma i nie będzie
- jes chyba 117 zł, ale mateu nie jest w tymacie, bo był w pracy
- tajge fafachtem ma pieniondze, ale to nie jes frajda
- otochozi, żebyście wpłacali, a nie olewali
- jak się uzbiera 2 koła to się kupi zajebisty sprzent komputerowy lub konsolę
- tajge chyba kupi składaka, bo może go rozkręcić
- pitolenie o rzutce, że to wy chcieliście
- będą recenzje wszystkich części nid for spida, od andergran jedynka do ostatniej (czyli dwujki bu ha ha)
- widział osobę, która chodzi do tyłu – dżekson
- pitolenie o staraniu siębyciu znanym
- sektor zmiany
- tajge jes człowiekiem impulsywnym i człowiekiem benc
- meteorologiczny skrzat – pada
- nie wie co u mcadi
- tajge wie, że hotszesnaczelen to sprawie pomocy szpitalom, ale dla niego to zabawa
- za głośny bit wsunął w hotszesnaczelen am sory
- niektóre bity mateu sam robi – ma sprzent do tego (XD)
- tajge ustawił wpłatę 90 zł, bo przed pracą mu się źle klikło
- gry na konsole są o wiele zajebiste nisz komputer składak
- tajge nie ma czasu na gry xD
- kto jes fanem niech wpłaca to jes proste jak dudu
- wuwunio ma patronajsa
- tajge pamięta jak miał zrzutkę na pomagam peel
- mateu wpadł na zajebisty pomysł z zrzutka peel mmm
- 500+ jes z naszych podatków
- sprawie sebastiana wszweda, co się wyzywał z widzami – psujesz sobie opinię
- mokry sen sprawie sebny przyczyszk
- nie ma czasu sprawie paczkomatu
- tajge pracuje mimo że gospodarka ni dudu, inni wolą z państwa ciongnąć
- ekonomiczny melyn o podatkach
- mitoman chce zrobić hot szesna czelen u znajomego w studio (XD) już ma nawet zwrotkę
- jak tajge wyłoży pieniondze na komputer a nie z rzutki to recenzji nie będzie robił poste poste
**2.5/6 harnasi** sztrym typu trochę mitomani a trochę nudy
[24.05.2020]
  1. ® DZIEŃ DOBRY WIDZOWIE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=3sIjPOYNFYw
- jes niedziela, tajge miał prawo się wyspać wizowie
- sektor rzutka, gdzie my zbieramy czyly mateu i my w tym sensie, że spólnie
- na lajwie dokładnym omówił osochozi z zrzutką od a do zet
- pitolenie o rzutce i komputerze, konsoli laptopie
**2/6 harnasi** codzienne żebranie benc
  1. ® ŁO BABEN BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=2JTfHQEAcQA
- mateu na spacerze w parku śledzie na harnasiu vel jedzie do znajomego bu ha ha
- miał odpocząć a tu dupa, musiał się napiś
- sektor ostatni dzień na pozdrowienia
- pitolenie, że kupi składaka za pieniądze z rzutki bu ha ha
- zapowiedź lajwa jak się składa komputer poszczególne sektory wszystkoodwaszależności
- melińskie pitolenie o rzutce
- po co przeznaczać pieniondze jak możecie przeznaczyć je na rzutkę
**3.5/6 harnasi** smęszone żebry rzutkowe benc!
  1. ® DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=qf1tJDwuA1U
- tajge ogarnoł koledze komputer i czeka na autobus
- tajge nie paczył na rzutkę (ta jasne), ale wróci i zobaczy czy wpłacacie czy w chuja granie
- meteorologiczny melin – zimny wiatr
- kolega chciał mu zapłacić za naprawę, ale nie chciał pieniędzy
**2.5/6 harnasi** od kolegi haranasia nie chce pieniędzy, ale od was wizowie tak bu ha ha
TLDR -> Do wyróżnienia dominuję:
[13.05.2020] -> ® HOT 16CHALLENGE BEC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=Ye6pZNHPdv4 -> pijony frystal na bicie - **4.5/6 harnasi**
[19.05.2020] -> ® WRACAM Z ZAKUPÓW BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=skvyWVkCan4 -> pijony gnik fafluniący się sprawie zrzutki -> **5/6 harnasi**
submitted by Urtah_bebg to TigerBonzo [link] [comments]


2020.05.03 14:31 BerejSki Nie wiem co robić dalej

Na początku ostrzegam że to długie wypociny i z pewnością większości ani trochę nie będą obchodzić, co jest zrozumiałe i nikomu nie mam tego za złe. Moim celem też nie jest uzyskanie jakiego współczucia, litości czy walidacji, jedyne czego chcę to jakiejś porady albo wskazówki. Wybór suba pewnie też mało trafny ale jestem tutaj już dobrych kilka lat i jako że nie jedno już tutaj widziałem mój wniosek jest taki że na ten sub zaglądają zarówno ludzie którzy dostają w dupę od życia jak i tacy którzy to życie jako tako ogarniają.
Generalnie ciężko mi to pisać bo trudno przyznać się na głos (w pewnym sensie) jak wielką kupą spierdolonego gówna się jest. Nie chce też dać zbyt wielu szczegółów że swojego życia bo mimo wszystko chcę pozostać anonimowy. W związku z tym część mniej istotnych (lub zbyt bolesnych) informacji celowo pominę.
Mam 29 lat i od ponad 10 lat jestem w niemal kompletnej izolacji. Izolacji od społeczeństwa, większości rodziny i ogólnie od życia. 99% mojego czasu jest stracone na siedzenie przed komputerem. Po za ludźmi z internetu nie mam żadnych znajomych, przyjaciół itp. Nie znam żadnej osoby nawet zbliżonej do mnie wiekiem (która mieszkała by w polsce). Nigdy nie miałem dziewczyny i straciłem jakąkolwiek nadzieje na to, bo mając 29 lat moje umiejętności towarzyskie są na poziomie 12 letniego dziecka (lub gorsze). W szkole borykałem się z nękaniem (co skończyło się m.in. poważnym urazem nogi) i ciągłym stresem. Cały okres ten okres wspominam jako ciągłą szkołę przetrwania, ciągłe oglądanie się za siebie i trzymanie podniesionej gardy. Trudno mi się było się w jakimkolwiek stopniu skoncentrować na nauce, w szczególności że nigdy nie byłem jakimś geniuszem, co koniec końców zdecydowanie miało wpływ na moje "osiągnięcia" bo najwięcej co udało mi się zdziałać to zdać maturę. Moją największą motywacją było zawsze uniknięcie powtarzania klasy i kolejnego roku w tym "piekle". Skutek izolacji, po za tym że jestem gruby i brzydki, jest głównie taki że nie potrafię w ogóle rozmawiać z ludźmi. Nawet mój zasób słownictwa też spadł ostro w dół jako że w przez 99% czasu komunikuje się po angielsku przez internet.
Nie mam ubezpieczenia zdrowotnego od wielu lat jako że zdobycie go wiąże się z pójściem do urzędu, a potem jeżdżeniem na rozmowy o pracę średnio raz na tydzień, a sama myśl o tym mnie przeraża. Ataki paniki/lęku to zresztą kolejny problem z którym borykam się odkąd skończyłem mniej więcej 18-20 lat, głównie w sytuacjach towarzyskich, nawet jeśli to tylko kupowanie czegoś w sklepie. Wystarczy stanie w kolejce żebym czuł zimny pot na czole i ogromny niepokój. 2-3 lata temu chodziłem do psychiatry, prywatnie, a pieniędzy starczyło tylko na kilka wizyt. Psychiatra zdiagnozował u mnie fobię społeczną i depresje. Aczkolwiek wydaje mi się że depresja to raczej wynik izolacji połączonej z istniejącymi już problemami i moich osobistych zmian światopoglądowych które miały swoją kulminacje gdzieś w okolicach 21-22 lat. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze problemy zdrowotne które z pewnością pogarszają się z roku na rok ze względu na brak ubezpieczenia. Koniec końców nie wiem czy leczenie psychiatryczne którego próbowałem coś dało. W momencie kiedy miałem nadzieje że może będzie lepiej, zostałem przekierowany przez lekarza do centrum psychoterapii ale niestety skończył mi się okres zwolnienia lekarskiego co wiązało się z końcem ubezpieczenia co z kolei wiązało się z końcem jakiegokolwiek leczenia dla mnie bo pieniądze na dalsze leczenie prywatne też się skończyły (żaden zasiłek nigdy mi oczywiście nie przysługiwał).
Nigdy nie czułem bardziej zagubiony, przygnębiony i głupi. W szczególności kiedy widzę ludzi w moim wieku którzy zakładają rodziny, albo ludzi dużo młodszych ode mnie którzy przez życie idą jak burza, a ja nie zdziałałem ani nie doświadczyłem absolutnie niczego przez 30 lat życia.
Jak na ironię obecna sytuacja z kwarantanną pozwoliła mi zrozumieć jak bardzo spierdolone mam życie, bo nie zmieniło się ono ani trochę pomimo światowej pandemii. Niczego bardziej nie chce niż tego żeby zacząć żyć i przeżyć tą resztkę młodości która mi została i może nadrobić to czego nigdy nie doświadczyłem chociaż na to pewnie już za późno i to chyba myśl która dołuje mnie najbardziej. W szczególności że nie wiem nawet jak zacząć, a nawet jak już czegoś próbuje to natychmiastowy atak paniki i strach od razu wbija mnie w ziemię i kompletnie mnie paraliżuje. Cały ten post brzmi jak pierdolona pasta, ale niestety pastą nie jest..
edit: Dziękuje wszystkim za dobre rady. Każdą odpowiedź przeczytałem nawet jeśli nie na każdą odpowiedziałem i nad każdą się zastanowię.
submitted by BerejSki to Polska [link] [comments]


2020.04.14 13:54 Vapid1 No i jak lewico, przemyślałaś już co jest w życiu naprawdę ważne? Może wreszcie teraz, w czasie epidemii, coś do Ciebie dotarło?

Czy w czasie narodowej kwarantanny zrozumiałaś, jak ważna jest rodzina, i dlaczego należy ją wspierać, a nie niszczyć?
Czy zrozumiałaś już, ile warty jest model samotnej konsumpcji dóbr i wrażeń, tak intensywnie podsuwany zwłaszcza młodym ludziom?
Czy widzisz już, jakim absurdem jest oddawanie władzy nad światem ideologom LGBT i promotorom innych, równie chorych wynalazków? Czy widzisz, że w czasie prawdziwej próby wyglądają oni szczególnie żałośnie?
Czy zauważyłaś, jak kruche jest ludzkie życie, i jak bardzo jesteśmy śmiertelni? I że bez Boga nasza obecność tutaj zdaje się mieć niewielki sens?
Czy dotarło do Ciebie, jak wspaniałą wspólnotę stanowi Kościół, choćby ten skupiony wokół odbiorników telewizyjnych podczas transmisji mszy świętej, od 2 tysiącleci niosący światu Ewangelię?
Czy dostrzegłaś jak ważne są państwa narodowe, i wspólnota narodowa także, w czasach prawdziwych wyzwań?
Czy dostrzegłaś, jak niewiele znaczy Unia Europejska w tym czasie i jak niewiele będzie znaczyła w obliczu kolejnych, naprawdę poważnych zagrożeń?
Czy wiesz już, jak bardzo się myliłaś, i jak wiele krzywdy wyrządziłaś konkretnym ludziom, spychając ich z drogi piękna, dobra i miłości?
Pamiętaj, nigdy nie jest za późno na zawrócenie ze złej drogi.
A tutaj źródło tego bełkotu :)
submitted by Vapid1 to Polska [link] [comments]


2020.02.21 22:35 Urtah_bebg Uszatestreszczenia [14-21.02.2020]

Itam itam sejsony #uszatestreszczenia czyli porcja nimformacji dla was wizowie i fani tego typu. Steszczenia z [14-21.02.2020]. Sami wizisie. Mówiłem, że ogarnę, pułgozinki i jusz wszystko, ale cusz ja się staram inerzeszy... Bardzo dobra seria gniotów w tych dniach wizowie i fani. Może trochę przesadziłem z ocenami, może byłem zbyt łaskawy? Nie wiem nie wiem, oceńcie sami bebg!
Nowa seksja TLDR, czyly najlepsze gnioty ze streszczeń (pomysł zainspirowany pomysłem @XDwGlowie, TLDR na końcu posta, żeby nie spoilować wcześniej ilości harnasi ben ben!)
[14.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=70GJbshCY60
- ptaszki ćwierkajom, a tajge w rowie, bo teściowa wygoniła bu ha ha
- sprawie śniegu, ale cusz
- zisiaj wszystkiego dobrego w dniu walentynki anołaśnie
- sprawie pozdro na walentynki (pamiętajsi o skrynie dowodu przelewu)
**2.5/6 harnasi** gniot rowowy typu zwykłego
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=0d6N_udfvMA
- ben bencz od pijoka uszoka
- sprawie pozdro, zamawiajcie nawet jak tajge jes na mieście
- sprawie waszego ulubionego azbet kszyszek semper
- że niby on ala się leczy na łeb i zarobił na filmach
- fanazja o tym, żeby azbet pocałował go w dupę ło baben
- on się podlizuje, żeby była ala sztaba
- to jes psychol i nie wie co się kręci bata na dupę poste i logiszne myślenie pijockie
- jak się zmienił? Jes zjebem i bendzie do końca
- nie weźmie goblyna na litość, nie wciskaj mu kita azbet
- ofisjalnie ci mówił, że ofisjalnie powie, że jesteś zjebem
- chcesz isę komuś podlizać podliż się pod swoją dupę
**4.5/6 harnasi** harnasiu, fafluny, fantazje o dupie, czego chcieć więcej? Anołaśnie
  1. Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=FocrJA974a8
- ależ zmęszony łooo baben
- dochodzi do domu, bo ma dojścia, bo jes awaria autobusu (poste i logiszne XD)
- ale cusz takie jes życie jaksiemówi ło baben tego typu
- pomknąć sprawie temat azbeta co się przykleił nie wie jak to uznać hm
- jak kszyszek semper dostanie w mordęto bendzie miau wasz ukachany azbet
- szuka guza do chuja XD
- mateu ma dość tego człowieka co niby się na łeb leczy
- komu chcesz bajki walić? Bo chyba nie mateu?
- myśl głowom a nie dupom, ale na głowę jusz za późno
- mateu nagle nie lubi tak iśc i gadać, ciekawe czemu? Anołaśnie, pewnie zmęszony bu ha ha
- problemy mateu z wysławianiem benc
- azbet pucuje się jak chuj, bo mateu zabrał mu admyna ale cusz
- od tego zaczońć, że jes pizdą, a nie leczy się na łeb
- psykol nie człowiek
- azbet zniszczył opinię im i jebie się z całych stron
- zarobił chuja do dupy a nie pieniondze
- płacz mateu, że azbet jes psychory na łbep
- na głowę za późno, na nogi za późno, a na dupę to w ogóle XD
- sztama o kant dupy wytarcie ale cusz
- fafluny, żeby roziną się zajął azbet
- ktoś inny dawno by mu pwierdolił, psychol totany
- no bu co ma powiezieć debilowi, który jes psychory uleżniony czy jak
- azbet podlizuje się jak kutas
- przyjedź kszyszek a porozmawiasie po mensku – pieńściom
- wykop jebią ci w głowie, a ty jak ciota jesteś
- sory, że tak mówię wizoefani
- najebany gnom bełkocze XD
**6/6 harnasi** no naprawdę supcio gniot. Ponad 15 minut faflunów, płaczącego głosu do tego pijony w czy uszy mmmtojito
[15.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=l-HpAqeD_sY
- męczenie kasusia i sprawie kasusia u was ło baben
- sprawie pozdro zaległych, wczoraj był zalany yyy zalatany
- sprawie fa peżu co znikł – konto uszoka przechodzi werykasję
- kobra dostała na walentynki (ciekawe co, pewnie figę z makiem bu ha ha)
- pokaz powalonego drzewa przez wichurę
- sprawie klymatu, ludzie stracili dachy przez te wichery
- jak ktoś pali gumy nie gumy to to tesz izie w atfosmerę
- wczoraj musiał coś załatwić jaksiemówi na cyto
**2.5/6 harnasi** oguna mitomania sprawie zaległych pozdro, trochę za długie na 3 harnasie
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=RYBGy0mqb-o
- ben bencz wizowie i fani tego typu
- mała nimformasja od pijoka – pozdro walentynkowe przekłada na jutro
- najebany dostał telefon i jezie do roboty, cusz nic się nie zrobi
- chciał odpoczońć od pisia yyy ogunie a tu duppaaaa
- najebok mitomani, że woli nimformować niż kłamać wam ale cusz
**5/6 harnasi** piękny mitomański gniot olkoholowo pracbazowy
[16.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=yvkWTkyUTs4
- szeptogniot sprawie pozdro
**1/6 harnasi** nic nie słychać i dobrze, bo tylko o pozdro
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=YEFWVmKzllk
- sprawie pozdro, że już ogarnięte + męszenie kacusia
- sprawie, że się stara
- wrósił z pracy, przespał się z gozinkę i nagrał pozdrowienia, żyszenia – to jes dobry uczynek (xD)
- zamawiajcie dalej
**2/6 harnasi** tajge robi dobry uczynek, czyli pracuje za pieniądze bu ha ha
  1. Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=DTzbWCZeQW8
- meteorologia, podchodzi wiosnom awizisie
- bu ha ha musi podejść do znajomego harnasia, bo coś tam ma z komputerem
- gniot przerywający
- sprawie pozdro
- druga nimformasja – zmienia robotę, z tego powodu, że tu gdzie pracuje to albo akat awaria albo za kogoś przychodzi, bo chorują
- jutro akat badania
- będzie robił na nocki na basenie
**4/6 harnasi** piękne wymówki braku pracy, mitomania mitomanią poganiana
[17.01.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=8JSNqTVdJw4
- tajge lekko podziębiony od tego ciągłego zalania yyy zalatania
- tajge czeka na autobus, bo jedzie na badania
- fa fachtem meteorologia
-
**2.5/6 harnasi** gdyby tylko mateu chciało się pracować tak jak on udaje, że robi coś do pracy to byłby dziś milionerem
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=eB-GSWTado0
- dopiero wyszedł od lekarza (dr harnaś)
- sprawie pozdro
- służba zdrowia o kant dupy wytarcie
**2.5/6 harnasi** plusik dla niego za konsekwencje kłamstwa
  1. Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=kMv1qM0R6Bo
- sprawie pozdro
- będą bany dożywotnie na papeżu za obrażanie
- gudbaj i poste jak dut
- pitolenie o banach i że jesteście chamscy
- przeraża was to, że nie powiesie tego wrzeszywistości
- dziś siedział u lekarza od 9 do 13 – no, aż tyle lat wizowie
- sprawie numerków u lekarzy
- pokaz ala kwitów od lekarza medycyny prasy (pewnie stare bu ha ha)
**2.5/6 harnasi** taki tam gniocik kuchenny
  1. Gniotostrym #4 -> https://www.youtube.com/watch?v=SAyeBPIenZs
- ło baben melin odkrył efekty w swoim telefonie i wszedł w jakość "XD", na ekranie mamy teraz aż dwunastu uszoków bencz
- zisiaj niestylowy pomysł barzo fane wyglonda
- lekko zmęsozny dopiero wrócił ze szkolenia sprawie nowej roboty, bo akat miał telefon anołaśnie
- spraiwe pozdro
- sektor meteorologiczno-bakteriologoiczno-wirusowy bęc
- kiedyś nikt nie chorował, bo były zimy anołaśnie
- nimformasja, że będzie zgłaszałkanały za kradzież fylmyków, nie bendziecie na nim żerować i zarabiać pieniondze
- nie sztukom jes kraść, sztukom jes przyznać się do kradzieży
- nie sztukom kraść, sztukom iść do roboty (xD)
- spraiwe kradzieży i spisania umowy z uszokiem na wypożyczenie fylmów
- w chuja walicie kradniecie
**2.5/6 harnasi** za zawartość gniota, ale **6/6 harnasi** za wykonanie, co zaokrągle do **4/6 harnasi** benc! 12 uszoków na ekranie, tyle gupoty bu ha ha benc!
[18.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=AB2SCgExgtw
- gniot z łóżka ło baben
- tajge się zaziębił od rowu i nie jedzie z papierami od lekarza do prasy awłaśnie
- sprawie pozdro
- czymajcie się regulaminu, bo łatwo wylecieć z papeżu
- ah gupie przeziębienie, luzie tracą odporność w tym sensie, że sprawie pogody
- naukowiec melin stwierdził,że choroba w chinach spowodowana jest zmianom klymatu benc
**3.5/6 harnasi** przyjemny gniot w nowym stylu benc
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=hENHK8IlSnc
- sprawie pozdro – ogarnął parę sztuk łóżka fafachtem
- tajge jes czysty, zamawiajcie dalej + sektor starania się
- mateu odstawił wszystko na bok sprawie nowych nut, bo jes zalatany
- tajge morze przedłuży pozdro morze nie wszystkoodwaszależności
**2.5/6 harnasi** głównie o pozdro, więc nawet gniot z łóżka nie urtatuje benc
  1. Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=pUtJgz4Tcos
- nimformasje, bo ten pajac kszyszek semper napisał na wykopie, że jest sztaba
- od tego zaczońć,że nigdy nie będzie sztaby z nim, ma go w dupie i jego esemesy
- to jes taki pajac, że nie rozumie
- on jes frajerem i zawsze był dla mateu frajerem tylko próbował go rozbić od środka awizisie
- kszyszek jes człowiekiem flagom i przez niego mają problemy
**3.5/6 harnasi** początek faflunów do kszyszka
  1. Gniotostrym #4 -> https://www.youtube.com/watch?v=2QRFubLU-Jk
- pytasie się jak mateu się czuje: nieźle, przeziębienie odsuwa się od goblyna (bo ma dość melyny bu ha ha)
- sprawie azbety – nie bendzie nigdy sztaby
- on jes na przegranej linii, to jes frajer, który szuka wrażeń inerzeszy
- to jes psychiczny chory gamoń
- sprawie pozdro
- sprawie choroby tajge – jest to przez zmiany klymatu
**3/6 harnasi** kolejne lekkie fafluny
  1. Gniotostrym #5 -> https://www.youtube.com/watch?v=IatIhOp2apA
- gniot w jakości melinaHD
- lepiej jusz się czuje, przeziebienie izie bokiem
- fafluny, że nie zamawiacie pozdro jak on siedzi w domu spesjalnie <3
- grożenie, że zamknie mateu pozdro, bo nic w tym kierunku nie robisie
- sprawa zdjęcia z azbetem – zdjęcie stare jak świat
- azbet zrobił sprawę im niemiłom iżyszy mateu, żeby jego dzieci też tak zignęły ło babę
- kszyszek semper nie zasługuje na sztamę, nie daje się drugiej szanszy takemu szkurwyszynowi
- goblyn zniszczył go dobitnie od środka
- chcesz zabrać meble? Dawno miałeś zabrać bęnc!
**4/6 harnasi** takie lekkie 4, bo już powoli brudy wychodzą na wierzch jaksięmówi
[19.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=XRyF4Akw1BY
- tajge się jusz lepiej czuje
- miał zaczońć od czwartku prasować, ale akat woli od poniedziałku
- sprawie pozdro
- piszecie, że na wschodniej będą burzyć kamienicę – jes nowy właściciel i chcą od nowa zrobić ło baben
- narzekanie tajgea,że kiedyś nieśpieszno im było do remontu ałaśnie
- mitomania,że spotkał właściciela, miły człowiek
- NIE BĘDZIE JUŻ TAM PATUSÓW XD
- sprawie ćpunów co hanldują koksem w bramach
- jak tajge z kobrą się wyprowadzili to schodnia poszła w ruinę (XD)
- nowy właściciel pilnuje bata na dupę, nikt nie będzie ciongnął prondu na lewo
- spominki sprawie mieszkania starego, ciongnięcie gazu i prondu na lewo, boljer inerzeszy
- fafluny do fana, że powinien się upomniec sprawie hejtów zamówionych, bo on jes od nagrywania a nie od pilnowania <3
**5/6 harnasi** miałem dać 4.5, ale podciągnę do 5, bo coś w tym gniocie jest dla mnie innego. Po piesze jakby w ogóle zapomnieć kim jest uszosz to to jest najbardziej normalny vlog mateusza chyba od roku 2013 roku. Jakieś informacje o nowym właścicielu wschodniej (nawet nie obchodzi mnie czy prawdziwe), ale jakoś normalnie się tego gniota słucha. Jeszcze ten faflun na koniec do wizowa... no normalnie prawie uwierzyłem mateu, że to naprawdę broszka widzów, żeby upominali się o te pozdro XD Nie wiem nie wiem wizowie, może to tylko moja dziwna pojemność benc
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=-MGa9URS4s0
- barzo ważna nimformasja, żeby później nie było escesów (2 minuty czekania na was)
- sprawa pozdro
- od poniedziałku zaczyna prasować, jedzie akat sprawdzić teren swój
- sprawie pozdro na podstawie skryna – poste jak hój
- jednak być może pozdro dopiero jutro benc
**2.5/6 harnasi** mitomania i robienie z wizów chuja benc
  1. Informacje dla wszystkich bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=rXbxNrLwuho
- już zmęszony przed terenem swoim, czyly rowem
- taka plotka poszłą z #bonzo
- czy jes sztaba z azbetem? Od tego zaczońć, że nigdy nie będzie
- azbet może pocałować go w dupę mmm
- to jes dwuulicowy człowiek, przez niego są brudy
- fafluny, że zaszkodził im, ale bez konkretów narazie, ale za to z lekkim płaczem
- zamiast zająć się dzieciakami i żoną to się nimi zajmuje, on chory psychicznie jes i przegrany
- taki człwoiek się już nie wyleczy
- ziś napsiał azbet, że niby chce kupić mieszkanie na schodniej khyyy
- kto zgłaszał animowo zgłoszenia do MOPSU? Nowaśne ty i twoi luzie z #bonzo
- mateu żyszy, żeby azbetowi tesz zabral dzieciaki
- ty się azbet nie stydisz, że dzieciaki dorosną i zobaczą, że ojciec jes taki chory psychicznie? Bo mateu by się stydził (XD)
- te zgłsozenia to zemsta za zabranie admina stryma
- ciekaw czy tobie by było miło jakbyś miał naloty? Ałaśnie
- fafluny, że zarobił azbet na nich, a im ledwo starczyło na meble, lodówkę inerzeszy (jakby nie azbet to by dalej siedział na wypierdzianej kanapie i spleśniałych meblach kuchennych bu ha ha)
- ależ płaczący bu ha ha
- zrobił im koszmar w żysiu, na chuj się wpiepszał?
- powinien przeprosić a struga idiotę
- dalsze oskrażenia o całe zło azbeta
**5.5/6 harnasi** jest to mocny gniot, wręcz historyczny. Z jednej storny widać głupotę uszoka, który o wszystkie problemy obarcza jakiegoś typka z internetu, z drugiej oficjalnie potwierdza, że chcą mu zabrać dziecko. Ten filmik może być początkiem serii "naloty kuratora na melinę" ben bencz
  1. Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=28dDtWUGdDk
- oj lekko zmęszony
- dopiero wrósił, no nie ma siły uwieszcie to i pozdro jutro zrobi (XD)
- zamawiajsie dalej jednak wizowie, on zawsze nagra nawet jeśli z opóźnieniem rozwoju
**3/6 harnasi** z opóźnieniem rozwoju jest tylko osoba nagrywająca bu ha ha
[20.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=0ReesYN_brI
- zisiaj jes tłusty czwartek, a teraz jedzie, bo musi pozałatwiać wizisie
- fafachtem tajge lubi ponczki, ale nie przepada za słodkościami
- spominki zmęszone o cukierkach z dzieciństwa pamiętazoziś
- akat tajge jedzie do prasy, żeby zliczyli mu ile należy mu się urlopu (XD)
- sprawie pozdro
- sprawie zmian, że ulop przepada po roku, goblynowi akat się ten pomysł podoba
- adwa sprawie azbeta – powieział prawdę, a azbet jes ofermom
**3.5/6 harnasi** mitomania uszoka naprawdę przekracza granicę absurdu, już w przyszłym tygodniu będzie urlop, bo kobra sie rozchoruje albo coś XD
  1. Smacznego bęc- > https://www.youtube.com/watch?v=iYhbGjB990o
- pokaz ponczków z okazji tłustego czwartku
- uważajsie na klamki i krzesła, bo mogą być wysmarowane (?xD)
- pozdro
**3/6 harnasi** akat ładne pączki benc
  1. Macie odpowiedzi na wasze pytania bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=UStdyBNnDfU
- sprawie tłusty czwartek + meteorologia
- pyta jes strzymana, bo tajge jes zalatany!
- przypuszcza mateu, że będzie pyta na wiosnę, bo będzie lepiej w tym sensie, że spokój
- sektor sprawie pozdro
- sprawie azbeta – przestańcie jego słuchać, bo on się knuje i myje łapy
- tam na wykopie pisał, że przeprasza tego tpyu, ale jest za późno
- ludzie pozgłaszali azbeta inie wie uszosz czy mops się nim nie zajmie, czyly góra
- mitomania, że ludzie mu pisali, że pozgłaszali azbeta w rużne miejsca
- azbet nadaje siędo leczenia kocha... kochanuwek (?XD)
- fafluny o tym samym co zwykle sprawie azbeta
- ma faktury na łuszko i zgłosi to tam gdzie się zgłasza awizisie
- od momentu wczorajszego dnia wy jako ludzie zaczęliście rozumieć co wyczynia azbet
- to jes człowiek psychol ... głuchy telefon
- ogunie pitolenie o tym samym sprawie azbeta znowu
- kszyszek grube pieniondze zarobił a oni niecałe dwatysionce złoty
- azbet na nich czytysionce złotych zarobił
- narzekanie, że kszyszek powybierał meble i lodówę i kupił ,a nie że przelał im pieniondze, bo się bał, że niby khyy tajge przepije
**3.5/6 harnasi** oprócz kochanuwka to standardowe fafluny i do tego długie stąd niska jak na fafluny ocena
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=7PDdQdo6xEs
- pokaz opaski dla kobry najki
- pokaz opaski dla tajgea tesz najki
- cusz czeba iść dopszoduniedotyłu od tego zaczońć
- kcecnie ponczka od lekko zmęszonego? Tajge słodkości nie lubi chyba, że słodkie piwko bu ha ha
- sprawie pozdro, ci co narzekają, że tajge oszukuje to pocałujcie go w cztery litery
- opaska zrobiła benc bu ha ha
- pokaz i pozdrowienia od koberki
- sprawie pozdro
**3/6 harnasi** lekko naharnasiowany melon
[21.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=oy7GwsdEDDg
- spytny tajge wymyślił, że jedzie do roboty, bo zapomnieli mu dać coś do podpisania bu ha ha (czyly nie zacznie pracować od poniedziału ;) )
- około siedemnastej ogarnie pozdro + sprawie pozdro
- macie się odzywać o siedemnastej, bo inaczej nie zrobi khyyyyy
- może przedłuży pozdro, wszystkoodwaszależności
**2/6 harnasi** gniot głównie o pozdro
  1. Gniotostrym #2 -> nie ma jeszcze na PZH :(
- gniot z nowej perspektywy w tym sensie, że z kuchenki tajge krenci pomidorową z ryżem robiąc frystal sprawie tego typu i iściadopszoduniedotyłu
- zamówienia do pozdrowienia
- podstawa jes skryn przelewu dowód
**2/6 harnasi** 2 tylko dlatego, że nowa perspektywa benc
TLDR -> Do wyróżnienia dominuję:
[14.02.2020] - Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=FocrJA974a8 – **6/6 harnasi!** - gniot genialny sprawie faflunów pijackich
[15.02.2020] - Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=RYBGy0mqb-o - **5/6 harnasi** - kutki gniot mitomański tego typu
[17.02.2020] - Gniotostrym #4 -> https://www.youtube.com/watch?v=SAyeBPIenZs - **4/6 harnasi** - ciekawy gniot o nowym wymiarze edycji
[19.02.2020] - Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=XRyF4Akw1BY - **5/6 harnasi** - głównie spominki sprawie schodniej benc w jakiejś przyjemnej dla mnei formie
[19.02.2020] - Informacje dla wszystkich bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=rXbxNrLwuho**5.5/6 harnasi** - to jest gniot, który wydaje mi się, że jest historyczny niejako, bo tajge przyznaje się do pewnych prywatnych rzeszy ben benc
submitted by Urtah_bebg to TigerBonzo [link] [comments]


2019.12.04 16:41 compulsiveranter Polacy przywrócili moją wiarę w ludzkość/Polish people have restored my faith in humanity

Original post: https://www.reddit.com/poland/comments/e5ve5q/polish_people_have_restored_my_faith_in_humanity/
*Please note this is a google translated version so more people can know about this
Wersja TLDR na końcu.
Piszę to, aby Polacy czytający to dzisiaj powinni czuć się niesamowicie dumni z siebie i swoich współobywateli. Nigdy w życiu nie ściskałem tylu przypadkowych nieznajomych, ponieważ byłem upokorzony.

Krótko, pochodzę z Indii i podróżowałem sam przez około miesiąc. Przez większość czasu przebywałem w Wielkiej Brytanii, a mój pobyt w Polsce trwał około 8 dni. Moja podróż była związana z pracą.

Tak czy inaczej, moja podróż szła absolutnie dobrze i świetnie się bawiłem, spotykając ludzi z obu krajów i zwiedzając region, ponieważ był to mój pierwszy raz w Europie.

Nadchodzi ostatni dzień. Byłem w Krakowie i miałem pociąg do Warszawy zarezerwowany z EIP, a następnie lot w nocy do lotniska z Delhi.

Opuszczam mieszkanie i jadę tramwajem do Krakowa Głównego i wtedy to gówno mi się nie udaje. Okropnie źle. Wszyscy winni za to siebie.

Nosiłem bagaż kabinowy i plecak z laptopem, ładowarkami, gotówką i PASZPORTEM. Cały czas miałem przy sobie plecak. Wcześniej odbyłem wycieczkę po Krakowie po starym mieście. Moje plecy były trochę obolałe z powodu długiego dnia, więc po to, by poczuć się trochę swobodnie, siadam na pustym siedzeniu w tramwaju i zdejmuję plecak, żeby go schować.

Tramwaj zbliża się do mojego przystanku i zdaję sobie z tego sprawę późno. Zatrzymuje się i patrzę na zewnątrz, aby uświadomić sobie, że do cholery muszę stąd wyjść. W chwili strachu przed nieudanym zatrzymaniem wybiegam ze sobą, zabierając ze sobą torbę kabinową. Właśnie kiedy wychodzę, drzwi tramwaju zamykają się i odjeżdżają. Potem mi się świta, dziwnie się czuję, jakby coś się zmieniło. Ku mojemu przerażeniu właśnie to zrobiłem, PLECAK. Najważniejszy kawałek zostawiłem podczas podróży tramwajem. Byłem w stanie paniki. Absolutna panika i czułem we mnie kryzys i stan pomocy. To jest mój dzień wyjazdu i właśnie w tym momencie popełniłem największe pieprzenie. Był w tym mój paszport. To jest moja tożsamość i to był jedyny sposób, by móc wrócić.

Teraz zaczyna się mój związek z nieznajomymi. Idę na górę, do stacji, żeby zobaczyć znak informacyjny. Znalazłem jeden na wycieczki, ale oczywiście potrzebowałem pomocy i wszedłem do środka. Jest tam ta pani i prosi mnie o sprawdzenie biura MPK, które jest na zewnątrz. Wychodzę i zgaduję, co znajdę, biuro jest zamknięte, ponieważ jest niedziela. Mam na myśli to, że kiedy idzie źle, po prostu idzie gorzej.

Tam jest przystanek autobusowy i widzę młodą damę czekającą na swój autobus. Podchodzę do niej nadal w stanie paniki i opowiadam jej o tym, co się właśnie wydarzyło. Zgadnij co? Nie rozumie angielskiego, ale jej postawa sugerowała, że ​​chce pomóc, ale nie rozumie gówna. W tej sytuacji uderzyło mnie to, skorzystajcie z technologów. Otwieram tłumaczenie Google i piszę tam „Zostawiłem torbę w tramwaju i ma ona mój paszport, proszę o pomoc!” Teraz dobrze zrozumiała, że ​​ten facet jest w poważnej sytuacji. Nasza komunikacja odbywa się po tłumaczeniu. Rozgląda się, by znaleźć numer. Dzwoni na ten numer, mówi do nich. Wyjaśnia im moją sytuację, która zajęła dobrze około 10-15 minut. Rozumiem, że to dla mnie przypadkowa osoba, nie znam jej. Nie mówi nawet wspólnym językiem między nami, ale wciąż tam stała, żeby mi pomóc. W trakcie rozmowy jest informowana, żebym zadzwonił pod ten sam numer po 2 godzinach. FFS. Mam lot za 6 godzin i nadal muszę jechać pociągiem do Warszawy, która trwa 30 minut. Uświadomiłem sobie, że nigdy nie będę w stanie tego złapać. Dziękuję tej kobiecie i przytulam ją za jej pomoc.

Byłem w tej bezradnej sytuacji, ale wiedziałem, że nie mogę tego znieść. Wpadłem na pomysł, że może, po prostu MAJBE, kierowca na ostatnim przystanku zmienia zmiany i sprawdza, czy w tramwaju nie ma żadnych rzeczy. Jadę następnym tramwajem do następnego przystanku. Sięgnij, aby znaleźć biuro. Jest jeden stary dżentelmen. Piszę z telefonu tekst o mojej torbie. Tekst jest przetłumaczony na język polski. Uświadomiłem sobie, że nie będzie znał angielskiego. Wyjaśniam mu sytuację i podaję numer tramwaju oraz godzinę, o której jechałem. Wyciąga swoją gadatliwą i komunikuje się z kierowcą. 5 minut komunikacji i wraca, żeby powiedzieć mi „nie”, aby wskazać, że kierowca niczego nie znalazł. Kolejna realizacja zniknęła! Torba nie wraca. Ktoś prawdopodobnie właśnie to wziął. To znaczy, że byłoby to dość intratne. W środku jest cały laptop. Ale powiedział przez tłumacza, że ​​możesz iść na policję, która zajmuje się MPK. Zapisał mi ten adres, a także dokładny numer tramwaju, który wybrałem. Kolejny akt dobroci. Mógł mnie po prostu odepchnąć, gdy powiedział mi, że nic nie znaleźli. Wiedziałem, że muszę iść na policję, ponieważ torba miała mój cholerny paszport. Mogłabym być w prawdziwym niebezpieczeństwie i nie miałam pojęcia, co do diabła się z tobą stanie, jeśli stracisz paszport w obcym kraju.

Zanim udam się na policję, próbuję sprawdzić, czy coś się nie stało na przystanku po tym, jak upadłem. Może być współ pasażerem zrealizowanym i podał go na następnym przystanku.
Zanim udam się na policję, próbuję sprawdzić, czy coś się nie stało na przystanku po tym, jak upadłem. Może być współ pasażerem zrealizowanym i podał go na następnym przystanku. Idę na ten przystanek tramwajowy i znajduję kolejnych dżentelmenów, którzy prawdopodobnie byli tam, aby pomóc kierowcom tramwajów. Idę do niego, ale on nie mówi po angielsku. Pulsuję tę samą wiadomość z mojego telefonu. Zdaje sobie sprawę z mojej paniki i zabiera mnie na górę do swojego biura. W środku siedzi kobieta, prawdopodobnie jego przełożony. Mówi jej o sytuacji. Na szczęście zna trochę angielskiego. Mówię jej bezpośrednio. Prosi, żebym poczekał na zewnątrz. To samo dzieje się, gdy próbuje dowiedzieć się o torbie, pytając kierowców tramwajów. Wraca do mnie, aby przekazać tę samą wiadomość, nie mają żadnych informacji. Facet, który mnie zabrał, zaleca również, żebym poszedł na komisariat. Mówi, jakim tramwajem muszę jechać i w którym kierunku muszę iść ze stacji docelowej. Tramwaj przyjeżdża i mówi mi ten. Kontroler biletów jest w środku. Mówi mu, który przystanek i muszę się do niego dostać, i daje mu bilet na ten dokładny przystanek i informuje go, kiedy nadejdzie przystanek. Kolejny akt dobroci. Życzy mi również powodzenia. Jestem mu wdzięczny.

Mój cel przybywa, gdy zastanawiam się, co dalej. Kontroler biletów każe mi tu zejść. Idę na komisariat policji i wygląda na to, że jest zamknięty. Nie mów mi, że posterunek policji również jest zamknięty, ponieważ jest niedziela. Nie dlatego, że przybywa policjant i kiedy wchodzi do biura, pytam go o angielski. On tego nie mówi. Znów Google tłumaczy FTW. Wchodzi do środka, a potem wraca chwilę i wskazuje mi tablicę, która wspomina coś o zagubionym i znalezionym dla MPK. Określa godziny otwarcia i zgadnij co. Jest zamknięty, ponieważ jest niedziela. Próbuję go zapytać o cokolwiek innego, co mogę zrobić, ale on nie może mnie absolutnie zrozumieć. Moje walki trwają i podczas tej akcji 3 młode kobiety wchodzą na komisariat. Jedna z nich prowadziła samochód, więc chciała sprawdzić poziom alkoholu. Gdy mają zamiar wyjść, widzą, że walczę tutaj z komunikacją. Patrzę na jedną z kobiet. Ona już na mnie patrzy, być może z powodu mojej spanikowanej twarzy, a jej uwagę przykuła walka. Pytam, czy ona mówi po angielsku, odpowiedziała twierdząco. Jestem jak dzięki Bogu i mówię jej o mojej sytuacji. Dziewczyna, która chciała sprawdzić poziom alkoholu, licytuje adieu i odchodzi, gdy dwie kobiety zostają. Oboje mówią po angielsku. Komunikują się dla mnie z oficerem. Zapytaj o najlepsze rozwiązanie. Zapytaj go, co mogę zrobić. Mówi im, że ten facet musi udać się do ambasady indyjskiej, która znajduje się w Warszawie, i poprosić o uzyskanie duplikatu paszportu. A potem proszę ją, żeby zapytała go, czy mogę dostać dokument potwierdzający utratę paszportu. Może będę musiał coś pokazać ambasadzie. Wyciąga formularz i prosi mnie o napisanie moich danych. Następnie stempluje go dla mnie i zatrzymuje kopię. Cała ta walka i walka trwały prawie 45 minut, ale te dwie niesamowite kobiety stały obok mnie. Pomógł mi z całą komunikacją i szczegółami. Policjant wydrukował mi nawet adres ambasady z numerem telefonu. Chociaż mogłem to rozgryźć, ponieważ miałem swój telefon, ale to miło z jego strony. Kolejny akt dobroci.

Wiedziałem, że muszę teraz jechać do Warszawy. Spóźniłem się na pociąg i również spóźniłem się na lot. Muszę powiedzieć, że byłam dość załamana. Ale te akty dobroci i posiadania telefonu, a także portfela przy mnie, dały mi spokój.

Idę na dworzec w Krakowie i rezerwuję następny dostępny pociąg. Powiedziano mi, że nie ma miejsc, ale możesz stać. Świetny! 3 godziny podróży do Warszawy. Dzień staje się lepszy. Czekając na pociąg, dzwonię pod numer alarmowy ambasady indyjskiej i informuję osobę o mojej sytuacji. Cierpliwie słucha mnie i radzi, żebym przyszedł do ambasady jutro rano i opowiada o wszystkich dostępnych dokumentach, które muszę zdobyć.

W tym momencie pamiętam również, że zostawiłem swoją dużą walizkę na automatycznym stanowisku zrzutu bagażu na dworcu warszawskim, zanim pojechałem pociągiem do Krakowa, aby zapewnić sobie wygodę podczas pobytu w Krakowie. Zgadnij co? Kluczem do mojego bagażnika był mój plecak! Nadchodzi kolejny problem, by uderzyć mnie w twarz. Moim priorytetem było dotarcie do ambasady i pytanie, jak mogę wrócić do domu w tej sytuacji. Pogotowie w ambasadzie powiedziało mi, jak mogę uzyskać zaświadczenie o stanie zdrowia. W przeciwnym razie uzyskanie nowego paszportu może potrwać do 2 tygodni !!

Pociąg właśnie przyjeżdża i docieram na peron, by poszukać mojego pociągu, tekst pomieszał mnie jeszcze bardziej, gdybym był we właściwym miejscu.

Uważam, że młoda kobieta wygląda tak samo zdezorientowana jak ja. Pozdrawiam ją i proszę, żeby zobaczyła mój bilet i czy jestem we właściwym miejscu. Mówi mi, że znajduje ten sam pociąg. Byłem więc idealny, po prostu pójdę za tobą. Czyta informacje na tablicy elektronicznej i mówi mi to późno o 30 minut.
Staliśmy więc razem, czekając na pociąg i rozpoczynamy rozmowę o tym, co się dzieje w życiu. Rozmawiamy o tym, a ja oczywiście mówię jej o moich doświadczeniach. Ona jest z niedowierzaniem. Oczywiście czuje się z tego powodu okropnie. Ale mówi mi, żebym się zbytnio nie przejmował i że jutro po prostu pójdę do ambasady. Mówi mi, że nawet ona ma bilet stały. Byłem trochę szczęśliwy mając towarzystwo podczas mojej 3-godzinnej próby. Pociąg przyjechał. Jesteśmy w środku. Odchodzi i rozmawiamy przez podróż o niej i moim pochodzeniu oraz o naszych krajach. Pochodzi z Ukrainy, ale przeprowadziła się do Polski, gdy miała 15 lat. Później w naszej rozmowie rozmawialiśmy o moich problemach, a potem powiedziałem jej, że moja walizka utknęła na warszawskim dworcu i że klucz jest w moim plecaku. Wspomniałem również, że wyjaśnianie komukolwiek na stacji byłoby bolesne w tyłek, ponieważ nie mówię po polsku. Mówi mi, żebym się nie martwiła i że pójdzie ze mną, kiedy dotrzemy na dworzec warszawski, aby porozmawiać z władzami. Byłem wzruszony. Teraz rozumiem. Stoimy przez 3 godziny. Ziewamy przez podróż. Jest 23:00 w nocy i wszystko, co może myśleć, to iść do domu spać. Ona też ma pracę następnego dnia. Mimo wszystko zobowiązała się do pomocy. Kiedy dotarliśmy na stację, poszła ze mną do władz. Pomógł mi odzyskać torbę, za co musiałem zapłacić karę, a potem licytować po przyjeździe jej taksówki. Kolejny akt dobroci.

Przewiń do następnego dnia. Wyjeżdżam do ambasady absolutnie zrozpaczona sytuacją, w której się znalazłem. Dojeżdżam do ambasady. Pozwalają mi spotkać się z konsulatem, biorąc pod uwagę moją pilną sytuację. Moja kolej nadchodzi, siadam przed nią. Opowiadam jej o tym, jak zgubiłem plecak, a mój paszport był w środku i potrzebuję zaświadczenia o konieczności powrotu do domu. Prosi, żebym tu zaczekała i wstaje. Zastanawiam się, że to zimno. Nagle mnie łamie i wchodzi do środka tuż po mojej kolejce. Wraca z listem. List pochodzi z komisariatu policji w Krakowie. Pisze o znalezieniu plecaka z paszportem. Potwierdza przedmioty ze mną i moim numerem paszportu. Wszystkie pasują do siebie. Wszystkie pasują do siebie. Nie potrafię opisać, jak się wtedy czułem. Gdybym musiał podać analogię, możesz pomyśleć o Willie Smithie w pogoni za szczęściem. Przedostatnia scena, w której opisuje, kiedy w końcu poczuł się szczęśliwy. Nawet emocjonalnie piszę o tym.

Okazuje się, że bohater, ABSOLUTNY Bohater, znalazł plecak leżący w tramwaju i zabrał go prosto na policję. Byłem z niedowierzaniem, gdy zacząłem rozumieć, że właściwie mogę odzyskać wszystko. Laptop ma takie ważne dokumenty robocze. Wszyscy myśleli mi o tym, co straciłem i ile pracy musiałbym wykonać ponownie, ponieważ nie mam laptopa. Oczywiście utrata laptopa byłaby również ogromną stratą pieniężną.

Pani powiedziała mi, że powinieneś przyjechać do Krakowa i odebrać swoją torbę. Dała mi kopię listu od policji, zawierającego dane adresowe i numer telefonu.

Wybiegłem, by udać się prosto na stację. Kupiłem następny dostępny bilet na pociąg do Krakowa.

Po kilku godzinach byłem na posterunku policji. Policjantka zabrała mnie do mojej torby i poprosiła o sprawdzenie wszystkich rzeczy w środku. Nie żartuję. Nie poruszył się ani o cal. Mam wszystko tak, jak jest. Ta dama była dla mnie taka słodka. W moim kraju kontakt z policją wcale nie jest łatwy. Ale to było bardzo przyjemne. Powiedziałem jej, że jeśli przyjedzie do Delhi, będzie moim gościem. Jako specjalną prośbę zapytałem ją, czy mogę porozmawiać z tym bohaterem. Zadzwoniła do niego. Powiedziała mu, że facet chciałby z tobą porozmawiać. Prawie go nie słyszałem, a on nie rozumiał angielskiego, ale żałowałem, że nie ma najlepszego życia i zdrowia. Jest niesamowitą osobą i naprawdę mam szczęście, że mam takich ludzi na tym świecie. Nazywanie tego aktem dobroci byłoby niedopowiedzeniem. Pani wzięła telefon i przetłumaczyła mu to wszystko. Mam nadzieję, że sprawiłem, że poczuł się wyjątkowo w tym momencie. To niesamowite, nie znam tej osoby, nie znam jego twarzy i nie wiem, co robi, ale właśnie dokonał jednego z najbardziej niesamowitych czynów w moim życiu.

Siedząc w drodze powrotnej do Delhi, chcę podziękować Polsce za to, że to dla mnie zrobiła. Naprawdę dziękuję! Wszyscy ci ludzie w mojej historii są absolutnie niesamowici.

Tacy ludzie naprawdę sprawiają, że świat jest lepszym miejscem i dają nadzieję.

Pójdę powiedzieć wszystkim, których znam, aby odwiedzić Polskę. To piękne miejsce z pięknymi ludźmi.

Poza tym pracuję w branży turystycznej w Indiach, więc jeśli chcesz uzyskać porady na temat podróży tam, napisz do mnie. Indie słyną również z gościnności.

TLDR Podróżowałem po Polsce, zgubiłem plecak w Krakowie w tramwaju, który miał również paszport i laptop i znalazłem go po długiej walce z pomocą absolutnie nieznajomych.
submitted by compulsiveranter to Polska [link] [comments]


2019.06.10 01:16 hiimsilently Trochę nie wiem, co zrobić teraz w życiu.

Hej, myślę i myślę, i do niczego dojść nie mogę, potrzebuję porady.
W 2018 skończyłem technikum informatyczne. Przez całą moją edukację nie myślałem o pójściu na studia, bo miałem taki "plan", że znajdę sobie "jakąś byle jaką pracę" i po godzinach będę zajmować się swoją pasją(robienie gier wideo) i hopefully po jakimś czasie będę mógł się utrzymać z pasji. Dlatego też maturę zdałem po najmniejszej linii oporów, tzn. jakoś ostro nie zakuwałem, a z rozszerzenia zdałem tylko angielski. Nie miałem złych wyników, bo nigdy nie miałem większych problemów z nauką, ale na pewno stać mnie było na więcej, gdybym się postarał.
Pod koniec szkoły zorientowałem się, że musiałbym się bardziej postarać, żeby coś wyszło z tych moich gierek, bo niby interesowałem się tym od lat, ale progress był bardzo wolny. Dlatego zdecydowałem się odstawić gamedev na bok, żeby skupić się na webdevie. Podobna dziedzina, sprawia mi to też jakąś przyjemność, ale o wiele bardziej "job-worthy".
Długo zajęło mi znalezienie "jakiejś byle jakiej pracy", bo dopiero od 2 miesięcy pracuję w żabce. Nie jest źle, no ale kurde, nadal jest to praca w żabce. I edukuję się w stronę webdeva, i niby wszystko jest fajnie, tylko że widzę, że jest ta sama sytuacja co z gamedevem w szkole. Myślę sobie "wow ile ja wiem, jak zepnę dupę to i za 3 miesiące będę mógł mieć pracę". 3 miesiące mijają i orientuję się, że jasne, wiem więcej, ale nadal nie wystarczająco, ale jak zepnę dupę to i za 3 miesiące mogę mieć pracę. I tak w kółko.
I jasne, kiedyś w końcu nadejdzie ta chwila, że będę wiedział wystarczająco, aby móc podjąć pracę w zawodzie(może już nadeszła). Ale potem myślę sobie nad swoją osobą. Jestem z małej miejscowości, bez znajomości, jestem typowym beta, który polega na litości alpha, jestem cichy, skromny, mało odważny i pewny siebie. Z takimi cechami charakteru mógłbym wykuć całe JS na pamięć, a i tak sprzedać siebie jako typa z kategorii #programista15k. Dodatkowo z podjętą pracą musiałbym się przeprowadzić do nowego miasta, co tylko komplikuje sprawę i tworzy w głowie o wiele więcej pytań.
Raz na jakiś odzywa się ktoś w moim mózgu "a co, jakbyś poszedł na studia?". I sobie myślę o tym przez najbliższe 2 godziny, po czym nic się nie staje. Tylko, że im więcej o tym myślę, tym bardziej myślę sobie "a co jakbym faktycznie poszedł na studia?". Wiem, że studia same w sobie nie dadzą pracy, ale poznałbym i ugruntowałbym sobie podstawy, poznałbym jakiś ludzi itd., poza tym nigdy nie miałem większych problemów z nauką w szkole i lubię się rozwijać i pogłębiać wiedzę. Plus zawsze chciałem zamieszkać w większym mieście i styl "studenckiego życia" brzmi trochę coś, czego chciałbym spróbować.
Problem tylko w tym, że nie wiem nic o studiach. Tak lifestylowo. Skąd ludzie biorą pieniądze na studia? Wiadomo, studia w Polsce są darmowe, ale skądś trzeba mieć ma chleb(i parę innych produktów), coś trzeba wydać na rzeczy związane ze studiami, czynsz nie jest tani, itd. itd., sumując trochę to jednak wychodzi. I jasne, można pracować i studiować jednocześnie, ale też nie można pracować w pełnych wymiarach godzin, więc pieniądze nie będą za duże, a co jakbym chciał jednak się bardziej poświęcić nauce, wtedy miałbym mało czasu na pracę chcąc nie padnąć psychicznie po 3 miesiącach takiego życia. I jasne, z lokatorami czynsz jest tańszy, ale jakoś trzeba jakoś się zorganizować. i to wszystko, żeby rzeczy były ustalone i gotowe na 1 października.
Poza tym tak jak mówiłem wcześniej, maturę zdałem po najmniejszej linii oporu. A jednak kierunki, na jakie byłbym zainteresowany(okołoinformatyczne) sam angielski nie wystarcza. Czy to oznacza, że muszę douczyć się i zdać wymagane matury na własną rękę?
Plus tak też myślę, że na studia w 2019 jest już za późno, więc najwcześniej mógłbym za rok. Ale czy warto? Po tym czasie chyba byłbym w stanie podjąć jakąś pracę w webdevie. Wtedy studiowanie raczej nie miałoby sensu, bo miałbym dobrze płatną pracę, która tak czy siak wymaga nauki i rozwoju. A nawet, gdybym jednak podjął się studiów mając pracę w webdevie byłoby to na zupełnie innych zasadach.
Trochę sobie myślę nad swoim życiem, i z jednej strony w szkole zawsze byłem tym dobrze wychowanym, miłym uczniem, który pewnie pójdzie na studia i znajdzie dobrze płatną pracę. W domu nie było biedy, ale rodzice zawsze pracowali w nisko-płatnych pracach, nigdy nie mieszkałem w nie-wynajmowanym mieszkaniu. Rodzice też pochodzą ze wsi, więc nie było żadnego nacisku edukacyjnego z ich strony(ale za to też żadnych oczekiwań) i tak się stało, że ja skończyłem szkołę i zajęło mi prawie rok, żeby znaleźć pracę w żabce. Z jednej strony mam to poczucie, że stać mnie na więcej i jestem do tego zdolny, z drugiej przychodzi co do czego i czasami wydaje mi się, że jest mi pisane pracowanie za minimalną krajową do 65. roku życia, żeby potem całą emeryturę wydać na leki.
Obecnie nie jest mi jakoś źle, pomimo że dosłownie nie mam znajomych, więc robię jedno z 4 rzeczy: spanie, praca, internet, webdev. Tylko, że jestem ok z moim obecnym stylem życia, jeżeli jest to coś przejściowego, ale jeżeli to jest ten moment this is my life now, to szczerze jest bardzo chujowo, i po co mam żyć w takiej sytuacji? Bo jasne, rozwijam się, ale ile tak na prawdę będę mógł samemu osiągnąć?
submitted by hiimsilently to Polska [link] [comments]


2019.05.31 03:07 Sheeana407 Czy ktoś też miał nieszczęście natknąć się na ten manifest na facebooku?

https://www.facebook.com/magdalena.filiks.3/posts/2223069931119369 (nie polecam, szczerze powiedziawszy)
Znajomy to udostępnił, i cóż, nie co dzień człowiek tyle się o sobie dowiaduję. Że to, iż zażartuję sobie w jakimś zacisznym kącie internetu z PiS-u, czyni mnie wykształciuchem i księżniczką wychowaną na pączkach w maśle. Co tam, że wychowałam się na małej wsi, mój ojciec doił krowy i wywoził gnój, a ja może mu nie pomagałam na cały etat, zwłaszcza, że byłam dość chorowita i siedziałam w książkach, ale pomagałam mu zbierać wiśnie czy przycinać drzewka, deptać siano w kurzu i spiekocie, i inne takie rozrywki wyższej sfery, a nawet nie dostawałam za to wynagrodzenia, chociaż rodzice mi specjalnie nie żałowali. Sama poza studniówką pierwszy raz poszłam do fryzjera dopiero na studiach, za pieniądze zarobione w zawodzie, który studiowałam (taaa, za 2000 zł, mimo lat studiów, wcale nie typu politologia), ale co tam, mam skakać z radości, że za 500+ Halinka sobie może farbę do włosów kupić. Nie chcę tego odbierać osobiście, ale skoro ktoś zarzuca takie "nieznanie życia" to mnie to wkurza. O tak, może moja rodzina i tak nie była typowa, i może dlatego te problemy nie są mi tak bliskie, ale ta cała cudowna, prosta wieś dla mnie nie jest osobiście jakimś azylem normalności.
Dziwne, nigdy nikomu nie sugerowałam, żeby zamykać kościoły, ani nawet nie słyszałam, żeby ktoś to robił. Za to, jak byłam w podstawówce, i po pierwsze dużo chorowałam, a po drugie, moi rodzice nie byli bardzo religijni, i pracowali cały tydzień, i nie chciało im się za często jeździć na msze, to zdarzyło mi się być wytykanym (może to za mocno słowo, nikt mi za bardzo nie dokuczał, ale przykry docinek zdarzył się) za to, że mało chodzę do kościoła. Wstydziłam się tego. Mimo, że nie byłam za bardzo religijna, miałam czasem poczucie winy. Mimo że pewnie więcej biblii przeczytałam niż wszystkie koleżanki z klasy razem wzięte. Najbardziej podobała mi się księga Judyty (polecam).
Nie wiem, jak trudno to zrozumieć, że nikt nie chce zamykać kościołów czy zabraniać ludziom chodzenia do nich, tylko po prostu miło by było, gdyby kościół nie mieszał się do polityki państwa. I może nie wydawało kupy pieniędzy na świątynie, które nawet ładne nie są. Strach pomyśleć, ile Halinek by mogło dzieciom trampki kupić za równowartość Świątyni Opatrzności Bożej. Już nie mówiąc o całej fałszywej kulturze kościoła w naszym społeczeństwie. Tłumie "katolików", którzy na mszę chodzą tak w kratkę i olewają niektóre zasady swojej religii, ale dziecko to komunię musi mieć i na religię chodzić, no bo jak to, będzie czuło się jak wyrzutek i zazdrościło kolegom prezentów.
No tak, biedni tacy, boją się gejów i uchodźców. No bo geje to pedofile i zboczeńcy. Uważam to za niesmaczne, niskie i bezwstydne, jak kościół swoje problemy zwala na homoseksualizm. Nawet nie są w stanie po tylu latach i po tym wszystkim przyznać się do błędu, tylko szukają, kogo innego by tu obwinić. Nieeee, to na pewno nie ma żadnego znaczenia, że chłopcy pełnią większą rolę w kościele, mają więcej okazji do bycia sam na sam i spędzają więcej czasu z księżmi, jako np. ministranci.
I przy całym tym użalaniu się nad gorzej usytuowaną materialnie częścią społeczeństwa, usprawiedliwiać nienawiść do uchodźców, którzy nie dość, że pochodzą z krajów biedniejszych, to uciekają przed wojną i śmiercią.
Pani w ogóle chyba pierwszy raz na internetach, jakby nie wiedziała, że druga strona też hejtuje, i to myślę, że nieraz w bardziej zjadliwy sposób niż kilka memów. Przecież nieraz słyszałam że jak ktoś głosuje na PO, to się zaprzedał Niemcom czy coś w tym stylu. Ja nie wiem, w ogóle czemu to tu piszę, tam nie mogłam skomentować, chyba bo nie jestem znajomą. Przez chwilę, z uwagi na karykaturalną wręcz pompatyczność tego posta, myślałam, że to może satyra czy cuś a ja nie załapałam. Ciągle mam po cichu taką nadzieję, późno jest i nie myślę. Bo trochę mnie przeraża z drugiej strony, że osoba wykształcona, z taką piękną polszczyzną i niewątpliwą umiejętnością pisania grających na emocjach przemów, coś takiego produkuje. Trąci mi to też taką literacką sielanką, uwielbieniem prostoty, natury, wsi itp.
Z jedną rzeczą co prawda się zgadzam. Że tak, trzeba postarać się inicjować dialog, a nie się dzielić. Tylko, że sądzę, że raczej żaden autor memów nie traktuje tego poważnie. Przynajmniej ja tak mam, że wejdę na reddita i pośmieję się z memów, ale to nie znaczy, że nie szanuję koleżanki, która jest wierząca. Wiem, że ludzie wychowują się w różnych środowiskach, i nie winię ich za to - choć może trochę winię za bezrefleksyjność i skłonność do ślepego podążania za wpojonymi w przeszłości poglądami. Co nie znaczy, że "w swoim" gronie nie mogę sobie pozwolić na większą szczerość odnośnie własnego osądu niektórych poglądów. Raczej wątpię, żeby większość tych osób, które zostały opisane w tej wypowiedzi, siedzi na internecie i ogląda memy. A jak tak, to chyba znaczy, że nie są tak bardzo przytłoczeni tymi problemami codzienności i są w stanie poszerzać swój światopogląd i się doedukowywać. Za to ta Pani raczej pisze poważnie, co jest w sumie całkiem groteskowe, bo sama staje się tą, która etykietuje i pogardza jakąś "grupą społeczną", choć właśnie od tego chciała odciąć.

EDIT: A i jeszcze jedno. Ja osobiście, i myślę, że jest wiele takich osób, nie jestem przeciwko pomaganiu rodzinom z dziećmi, tylko bardziej formie i wysokości 500+. Chwytliwym haśle i dodatkowej biurokracji, nie lepiej mniej zabierać, zamiast zabierać więcej i potem część oddawać z powrotem? Państwo nic nie ma, więc nic nikomu nie oddaje, tylko manipuluje środkami, a im więcej manipuluje, tym więcej gubi. Albo inwestować bardziej w same dzieci, ich edukację, wyprawki do szkoły, książki, wycieczki.
submitted by Sheeana407 to Polska [link] [comments]


2018.12.16 11:42 Gazetawarszawska GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”. O AUTORZE. ISTOTA PROBLEMU Cz. 2/2

Gazeta "New York Times" opublikowała wyniki badań, przeprowadzonych przez grupę amerykańskich naukowców. Przeanalizowali oni 78 największych osobistości w historii ludzkości i okazało się, że:
- 37% - miało ostre choroby psychiczne podczas ich życia;- 83% - było oczywistymi psychopatami;- 10% - było lekko psychopatycznymi;- 7% - było normalnymi ludźmi.
Kiedy badania zawężono do 35 z największych geniuszy w historii ludzkości, to okazało się, że:
- 40% - cierpiało na ostre choroby psychiczne;- 90% - było psychopatami.
Oto dlaczego w degeneralogii istnieją trzy "Prawa 90%", trzy podstawowe prawa profesora Igora Borisowicza Kałmykowa:
- 90% - wszystkich poważnych przestępstw wiąże się ze zboczeniem, zwyrodnieniem;- 90% - wszystkich chorób (za wyjątkiem chorób zakaźnych) wiąże się ze zboczeniem, zwyrodnieniem;- 90% - wszystkich geniuszy w historii ludzkości było zboczeńcami, zwyrodnialcami.
Badam ten przedmiot już od ponad 50 lat i po całym tym czasie, poświęconym na prace badawcze, doszedłem do następującego wniosku:
Degeneralogię powinny badać służby bezpieczeństwa państwowego wszystkich krajów bez wyjątku. Jest to konieczne po to, abyśmy już nigdy więcej nie szli na wojnę - naród przeciwko narodowi, dla zabawy i sadystycznych przyjemności przywódców zdegenerowanej sekty.
Również usilnie zalecam, aby Podstawy Degeneralogii były obowiązkowo wprowadzone w starszych klasach szkół i na pierwszych latach wyższych uczelni, aby normalni ludzie wiedzieli o istnieniu ogromnej klasy degeneratów i potrafili dokonać właściwego wyboru w młodości dla stworzenia zdrowej rodziny.
- Skąd Pan wie, może sam Pan jest degeneratem?
- W poprzednim pytaniu mówiliśmy o sprawdzaniu na degenerację według drzewa genealogicznego. Jest to prosty i stosunkowo łatwy test-sprawdzenie, dostępny dla prawie każdego z nas.
Istnieją jednak specjalne przypadki. Co mają robić sieroty – podrzutki, które nie znają swojej historii rodzinnej? Co mają robić przybrane dzieci, którym w większości przypadków ich zdegenerowani przybrani rodzice nie mówią o tym (często sami nie mają tej informacji)? Te przybrane dzieci będą całkowicie przekonane, że oni i ich przybrani rodzice są jedną rodziną.
Pośród klasy degeneratów jest tak wiele wszelkich diabolicznych kombinacji, że u nich tam sam diabeł złamie nogę. Na przykład, czy wiecie Państwo, że degeneraci biorą ogromną ilość przybranych dzieci? Setki tysięcy rocznie. Te przybrane dzieci nie będą żyć w małżeństwach z prawdziwymi dziećmi degeneratów (mówiliśmy już o tym wcześniej - o nienormalnych relacjach seksualnych wśród degeneratów).
Te przybrane dzieci, gdy nadejdzie czas, aby stworzyć własną rodzinę, będą szukać, szukać, szukać wśród swoich zdegenerowanych przyjaciół, aż w końcu znajdą innego partnera, który był również normalnym, takim samym adoptowanym dzieckiem. Te nowe rodziny będą normalne w 100%, ale wszystko wokół, w tym również oni sami, będą w 100% przekonani, że oni też są degeneratami, ponieważ z pianą na ustach będą bronić wszystkich dziwnych, nietypowych zachowań swoich „rodziców” i przyjaciół. Czy widzą Państwo, jak wszystko się od razu skomplikowało?
Dlatego w degeneralogii wszystkie reguły i aksjomaty zawsze mówią o 90% i nigdy nie mówią o 100%. Ponieważ dzieci i wnuki tych "przybranych par" będą głośno krzyczeć:
"Tak, jesteśmy w 100% zdegenerowani, w drugim, a nawet w trzecim pokoleniu!Jednak - popatrzcie na nas! My jesteśmy normalni! Nasze dzieci są normalne!Jak to wszystko nam wytłumaczysz - drogi nasz przyjacielu?"
W bardzo prosty sposób. Każdy może szybko wykonać prosty test-samosprawdzenie.
Z tymi, którzy trafiają do trzeciego stadium degeneracji (wady wrodzone) i w drugiego stadium degeneracji (choroby psychiczne), wszystko wydaje się być jasne.
Pozostaje ustalić, czy trafiają Państwo do pierwszego stadium degeneracji (perwersje seksualne).
W naszym postępowym wieku wiele seksualnych perwersji pod presją degeneracyjnej propagandy w środkach masowego przekazu (masowej dez-informacji) stało się prawie normą. Pozycja 69 jest już zalecana na amerykańskich uniwersytetach jako dobry środek antykoncepcyjny. Wielu z klasy normalnych ludzi już zaczęło to robić. Jak zatem będziemy mogli sprawdzić siebie pod kątem perwersji, zboczeń seksualnych?
W bardzo prosty sposób.
Spróbujcie zrobić to w normalny sposób, tak jak nasi ojcowie i dziadowie robili to od stuleci, "twarzą w twarz - i mężczyzna na górze".
Kilka razy. Bez oszustwa.
Nie próbujcie sobie wyobrazić, kiedy śpicie z żoną, że śpicie z innym mężczyzną, z psem lub ze swoją matką ...
Jeśli wyniki tego autotestu będą pozytywne – to nie muszą Państwo o nic się martwić. Po prostu wyprała wam mózg propaganda degeneracyjna i nauczyła was robić idiotyczne rzeczy. Nawet jeśli poprzedni test sprawdzenia „waszego drzewa genealogicznego” dał inny wynik - to znaczy, że po prostu wam nie powiedziano, że jesteście przybranym dzieckiem, czy też waszym rodzicom nie powiedziano, że oni byli przybranymi dziećmi.
Natomiast jeśli wynik autotestu na perwersje seksualne okazałby się negatywny, to - niech Bóg pomoże wam dokonać prawidłowego wyboru. Ale o tym porozmawiamy później.
- A dlaczego nie założyć, że wszyscy jesteśmy degeneratami?
- Pańskie pytanie przypomniało mi historię pewnej starej kobiety, przebacz Boże, która przed śmiercią wyraziła całą swoją filozofię życiową w jednym zdaniu:
Cały świat - to burdel, wszyscy ludzie – to kur .. (ros. - Весь мир – бардак, все люди – бл.ди)
Myślę, że wielu złodziei, alkoholików i narkomanów mogłoby podobnie sformułować swoje poglądy na życie. Wierzą w to oni całym sercem. Myślą oni, że cały świat jest taki sam jak oni.
Oczywiście, są złodzieje, przebacz Boże, alkoholicy i narkomani. Jednak jest też mnóstwo normalnych ludzi. Budują oni domy, drogi, mosty i tunele. Codziennie przewożą tysiące ludzi w samolotach, pociągach i autobusach. Latają w kosmosie. Stale tworzą. Wszystkie klany rodzinne ze zdrowym drzewem genealogicznym będą tego świadkami.
Normalnych ludzi jest tak dużo, że cała niszczycielska energia klasy degeneratów nie zdołała ich zniszczyć, chociaż ta wojna trwa bez końca już przez wiele tysięcy lat.
- Co Pan myśli na temat Międzynarodowego Funduszu Walutowego?
- Struktura władzy klasy zdegenerowanej na Zachodzie jest praktycznie taka sama jak struktura władzy Partii Komunistycznej na Wschodzie.
Każda organizacja radziecka, w tym "Ruch na rzecz pokoju i współpracy gospodarczej", miała mnóstwo pomocników technicznych - referentów. Zwykle znajdowali się w dolnej części eszelonu struktury, ale wszystkie te struktury obejmowały również pewną liczbę wysokiej jakości patentowanych komunistów na kierowniczych stanowiskach.
Czy może Pan sobie wyobrazić dowolną poważną organizację radziecką, gdzie stanowiska kierownicze zajmowaliby nie członkowie partii?
To samo dotyczy zachodniego odpowiednika radzieckiego Kominternu - hominternu, tego sojuszu międzynarodowego bractwa homosiów - degeneratów.
Dlatego, odpowiadając na Pańskie pytanie, myślę, że 90% liderów MFW jest patentowanymi degeneratami. Reszta członków tej organizacji (zwykły personel techniczny) - myślę, że jest wystarczająco dobrze wytresowany, ​​aby nie zadawać niewygodnych pytań na temat decyzji kryminalnych i zaleceń swoich przywódców.
- Co Pan myśli o Jelcynie i jego drużynie?
- Wszystkie debaty na temat jego działalności wiążą się z tym, że ludzie złudnie myślą, że Jelcyn i wybrani przez niego degeneraci – wszyscy razem pracują na rzecz dobra Rosji.
Jest to bardzo niebezpieczne złudzenie.
Wszyscy oni – są gangiem degeneratów, posadzonych robić to, co robią, i to całkiem skutecznie. Ich głównym zadaniem jest:
Myślę, że z tym zadaniem poradzili sobie dość sprawnie. A kiedy już potną na złom ostatnią sowiecką atomową łódź podwodną – to dopiero wtedy poznacie prawdziwe oblicze zachodniej demokracji, która od dawna znajduje się pod piętą przywódców zdegenerowanej sekty.
- Czy może być w Rosji normalny rząd?
- Pańskie pytanie dotyczące rosyjskiego rządu (lub rządu jakiegokolwiek innego państwa) doprowadziło nas do drugiej części naszej rozmowy.
W pierwszej części dowiedzieliśmy się o tym, że istnieje liczna klasa degeneratów - fakt absolutnie nieznany większości normalnych ludzi. W drugiej części tej rozmowy dowiemy się o tym, że klasa degeneratów jest niejednorodna.
Degeneraci bywają dobrzy, źli i wstrętni (ros. - хорошие, плохие и мерзкие). Dokładniej - dobrzy zboczeńcy, źli degeneraci i wstrętni wyrodki rodzaju ludzkiego. (ros. - хорошие вырожденцы, плохие дегенераты и мерзкие выродки рода человеческого).
Ponownie, po raz kolejny, chcę podkreślić, że termin degenerat jest używany przez nas jako termin czysto medyczny (zboczeniec) i nie powinien być odbierany jako słowo obraźliwe.
W socjologii wyższej degenerat – to pojęcie biologiczne. Tj. jeśli normalne i zdrowe zaadoptowane przez rodzinę chasydzko - lubawiczewską dziecko przejdzie wieloletnią szkołę wychowania talmudycznego, to od tego nie stanie się ono biologicznym degeneratem. Prawdopodobnie stanie się moralnym potworem, jednakże, poznając wyższą socjologię, jako biologicznie normalny człowiek, może stać się w pełni naszym przyjacielem i sprzymierzeńcem. Z drugiej strony, również prawdziwi biologiczni zboczeńcy mogą niekiedy stać się naszymi przyjaciółmi i sojusznikami.
Na przykład, Piotr Iljicz Czajkowski był takim dobrym zboczeńcem (degeneratem). Jego nienormalne życie seksualne i brak dzieci są wyraźnym wskaźnikiem degeneracji jego rodu. Jednak napisał on zdumiewające dzieła muzyczne, był cichym i dobrze wychowanym człowiekiem. Jego muzyka nie była dekadencką i nie popierał on trucizny dekadencji w świecie sztuki. Ponadto, jak już mówiłem, nie miał dzieci. Wszystko to pozwala nam odnieść go do kategorii dobrych zboczeńców, zaklasyfikować go jako dobrego degenerata.
Widzę, że chce mnie Pan zapytać – a co ma z tym wspólnego brak dzieci?
Widzi Pan, nawet jeśli ojciec i matka byli dobrymi zboczeńcami i zrobili wiele dobrego w swoim życiu, nieustannie walcząc z demonami degeneracji – to nie ma żadnej gwarancji, że ich dzieci będą kontynuować to dzieło. Wręcz przeciwnie, dzieci oczywistych degeneratów, z reguły, całkowicie niszczą całe to dobro, które uczynili ich rodzice, a ponadto - kontynuują swoją destrukcyjną ścieżkę do samego końca. Pamięta Pan słynną książkę Ethel Lilian Voynich "Овод"? (pol. „Giez”). Ojciec był arcybiskupem, a syn stał się rewolucjonistą i wszystko to skończyło się tragedią. Jest to typowa historia. Oto dlaczego bezdzietność (celibat) jest bardzo ważnym kryterium do umieszczenia w kategorii - dobry degenerat.
Kiedy tylko to Pan zrozumie, możemy przejść do Pańskiego pytania o normalnym rządzie.
A więc, czy może człowiek z normalnymi, jak u wszystkich, rozwiniętymi mięśniami nóg brać udział w zawodach i wygrać bieg?
Tak, może. Na poziomie drużyny szkolnej.
Tak, może uczestniczyć i być może wygrać na poziomie miasta.Tak, może brać udział, ale nie ma żadnych szans na wygraną na poziomie kraju.Natomiast w zawodach na poziomie światowym - nie może on nawet brać udziału, nie mówiąc o zwycięstwie.
Czy rozumie Pan, do czego zmierzam? Tylko osoba z nienormalnie, nadmiernie rozwiniętymi mięśniami nóg może brać udział i ma szanse wygrać w rywalizacji o znaczeniu związku sportowego i świata.
Te same zasady obowiązują w zawodach, dotyczących zapasów w wolnym stylu ... o władzę.
Tylko człowiek z nienormalnie rozwiniętą żądzą władzy (stłumiony sadystyczny homo - maniak) może zwyciężyć w walce o władzę. Jest to aksjomat degenerologii.
Jak mówi się w narodzie - określona substancja zawsze wypnie na sam wierzch.
Tak więc, klasa degeneratów jest niejednorodna. Degeneraci bywają dobrzy, źli i wstrętni.
Dobrzy degeneraci zawsze byli, są i będą naszymi przyjaciółmi i sojusznikami. W rządzie zawsze będą oni walczyć ze wstrętnymi degeneratami, tak jak policja stale walczy z elementami przestępczymi.
Źli degeneraci w rządzie - będą udawać, że nic się nie dzieje. Nie będą nawet próbować powstrzymać wstrętnych degeneratów podczas ich ataków na klasęnormalnych ludzi.
Wstrętni degeneraci zawsze rozpoczynają od ataku na dobrych degeneratów, ponieważ dobrzy degeneraci, jako system obronny organizmu, mogą szybko rozpoznać i zneutralizować działania wstrętnych degeneratów. Po stłumieniu dobrych degeneratów w rządzie, wstrętni degeneraci, z reguły, natychmiast rozpoczynają wojnę na pełną skalę przeciwko całej klasie normalnych ludzi.
W filozofii marksistowsko-leninowskiej proces ten nazywany jest prawem o jedności i walce przeciwieństw - jako motor postępu historycznego. Dwa tysiące lat przed nimi Rzymianie sformułowali to prawo w następujący sposób: Similia Similibus Curantur czyli "podobne poznaje się po podobnym" (a dokładniej "podobne leczy się podobnym").
A więc - jak ustalić, czy w rządzie są dobrzy degeneraci?
W taki sam sposób, jak ustalamy - czy mamy kota pod łóżkiem. Wpuścimy myszkę do pokoju i kot, jeśli jest, wyskoczy, aby złapać tę myszkę.
A więc, trzeba wpuścić nasze myszy ...
W jaki sposób rząd reaguje na ruch na rzecz praw pederastów?W jaki sposób rząd reaguje na karę śmierci dla degeneratów - przestępców?W jaki sposób rząd chroni interesy klasy normalnych ludzi pracy?W jaki sposób rząd chroni interesy pasożytniczej klasy degeneratów?
Proste pytania. Proste odpowiedzi. Prosty test.
Ta sama metodyka może być zastosowana do każdej innej struktury: nauki, sztuki, wojska, prasy, telewizji, Cerkwi/Kościoła ...
Test ten da nam jasny obraz tego, jakie oddziały w organizacji zostały w pełni zajęte przez wstrętnych degeneratów, jakie znajdują się w stanie stagnacji pod kierownictwem złych degeneratów i jakie są pod kontrolą dobrych degeneratów, którzy energicznie walczą, ratując i chroniąc siebie, a równocześnie i całą klasę zwykłych ludzi pracy, przed gwałtownymi atakami wstrętnych degeneratów.
Często mnie pytają - czy mogą być normalni ludzie u władzy? Moja odpowiedź na to pytanie brzmi: teoretycznie tak, ale w praktyce, jeśli normalny człowiek dojdzie do władzy – on tam długo się nie utrzyma. Nie bez powodu przysłowie ludowe mówi - z wilkami żyć – jak wilki wyć.
- Co Pan myśli o bojownikach za "czystość krwi"?
- Pan Bóg nienawidzi rasizmu w jakiejkolwiek formie. Pan Bóg nienawidzi samą ideę, że jakiś naród może ogłosić się narodem wybranym. Jest to rasizm w najgorszym przejawie.
Czytajcie Douglasa Reed’a. Jego monumentalne dzieło „Spór o Syjon” (można je przeczytać na stronie informacyjnej http://rus-sky.com ) mówi o tym bardzo dobrze i uważam, że byłoby dobrze, aby wielu z naszych ojczulków (kapłanów – A.L.) zapoznało się z nim, zanim zaczną śpiewać chwałę Staremu Testamentowi.
Każdy człowiek, który będzie się starał zachować „czystość krwi” poprzez zakaz małżeństw mieszanych z normalnymi ludźmi innych narodowości, ryzykuje przyspieszyć proces degeneracji swojego narodu. Zwłaszcza, jeśli jest to mały naród.
Jeszcze raz podkreślam - mówimy tutaj o małżeństwach pomiędzy normalnymi ludźmi.
- A co Pan myśli o małżeństwach zboczeńców i o odrodzeniu (stworzeniu) "Nowego Narodu" (ros. - "Новой Нации"?)
- Wyobraźmy sobie, że ktoś zacznie zwozić członków zdegenerowanej sekty w jedno miejsce, powiedzmy ... na wyspę Madagaskar (przecież był taki projekt pod koniec lat 30-tych, poszukajcie w archiwach - bardzo ciekawe ...) .
Będą tam degeneraci z USA, Rosji, Kanady, Etiopii, Iraku, Anglii, Francji ... Wcześniej czy później zaczną się oni ze sobą żenić. Jak myślicie, jaki będzie wynik tych małżeństw? Normalne dzieci?
Oto moja odpowiedź na Pańskie pytanie, dotyczące małżeństw między członkami zdegenerowanej sekty i o stworzeniu "Nowego Narodu" (ros. – *„Nowej Nacji”)*ludzi pracy.
Zupełnie inny problem powstaje przy mieszanych małżeństwach pomiędzy członkami zdegenerowanej sekty a lokalną (tubylczą) ludnością.
Czy widzicie Państwo – degeneratom jest trudno kontynuować swój ród. Stąd pochodzi nazwa – zboczeńcy, zwyrodnialcy, wyrodki. Ich nawyki seksualne są bardzo dobrze opisane w rosyjskim "rzucaniu mięsem" (ros. „mat”, „материться” - przeklinanie, niecenzuralne rzucanie słów – obelg). Przecież oni dosłownie robią wszystko to, o czym bezmyślnie mówią („матюгаются” – pol. rzucają wulgarne słowa) nastolatkowie w bramach domów. Tak więc, jeśli degenerat zdecyduje się poślubić miejscową tuziemkę – to normalna kobieta nie potrafi uczestniczyć przez długi czas w jego patologicznych orgiach. Tylko świeżo upieczona lokalnadegeneratka – tuziemka zaspokoi jego potrzeby.
Czy pamiętają Państwo, jak rozmawialiśmy o efekcie „wsysającej gąbki” oraz o efekcie „światowego rowu ścieków”? Zdegenerowana sekta, jak gąbka, nieustannie wchłania w siebie wszystkich świeżo upieczonych lokalnych tubylców - degeneratów. Działają oni jako ogólnoświatowy rów ściekowy, stale zbierając śmieci od wszystkich narodów świata.
Większość małżeństw mieszanych między członkami zdegenerowanej sekty i lokalną ludnością tubylczą są małżeństwami pomiędzy dwoma degeneratami - starymi i nowymi (świeżo upieczonymi).
Jedynym wyjściem z tego błędnego cyklu – to bezdzietność lub dzieci przybrane, ale to jest temat na inną rozmowę.
- A jak u Pana jest z tematem religii?
- Jestem ochrzczonym Rosjaninem i, jak większość Rosjan, uważam się za Prawosławnego. Jednak nie rozumiem niektórych trudnych miejsc z żydowskiego Starego Testamentu. Wielu teologów uważa, że ​​miejsca te zostały po prostu wstawione tam przez żydowskich kapłanów - lewitów.
Dlaczego? To proszę poczytać książkę Douglasa Reeda „Spór o Syjon”, gdzie porównuje on teksty Starego Testamentu i Nowego Testamentu. Oto co on tam pisze:
”... Po życiu Jezusa Chrystusa Stary Testament wraz z Nowym Testamentem został przetłumaczony przez Świętego Hieronima na łacinę i te Testamenty zostały uznane przez Kościół/Cerkiew za pochodzące z tego samego boskiego autorytetu, jako części jednego Pisma Świętego.
TORA (Stary Testament)
"I rzekł do mnie Pan ... W tym dniu zacznę wzniecać przed tobą przerażenie i lęk przed tobą we wszystkich narodach pod niebem, że usłyszą o tobie i będą drżeć, i będą w strachu przed tobą ... Ponieważ On ukochał twoich ojców, dlatego wybrał On ich nasienie po nich ... aby wypędzić narody przed tobą, które są większe i silniejsze od ciebie, abyś wszedł ty, żeby oddać tobie ich ziemię w dziedzictwo…
I kiedy Pan, Bóg twój, odda ich tobie, pokonasz ich i całkowicie ich zniszczysz; i nie zawrzesz z nimi porozumienia, ani nie okażesz im miłosierdzia; ani nie zawrzesz małżeństw z nimi ... i zniszczysz ich ołtarze i rozbijesz ich bożków ... Bo jesteś świętym ludem przed Panem, Bogiem twoim; i Pan, twój Bóg, wybrał ciebie, abyś był narodem szczególnym pod Nim, ponad wszystkimi narodami na ziemi ... I pożresz wszystkie narody, które Pan, Bóg twój, wyda ci ; oko twoje nie będzie miało litości dla nich ... Ale Pan, Bóg twój, wyda ich tobie i wytępi ich potężnym zniszczeniem, dopóki nie zostaną oni wytępieni ...
I wyda ich królów w ręce twoje i ty wytępisz ich imię spod nieba; nie ustoi się nikt przeciwko tobie, dopóki ich nie wytępisz ... Każde miejsce, na którym stanie twoja stopa, będzie twoje ... nawet do najbardziej odległych mórz będą sięgały twoje brzegi ... A w miastach tych narodów, które Pan, twój Bóg, da ci w dziedzictwo, nie zostawisz przy życiu niczego, co oddycha ... (Księga Powtórzonego Prawa)
NOWY TESTAMENT
„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój: albowiem oni będą nazwani synami Bożymi ... Słyszeliście, że powiedziano: będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół ... Nie gromadźcie skarbów na ziemi ... jaka jest korzyść dla człowieka, choćby cały świat pozyskał, ale stracił duszę swoją?
Kochaj Pana, Boga swego ... to jest pierwsze i największe przykazanie; a drugie podobne jest: kochaj bliźniego swego, jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opierają się całe Prawo i Prorocy ... Jeden jest Pan wasz, Chrystus, a wy wszyscy - bracia ... Kto zechce się wywyższyć, niech będzie poniżony ... Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze ... bo jesteście synami tych, którzy zabijali proroków ... to nauczanie Królestwa Niebiańskiego będzie głoszone w całym świecie, jako świadectwo dla wszystkich narodów ...
Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim ... i uczynił wszystkie narody z jednej krwi ... Wiedzcie, że zbawienie Pańskie posłane jest do nie-Żydów - pogan i usłyszą je ... Ponieważ obietnica, że będzie on władał całym światem, nie było dana Abrahamowi, ani jego potomstwu, zgodnie z prawem, ale tylko przez prawdziwą wiarę ...
Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią ... „(Ewangelie, Dzieje i Listy).”
Jak widać - religia jest tematem skomplikowanym i sprzecznym, jak zresztą również i degeneralogia, dlatego, z reguły, w dyskusje na tematy religijne staram się nie wchodzić. Mogę tylko dodać, że moją ulubioną modlitwą jest Modlitwa Ostatnich Starców Optyńskich. Oto ona (cytuję z pamięci):
Panie Boże spraw, abym ze spokojem duszy mógł spotkać wszystko, co przyniesie mi nadchodzący dzień. Pozwól mi całkowicie oddać się Twojej Świętej Woli. W każdej godzinie tego dnia - we wszystkim pouczaj i wspieraj mnie. Bez względu na rodzaj informacji, które będę dostawał w ciągu dnia, naucz mnie przyjmować je ze spokojem duszy i twardym przekonaniem, że wszystko jest z Twojej Świętej Woli. We wszystkich moich słowach i uczynkach - kieruj moimi myślami i uczuciami. We wszystkich nieprzewidzianych przypadkach - nie pozwól mi zapomnieć, że wszystko zostało zesłane przez Ciebie. Naucz mnie bezpośrednio i rozumnie obcować z każdym członkiem mojej rodziny, nikogo nie denerwując ani nie zasmucając. Panie Boże, daj mi siłę do zniesienia zmęczenia nadchodzącego dnia i wszystkich jego wydarzeń. Kieruj moją wolą i naucz mnie modlić się, wierzyć, mieć nadzieję, tolerować, przebaczać i kochać. Amen.
- Miałem na myśli religię, jako przedmiot poznania ...
- Religia, jako przedmiot poznania ...
Jak już mówiłem, degeneracja jest integralną częścią cyklu życia. Ten proces trwa już od tysięcy lat. Po prostu wcześniej był on nazywany inaczej. Kiedy ten nowy, świeżo upieczony degenerat zaczyna po raz pierwszy uświadamiać sobie, że różni się on od innych ludzi (od normalnych ludzi) – to pojawia się u niego wybór. Może stać się dobrym zboczeńcem, złym degeneratem lub wstrętnym wyrodkiem.
Rozpatrzmy to na prostym przykładzie.
Kiedy młody sadystyczny homo - nastolatek zaczyna odczuwać po raz pierwszy obecność demonów degeneracji (pragnienia dominacji, atakowania, zabijania) – to może on:
  1. Dołączyć do lokalnego gangu ulicznego (lub zorganizować własny) i zacząć rabować i zabijać lokalnych normalnych ludzi.
  2. Wstąpić do szkoły Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zostać policjantem i zacząć zabijać i atakować członków lokalnych gangów przestępczych.
Czy widzi Pan różnicę? To samo dotyczy religii.
Jeśli młody homo-nastolatek poczuł obecność destrukcyjnych demonów degeneracji, to może on wstąpić do dowolnego bractwa zakonnego, w którym bracia, z reguły są bardzo doświadczeni w sprawach degeneracji, i pomogą mu walczyć z tymi demonami. W końcu bractwa mnichów mają tysiącletnie doświadczenie w walce z tym złem. Wie Pan, o czym tutaj mówię - post, modlitwa, ciężka praca fizyczna, milczenie, a co najważniejsze - celibat (bezżenność).
Tylko ci z braci, którzy przejdą wieloletnią próbę w walce z demonami degeneracji, przechodzą na bardziej odpowiedzialne stanowiska w hierarchii cerkiewnej (przynajmniej tak, jak było wcześniej). Oni już wiedzą to, o czym tu mówimy. Wszyscy oni poczuli to na własnej skórze. Kapłani większości religii są bardzo dobrze zorientowani w prawach degeneracji i dlatego starają się pomóc lokalnym, świeżo upieczonym, tubylczym degeneratom podjąć właściwą decyzję. Dokonać właściwego wyboru między Bogiem a diabłem.
Kiedy kapłan wysłuchuje spowiedzi - on nie przywiązuje większej uwagi do drobnych grzechów, ale jak tylko wykryje dowolne oznaki degeneracyjnego zachowania– to od razu zaczyna szczegółową rozmowę z nastolatkiem i jednocześnie usilnie zachęca go do wstąpienia do miejscowego bractwa.
Powtarzam raz jeszcze - wszystko to jest wielkim uproszczeniem, ale myślę, że pomoże to Panu nakreślić ogólne zarysy problemu i sposoby jego rozwiązania.
To jest dobre.
Z drugiej strony, homo-nastolatek może wstąpić do klubów degeneratów (Illuminaci, Masoni, Rotary, etc., etc.), zorganizowanych przez przywódcówdegeneracyjnej sekty po to, aby kierować niszczącą energię miejscowych degeneratów - tubylców przeciwko normalnym ludziom przeciwko normalnym strukturom swego państwa.
To będzie obrzydliwe.
A cóż jest wtedy złe?
Złe będzie wtedy, kiedy ten nastolatek nie pójdzie za Bogiem (za braćmi), nie pójdzie za liderami degeneracyjnej sekty (będzie to obrzydliwe), ale będzie się starał oszukać samego Pana Boga poprzez małżeństwo z normalną kobietą, a tym samym całkowicie zniszczyć wszystkie jej marzenia o szczęśliwej rodzinie i o zdrowych dzieciach.
Proszę dobrze zapamiętać - wybór jest zawsze wasz. Zawsze macie wybór.
- Wynika z tego jakaś ponura beznadziejność. Nie pozostawiono nam żadnej szansy. Błyskawicznie degenerująca się ludzkość toczy się z góry w nieuniknioną przepaść ... Okazuje się, że nie ma wyjścia, że ​​wszyscy jesteśmy przeklęci przez Boga ...
- Ależ skąd, Panie! Wręcz przeciwnie! Zawsze uważałem wyższą socjologię za naukę afirmującą życie, pełną optymizmu i wiary w zwycięstwo Dobra.
Oczywiście bezlitosne dane statystyki, twierdzące, że ​​co druga (trzecia) osoba jest mniej lub bardziej zainfekowana degeneracją, z początku po prostu przytłacza. Nawet jakoś nie wierzy się, chce się zwątpić, chce się powiedzieć, że to jedno wielkie nieporozumienie ... Ale to tylko na pierwszy rzut oka.
Jeśli wziąć statystyki ludności ziemi na temat starzenia się, to myślę, że nikogo nie przerazi ten fakt, że w przybliżeniu jedna trzecia ludności zostanie zaliczona do kategorii młodzieżowej, jedna trzecia - do kategorii osób dorosłych, a jedna trzecia - do kategorii osób, wykazujących wyraźne oznaki starzenia się. Starość nas nie szokuje ani nie przeraża. Nikt nie beszta Pana Boga za to, że każdy człowiek w końcu się zestarzeje. To jest naturalny proces. Degeneracja – to jest również proces naturalny. Podobny do procesu starzenia się poszczególnych osób, jest też proces starzenia się klanów.
Wyższa socjologia nigdy nie uważała zboczeńców za ludzi, odrzuconych przez Boga. Podobnie jak nikt z was, mam nadzieję, nie uważa osób starych za ludzi, odrzuconych przez Boga.
Dzieci nie są winni tego, że niektórzy zdegenerowani rodzice zamiast czynić wolę Bożą i zachować godność siwych włosów, zajmują się sztucznym zapłodnieniem i innymi wstrętnymi sztuczkami.
Wyższa socjologia twierdzi, że każdy zboczeniec jest odpowiedzialny tylko za swój osobisty wybór, a nie za wybór swoich rodziców. Dlatego zamiast "przeklęci przez Boga" należy mówić - "przeklęci przez swoich bezbożnych rodziców".
Przyspieszyć, spowolnić lub "wyleczyć" degenerację jest możliwe do pewnego stopnia i w tym system wartości duchowych może odgrywać istotną rolę.
Na przykład ci, których nazywamy "wojownikami przeciwko Bogu", odrzucając Przykazania Chrystusa i żyjąc dla własnego zadowolenia, wkrótce wpadają w krąg zdeprawowanych ludzi i sztucznie zwiększają ilość degeneratów, spełniając nakazy przywódców sekty zdegenerowanej o rozmnażaniu się w dowolny sposób.
Natomiast ci, których nazywamy "posłusznymi Bogu", wypełniają Przykazania Chrystusa i, poprzez samo ograniczanie się, lokalizują to zło.
Dlatego Degeneracja jest pierwotna (pochodzi od rodziców), a walka z Bogiem jest wtórna (jest to wasz osobisty wybór).
Degeneracja nigdy nie powinna być liczona jako wina nosiciela, który ją otrzymał od swoich rodziców. Walka z Bogiem natomiast jest świadomym osobistym wyborem nosiciela degeneracji ze wszystkimi następstwami, które z tego wynikają. Etycznymi, finansowymi i prawnymi.
Aby pomóc w zrozumieniu tego procesu, zastąpmy słowo degeneracja słowem AIDS, a wówczas wiele stanie się dla nas jasne. Człowiek nie ponosi winy za to, że urodził się z rodziców – nosicieli AIDS. Jeśli będzie on żył po ludzku, myśląc o innych ludziach, to może w pewnym stopniu zlokalizować to zło i przerwać łańcuch nieszczęść i cierpień. Natomiast jeśli zacznie żyć dla własnej przyjemności, to zarazi on jeszcze wielu ludzi, a oni z kolei dadzą kolejną populację chorych na tę chorobę dzieci. W naturalnym biegu rzeczy – wszyscy ci nosiciele AIDS wkrótce wymrą, ale jeśli ich zabezpieczenie finansowe przełożyć na zdrową część społeczeństwa, to oni przetrwają i będą jeszcze przez długi czas rozprzestrzeniać tę zarazę dalej.
Dlatego pierwszym zaleceniem wyższej socjologii jest umieszczenie wszystkich zdegenerowanych rodzin na samofinansowaniu. Na umowę rodzinną. Nie można dopuścić, aby okradali oni zdrowych ludzi w celu kontynuowania swoich pederastycznych zabaw.
Drugie zalecenie – to zdjęcie odpowiedzialności prawnej z dzieci rodzin zdegenerowanych w odniesieniu do działań podejmowanych wobec swoich rodziców (i odwrotnie). Zapłata dług krasi (zdobi). Niechaj polubownie w kręgu rodzinnym ustalą - kto komuś i co jest dłużny ...
Dopiero wtedy rodzice zrozumieją całą wagę chrześcijańskiego wychowania w rodzinie. W końcu pozostawanie sam na sam z dziećmi - niechrześcijanami podczas tych ustaleń nie jest zbyt przyjemne ...
Co prawda, trzeba robić poprawkę i na to, że wielu rodziców – zboczeńców o tym wszystkim nie wiedziało ...
Wstrętni degeneraci, po przejęciu mediów, całkowicie blokują tę demaskującą ich informację. Po zapoznaniu się z wyższą socjologią, wszyscy ci rodzice z reguły czują się oszukanymi i zdradzonymi przez zdegenerowaną propagandę, i ja ich rozumiem bardzo dobrze. Dlatego wzywamy wszystkich uczciwych i dobrych zboczeńców, wszystkich oszukanych i ogłupionych przez środki informacji masowej ludzi – aby stanęli ramię w ramię z normalnymi ludźmi i po prostu otwarcie przed całym światem wykrzyknęli: dość naszego oszukiwania, dość tego nieszczęścia i cierpień.
Wstrętni degeneraci – precz ze środków informacji masowej, precz z systemu edukacji, precz ze sztuki, przecz z Cerkwi !!!
Pierwszą jaskółką nowej ery, pierwszą jaskółką końca 300-letniego procesu rozkładu i gnicia kultury chrześcijańskiej, pierwszym wskaźnikiem tego, że u władzy w końcu znalazł się nasz rząd – powinno być natychmiastowe i nieustanne informowanie wszystkich warstw społeczeństwa poprzez środki informacji masowej o zagrożeniach ze strony wstrętnych degeneratów.
Wszyscy ci „patrioci”, którzy omijają tę życiowo ważną sprawę, przypominają mi biada - lekarzy, którzy z mądrą miną godzinami omawiają kolejną dietę dla ciężko chorego człowieka, zamiast tego, aby wyjaśnić charakter bakterii lub wirusa, który wywołał chorobę i natychmiast, póki jeszcze nie jest za późno, przepisać mu niezbędne antybiotyki.
- Jakie jest Pańskie zdanie na temat masonerii?
- Illuminaci, Shriners, Masoni, Teozofowie, Antropozofowie i inne i inne (imię nasze Legion, bo nas jest wielu – odpowiedzieli Mu demony) – wszystko to są kluby, stworzone dla ludzi, którzy czują się „wybranymi”, szczególnymi, pokrzywdzonymi i prześladowanymi przez biurokrację, Cerkiew, akademię lub jakakolwiek inną normalną strukturę państwową. Wszyscy oni tylko czekają na swój czas, aby się policzyć i zemścić się.
W zależności od zawodu wstępują oni do tego czy innego zdegenerowanego klubu. Oczywiście, zawsze tam będą ciekawscy głupcy – gamonie, którzy będą służyć jako osłona, parawan, dekoracja. Prawdziwym natomiast celem tych zdegenerowanych klubów jest identyfikacja aktywnych homo-maniaków, którzy nie zatrzymają się przed niczym, aby tylko dojść do władzy.
Pamiętajcie – władza to najsilniejszy narkotyk.
- Czy są dobrzy masoni?
- Oczywiście, wśród masonów są i dobrzy ludzie. Są nawet patrioci swego kraju. Normalni ludzie są w każdej organizacji. I wśród komunistów i faszystów, wśród syjonistów i wśród masonów. Przecież wielu z nich jest tam z powodu ignorancji. Przez nieznajomość podstaw wyższej socjologii. Jeśli zapoznają się oni zwyższą socjologią, to wówczas powinni zachowywać się już inaczej ...
Z mego wieloletniego doświadczenia mogę powiedzieć, że każdy człowiek, który nie przyjmuje podstawowych zasad wyższej socjologii, z reguły, jest człowiekiem z nieczystym sumieniem, to znaczy, zdiablonym, a to jest już pierwsze stadium obłędu. Jest to to, co psychiatra Laurent nazywał obłędem moralnym. Z reguły takich ludzi nie można już uważać za normalnych, ani pod względem moralnym, ani seksualnym.
Oczywiście, można się nie zgadzać z pewnymi szczegółami, z historycznymi ocenami niektórych osobistości, podanymi w wyższej socjologii. Monarchistom może się nie podobać mój stosunek do Piotra I i Mikołaja II. Prawosławnym może nie podobać się mój stosunek do pederasty biskupa Nikona z Jekatierynburgu, do pederasty biskupa Korsuńskiego Gurii, do pederasty metropolity Nikodema (Rotowa). Patriotom – mój stosunek do narodowych patriotów Limonowa, Sztilmarka, Żyrinowskiego. Komunistom – do Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. Tak, wielu nie dogodziłem …
Jednak normalni ludzie rozumieją, że to nie jest najważniejsze. Normalni ludzie po prostu pominą te wszystkie, niezbyt przyjemne dla nich miejsca, ale istotę problemu oni zrozumieją i za te wiedzę będą gotowi przebaczyć autorowi „ataki” na swoich małych bożków.
Wiecie, że Apostoł Paweł był w swoim czasie bardzo dobrym i energicznym faryzeuszem. Był nawet członkiem żydowskiego Sanhedrynu (było to wtedy, kiedy był jeszcze ortodoksyjnym Żydem o imieniu Saul). W tym czasie nienawidził i prześladował Chrześcijan całym swoim sercem, jako wrogów prawdy (w jego rozumieniu). Kiedy natomiast spotkał się z nauką Chrystusa, zmienił swoje poglądy i z taką samą gorliwością i zapałem zaczął walczyć już o nową prawdę.
A pasterze gadareńscy po spotkaniu Chrystusa i wysłuchaniu Go, powiedzieli Nauczycielowi – odejdź od nas precz. Przeszkadzasz nam paść nasze świnie ...
Czy widzicie różnicę?
Jeśli mason szuka prawdy i naprawdę stara się pomóc ludziom, to on - podobnie jak kiedyś członek Sanhedrynu Saul - może początkowo mylić się i czynić zło, sądząc, że czyni dobro. I będzie to nie jego wina, ale wina tych, którzy go oszukali. Ale są ludzie, którym nie zależy na poszukiwaniu prawdy. Są ludzie, którzy potrzebują tylko osobistych korzyści, ponieważ dla nich - ich świnie są droższe ... Tacy ludzie pozostaną w masonerii nawet po przeczytaniu wszystkich moich wykładów na temat wyższej socjologii.
- Jakie jest Pańskie zdanie o ANTYSEMITACH i ich walce z Żydami?
- Największym narodem semickim na ziemi są Arabowie. Dlatego ci, którzy są nieprzyjaźni w stosunku do Arabów, są prawdziwymi antysemitami. Natomiast ci, którzy uciskają Arabów, powtarzam - tego najliczniejszego w świecie plemienia Semitów, - wszyscy ci, którzy usuwają Arabów z ich ziem, od wieków przez nich zasiedlonych są antysemitami do potęgi drugiej, czyli są to prawdziwi, najbardziej okrutni i zacięci antysemici.
A ci, którzy nazywają siebie Żydami, po pierwsze stanowią mniej niż jedną setną część całej ludności semickiej, a po drugie, najprawdopodobniej – w ogóle nie mają do Semitów żadnego stosunku, będąc narodem tureckiego - chazarskiego pochodzenia.
Nawiasem mówiąc, zdecydowana większość Semitów – to Muzułmanie, a normalni Muzułmanie (właśnie normalni, a nie okrutnicy - fanatycy, którzy są w każdej religii - zarówno w Islamie, jak i w Chrześcijaństwie) zawsze mówili z szacunkiem o Chrystusie i zawsze uważali Go za posłańca Bożego.
Natomiast Żydzi nigdy Chrystusa nie uznawali, ale zawsze prześladowali i ostatecznie ukrzyżowali Go na krzyżu.
Któż więc jest nam bliższy duchem? Semici - Arabowie czy złośliwi Antysemici - Żydzi?
- Czy uważa Pan, że istnieje ogólnoświatowy spisek?
- Czy istnieje ogólnoświatowy spisek ... Widzi Pan, degeneraci na podobieństwo mikrobów dżumy zabijają zdrowy organizm, ale i sami przy tym giną wraz z nim.Degeneraci , podobnie jak wirus AIDS atakują i niszczą systemy obronne organizmu, doprowadzając go do śmierci.
Czy mikroby spiskują, by zabić zdrowe ciało? Czy wirusy mają plan ataku i zniszczenia jego systemów obronnych? Nie sądzę, żeby mikroby z wirusami miały jakiś ogólnoświatowy spisek przeciwko zdrowym ludziom. Niszczą i zabijają z powodu swojej natury. Są oni po prostu niezdolni do robienia czegokolwiek innego. Taką mają naturę...
Jeśli jednak ktoś będzie umieszczał pojemniki z bakteriami dżumy w strategicznie ważnych miejscach - na stacjach metra, na dworcach kolejowych, na lotniskach (aby zainfekować i zniszczyć jak najwięcej ludzi), to czy mają oni jakiś plan? Jeśli ktoś umieszcza degeneratów na strategicznie ważnych stanowiskach w prasie, telewizji, systemie edukacji, w wojsku, w Cerkwi – to czy mają oni jakiś plan?
Proszę mi odpowiedzieć na to pytanie ...
- Jakie główne zadanie widzi Pan w swoich wykładach na temat wyższej socjologii?
- Pierwszym głównym zadaniem moich wykładów na temat wyższej socjologii jest troska o ludzi normalnych, troska o zachowanie puli genowej wszystkich narodów świata, troska o stworzenie zdrowych rodzin, tj. troska o zdrowie narodów (nacji). Wszystkich narodów (nacji) świata bez wyjątku. W tym celu należy szeroko i nieustannie zapoznawać wszystkie warstwy ludności z prawami wyższej socjologii, a tym samym zminimalizować zagrożenie dla puli genowej narodów poprzez bezmyślne związki ze wstrętnym bionegatywem.
Drugim głównym zadaniem moich wykładów na temat wyższej socjologii jest troska o zboczeńców, tj. walka o dusze zboczeńców. Powtarzam, dobrzy zboczeńcyzawsze byli, są i będą naszymi przyjaciółmi i sojusznikami. Oni najlepiej od innych potrafią zidentyfikować wstrętnych degeneratów i przeciwstawić się ich brudnym sztuczkom.

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.09.01 12:35 Mynickisbusy Historyczny rant - tekst Makowskiego o 1 września

Oczywiście 1 września i prawicowi "historycy" zaczynają tłuc do upadłego mit noża w plecy.
https://opinie.wp.pl/marcin-makowski-czy-polska-mogla-wygrac-we-wrzesniu-1939-tak-ale-tylko-pod-jednym-warunkiem-6290260106716801a
Kolejne pokolenia historyków zadają sobie to samo pytanie: czy we wrześniu 1939 r. Polska mogła pokonać niemiecką III Rzeszę?
Nie zadaje, bo jest ogólna zgoda, że problem leżał w naszym przygotowaniu i braku odpowiednich reform.
Brutalna prawda brzmi następująco: mogliśmy, ale było jedno "ale" - nasi sojusznicy. Gdyby Francja i Wielka Brytania wywiązały się z traktatów, Hitler przegrałby na starcie. Nie wierzycie? Popatrzcie w liczby.
Brutalna prawda była taka, że brakowało nowoczesnego uzbrojenia, mobilizacja została wprowadzona za późno (Kwiatkowski obawiał się, że Rzesza blefuje, a mobilizacja mogła nas wycieńczyć ekonomicznie), a część dowództwa była niekompetentna.
Znacznie wcześniej hitlerowskie Niemcy przestawiły jednak całą gospodarkę na jeden cel - stworzenie pancernej i powietrznej armii, zdolnej zmieść przeciwnika za pomocą jednego, szybkiego i decydującego uderzenia - ”Blitzkriegu”. To nauczka wyciągnięta przez sztabowców z pozycyjnej i kosztującej miliony ofiar I wojny światowej.
Nie, Blitzkrieg jest przede wszystkim ewolucją myśli taktycznej, której koncepcja pojawiła się podczas pierwszej wojny światowej - to właśnie atak przez Belgię i podejście niemal pod Paryż wojsk niemieckich było jej efektem. Forma jaką przyjął 30 lat później to przede wszystkim efekt nowych technologii oraz obecnej wśród młodszego pokolenia teoretyków zafascynowania nowinkami technicznymi.
Wraz z kolejną rocznicą tamtych tragicznych wydarzeń, nieuchronnie wracają pytania ”co by było, gdyby”.
I przeważnie odpowiedź jest - gdybyśmy weszli w sojusz z III Rzeszą, przegrana okroiłaby nasz kraj jeszcze bardziej. Chyba, że redaktor Makowski lubi fantastykę naukową, to polecam książkę Zychowicza.
Gdyby wojny wygrywała jedynie przewaga liczebna, a nie taktyka i dyplomacja, odpowiedź na to pytanie byłaby prosta: tak, Alianci mogli zakończyć wojnę, zanim ta na dobre by się rozpoczęła.
Ten fragment jest dosyć ważny, ale ze względu na dalsze wymysły Makowskiego.
Omijam parę akapitów pierdów o paradzie zwycięstwa w Londynie, bo nic to nie wnosi do tematu.
Nie inaczej było we wrześniu 1939 roku. Wtedy również dyplomatyczne kalkulacje okazały się silniejsze od przyzwoitości i starych sojuszy.
Aby uwiarygodnić tezę mówiącą, że globalny konflikt dałoby się zdusić w zarodku, gdyby tylko Zachód działał zgodnie z tym, co obiecał, potrzebne będzie jednak zerknięcie w statystyki.
Coś redaktor mówił wcześniej o liczbach?
Niestety, Wojsko Polskie w dużej mierze składało się z jednostek poborowych, które uformowały się na kilka dni przed walkami lub już w czasie wojny. Dlatego zarówno liczebność, jak i różnica w wyszkoleniu, strategicznej lokalizacji oraz rozdysponowaniu uzbrojenia sprawiła, że w bezpośrednim starciu szanse na zwycięstwo II Rzeczpospolitej były czysto teoretyczne (Polska piechota 950 tys. vs III Rzesza, ZSRR i Słowacja 3 400 tys.)
Uwzględnianie ZSRR, gdy sama Rzesza nie miała pewności czy Stalin wyruszy na tereny wschodniej Polski nie jest dobrym pomysłem.
Sytuacja ta zmienia się jednak diametralnie w momencie, w którym do realnych działań zbrojnych włączyłoby się dwóch głównych sojuszników Polski - Francja i Wielka Brytania.
Wtedy układ sił na lądzie przechyliłby się na naszą stronę. Przewaga Aliantów w liczbie żołnierzy nad Niemcami i Rosją była ponad dwukrotna, co tylko uzmysławia skalę porażki taktycznej oraz niewykorzystanej szansy na zaatakowanie Niemców od południowego zachodu (Alianci 6 840 tys. vs III Rzesza i ZSRR 3 400 tys.).
Dla redaktora Makowskiego, który przed chwilą mówił o tym, że liczby nie wygrywają wojen. Data francuskiej mobilizacji: "The pre-emptive mobilization was started in France on 26 August and on 1 September, full mobilization was declared.", data brytyjskiej mobilizacji : General mobilisation was declared in France on 2 September 1939. (http://www.worldwar2heritage.com/en/peace-disturbed/mobilisation). Przy czym dotarcie sił ekspedycyjnych do Francji to: "General Lord Gort was appointed to the command of the BEF on 3 September 1939 and the BEF began moving to France on 4 September 1939." (https://en.wikipedia.org/wiki/British_Expeditionary_Force_(World_War_II)) . Dla porównania - 7 września wojska niemieckie stoją pod Warszawą.
Oczywiście nie wszystkie zestawienia wyglądają równie różowo. W końcu III Rzesza przetoczyła bez problemu swój pancerny walec nie tylko przez Polskę, ale również przez teoretycznie dobrze bronioną Francję. Stało się tak za sprawą przewagi liczebnej - a może przede wszystkim technologicznej - w zakresie czołgów i dział samobieżnych.
W tym twierdzeniu są co najmniej 3-4 mity. Po pierwsze niemieckie czołgi technologicznie były za francuskimi, rosyjskimi i nawet brytyjskimi. Po drugie redaktor Makowski znowu wrzuca ZSRR do zestawienia, kompletnie wypaczając stosunek. Po trzecie - Francja samodzielnie posiadała przewagę liczebną i jakościową w czołgach oraz samochodach pancernych. Na rok 1939 Francja posiada 2900 nowoczesnych czołgów (H35,H38 S35, B1 etc) (Jackson Julian, "Fall of France"). Po czwarte - bombowce niemieckie technologicznie nie były lepsze od na ten przykład brytyjskich, a stukasy przestały być użyteczne od końca kampanii we Francji (co nie zmienia faktu, że chętnie ich używano na froncie wschodnim).
W tym zestawieniu Alianci mogli się pochwalić 4350 maszynami, natomiast III Rzesza i ZSRR 8 800. Gdyby jednak wyłączyć z tego zestawienia siły pancerne Związku Radzieckiego, które i tak w niewielkiej liczbie mogły być użyte w Europie, same Niemcy dysponowały ok. 2 800 maszynami, które w przypadku inwazji Francji i Wielkiej Brytanii musiałyby rozciągnąć na dwóch frontach.
Co jest kompletną bzdurą. Plan francuski na prowadzenie wojny zakładał przeciąganie jej tak długo, by niemiecki przemysł nie był w stanie wyrobić i zmusić Rzeszę do kapitulacji przy jak najmniejszej liczbie ofiar. By to osiągnąć od 1940 roku (w momencie największej przewidywanej zdolności przemysłowej Francji), doszłoby do ataku z Belgii do zagłębia Rurhy, Saary tym samym uniemożliwiając kontynuację działań niemieckiej armii. W takiej sytuacji "dwa fronty" nic by nie zmieniły.
W takim hipotetycznym scenariuszu nawet dobrze uzbrojone Panzer III i IV najprawdopodobniej by nie wystarczyły.
"Dobrze uzbrojone", proszę trzymajcie mnie bo padnę ze śmiechu. Krótka 75mm na wtedy mało licznych PIV nie nadawała się do walki z każdym lepiej opancerzonym przeciwnikiem, a podobnie było z wczesnymi wersjami dział 37mm na PIII. Ponadto kampanii wrześniowej główną siłą napędową niemieckiej armii były PII i PI.
Swoich braków Alianci nie mogliby jednak zatuszować w innej dziedzinie uzbrojenia, mianowicie w artylerii. W bezpośrednim starciu Polski z najeźdźcami ze wschodu i zachodu przewaga artylerii III Rzeszy i ZSRR była po prostu przytłaczająca. Nawet wliczając wszystkie działa Aliantów, komuniści i naziści górowali nad wrogami o 6,5 tys. luf (Alianci 18 100 vs III Rzesza i ZSRR 24 500).
Znowu Makowski wlicza ZSRR. Dla porównania francuska artyleria, a niemiecka: 11200 do 7700 niemieckich (Fall of France). Największe braki i dysproporcje były w średniej i ciężkiej, o ile pamiętam 1,5 i 2 do 1
Gdyby jednak Francja i Wielka Brytania wywiązały się z traktatów, ową przewagę wroga dałoby się zniwelować poprzez szybko przeprowadzony atak, który uniemożliwiłby wykorzystanie przewagi artyleryjskiej, skutecznej głównie przy przygotowaniu natarcia albo konieczności odbicia od wroga dobrze umocnionych pozycji.
I się wywiązywała - sprzęt wojenny dopływał do portów w Konstancji, armie były zmobilizowane, wojna wypowiedziana. Jednak czego autor nie rozumie to jeden fakt - w żadnych założeniach oraz planach Polska stolica nie była oblężona w ciągu tygodnia, a kraj padł w ciągu miesiąca. Czego jeszcze autor nie rozumie - jak wspomniałem wcześniej, mobilizacja oraz ruchy wojsk zajmują czas (tu radzę przypomnieć sobie daty mobilizacji, które wkleiłem wcześniej). Widać tu podstawowy mit, rozprzestrzeniany przez prawicę - "zachód nam nie pomógł". Pomógł jak tylko się dało przez 7-10 dni, co na jakiekolwiek warunki wojskowe (nawet dzisiejsze) jest i tak dużo.
Jeśli dodamy do tej układanki wojnę prowadzoną w powietrzu, okazuje się, że alternatywna wersja września 1939 naprawdę mogła wyglądać zwycięsko. Czym kończy się brak wsparcia lotniczego, nawet pomimo zdecydowanie lepszych czołgów, Niemcy przekonali się pod koniec wojny, gdy ich Tygrysy Królewskie zamiast od pocisków przeciwpancernych, eksplodowały od bomb myśliwców.
Jeżeli dodamy wojnę prowadzoną w powietrzu to przekonamy się, że Wielka Brytania nie była jeszcze gotowa, a Francja nie posiadała jednolitej doktryny oraz odpowiedniej ilości myśliwców. Niby w jaki sposób by one zapewniły przewagę w powietrzu w Polsce? Muszą znaleźć się bezpośrednio na warszawskim lotnisku by była o tym mowa. Co oznacza przelot przez III Rzeszę, bądź Austrię i okupowaną Czechosłowację. Tym zdaniem pan Makowski wykazał kompletne oderwanie od rzeczywistości.
W liczbie samolotów Polska i sojusznicy mieli prawie dwukrotną przewagę nad Niemcami i ZSRR (Alianci 5 100 vs III Rzesza i ZSRR 3 800). Fakt, że z tej przewagi nie skorzystano, a zamiast bombardowania Berlina wybrano zrzucanie ulotek z wezwaniem do kapitulacji, dobitnie świadczy o krótkowzrocznym myśleniu świata Zachodniego wobec autentycznych aspiracji militarnych Hitlera.
Panu Makowskiego przypomnę, że do czasu Bitwy o Anglię, Wielka Brytania nie atakowała celów cywilnych, bo uwaga była to zbrodnia wojenna. Jak już po raz kolejny wspomnę, Francja jak i Wlk. Brytania zakładały wojnę oraz pełną gotowość przemysłu w 1940/1941. To, że Anglicy mieli czym walczyć nad kanałem La Manche jest efektem długodystansowego myślenia (od 1935 roku obawiano się bombardowań, polecam przemówienie premiera Baldwina "Fear of the future"), stąd niestety ustępstwa Chamberlaina - potrzebna było czasu by zbudować armię jak i lotnictwo do obrony własnego kraju. Jeżeli ktoś mówi "o krótkowzrocznym myśleniu świata Zachodniego wobec Hitlera", to prawdopodobnie nie ma zielonego pojęcia o ówczesnej polityce.
Skala straconej szansy dodatkowo przemawia do wyobraźni, gdy uwzględnimy jeszcze jeden element uzbrojenia każdej większej armii świata - marynarkę wojenną. Polem, na którym Polska wraz z sojusznikami najbardziej dominowała nad wrogiem, była właśnie ta gałąź armii. Na jeden okręt III Rzeszy przypadały statystycznie 23 jednostki Aliantów.
Świetnie i co - Francja oraz Wlk. Brytania miały wpłynąc do Morza Bałtyckiego? Przebić się przez samoloty niemieckie bez wsparcia powietrznego (brak zasięgu myśliwców oraz baz), czy narażać się na ataki kutrów torpedowych w cieśninach duńskich? Pan Makowski myśli, że można wysłać wszystkie okręty, ale w międzyczasie do obrony jest Morze Śródziemne (Regia Marina była 5-6 co do wielkości), Indie i Australia (cesarska marynarka od dawna łamała postanowienia co do tonażu).
Warto podkreślić, że Wielka Brytania i Francja dysponowały nie tylko przewagą liczebną, ale również technologiczną, posiadając osiem niedostępnych dla Kriegsmarine lotniskowców. Choć pracowano nad dwoma jednostkami, Niemcy do końca wojny nie doczekały się ani jednego, a pracę nad najbliższym ukończenia ”Graffem Zeppelinem” zarzucono w 1943 roku. Co zrozumiałe w 1939 roku ZSRR nie wykorzystywała floty, co czyniło III Rzeszę wyjątkowo wrażliwą na zmasowany atak morski z zachodu, który jednak nigdy nie nastąpił (Alianci 522 jednostki III Rzesza 22 jednostki).
Tyle, że dla Polski przewaga na morzu nie miała znaczenia - transport uzbrojenia do Gdańska ( o ile utrzymany) dalej był zbyt ryzykowny. Ponadto naszym problemem były wojska lądowe.
Warto podkreślić, że Wielka Brytania i Francja dysponowały nie tylko przewagą liczebną, ale również technologiczną, posiadając osiem niedostępnych dla Kriegsmarine lotniskowców. Choć pracowano nad dwoma jednostkami, Niemcy do końca wojny nie doczekały się ani jednego, a pracę nad najbliższym ukończenia ”Graffem Zeppelinem” zarzucono w 1943 roku. Co zrozumiałe w 1939 roku ZSRR nie wykorzystywała floty, co czyniło III Rzeszę wyjątkowo wrażliwą na zmasowany atak morski z zachodu, który jednak nigdy nie nastąpił (Alianci 522 jednostki III Rzesza 22 jednostki).
Patrz poprzedni punkt o lokacji floty. Francuski lotniskowiec Berne z kolei naprawdę przestarzały. Dalej nie wiem jak to się ma do obrony Polski.
O porażce Polski we wrześniu 1939 roku nie przesądziła zatem jedynie przytłaczająca przewaga przeciwników, ale raczej bierność sojuszników i zła koncepcja strategiczna zakładająca rozmieszczenie armii na granicy z III Rzeszą, zastosowana po to, aby podjąć walkę od pierwszego dnia kampanii.
Kurwa no nie, Borze Tucholski, czy ty to widzisz? Tak to prawda, rozmieszczenie armii na granicy i niechęć do opuszczenia pomorza i Gdańska była błędem. Jednak to jest prezentyzm, ponieważ ówcześni wojskowi obawiali się drugiego Sudetenlandu, gdyby odpuścili obronę tych terenów. Co do bierności sojuszników - bzdura jakich mało, co opisałem w poprzednich akapitach.
Miał być to sygnał dla zachodniego świata, aby również on ruszył do ataku. Zgodnie z traktatami podpisanymi z Francją, miała być ona gotowa do pełnej mobilizacji 17 września, uderzając w "miękkie podbrzusze" linii obronnych Hitlera.
Właśnie, Polska miała się bronić do 17 września, tymczasem większość kraju była zdobyta, a armia w rozsypce. Wtedy nawet olbrzymie natarcie sojuszników by nie pomogło.
Gdy Józef Stalin ostatecznie przekonał się o bierności Europy wobec inwazji na Polskę, sam ruszył do ataku, biorąc nasz kraj w kleszcze, od których nie było odwrotu.
Bierności? Oto mapa kampanii wrześniowej na 1-14 września:
https://historicalresources.files.wordpress.com/2008/09/campaign-in-poland-1-14-september-1939.jpg
To był moment w którym Niemcy podchodzili już pod linię podziału Ribbentrop - Mołotow.
Tymczasem wystarczyło, aby po inwazji III Rzeszy wykorzystano wszystkie atuty zbrojne Aliantów w celu wyprowadzenia błyskawicznej kontry. Wówczas Związek Radziecki dwa razy zastanowiłby się nad swoim zaangażowaniem militarny. A II wojna światowa niewątpliwie mogłaby się skończyć przed 1940 rokiem.
No tak, wystarczyło pstryknąć palcami a wojska magicznie szarżą husarską przebiłyby się przez z Linii Maginota aż pod Berlin. Bo logistyka, morale, plany dowodzenia nie istnieją. Nikt, włącznie z Niemcami nie był w pełni gotowy do wojny, wszystkie strony zakładały jej nadejście w 1941. Ja wiem, że z perspektywy prezentyzmu łatwo jest ferować wyroki, ale napisano masę opracowań z zakresu historii wojskowości by nie powtarzać mitów i legend.
Marcin Makowski - Dziennikarz Wirtualnej Polski oraz tygodnika "Do Rzeczy". Historyk i filozof.
Jak na historyka praca niezwykle słaba, panie Makowski.
submitted by Mynickisbusy to Polska [link] [comments]


2018.08.20 08:19 Gazetawarszawska Jarosław Kaczyński i Mossad w Polsce.

OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE 21 JULY 2018
+++
Laudetur Iesus Christus
Jarosław Kaczyński i Mossad w Polsce.
Ostatnie wydarzenia w Sejmie oraz te na ulicach to żadne zaskoczenie, ale mniej lub więcej oczekiwany skutek destrukcyjnej osobowości Jarosława Kaczyńskiego a i – co przede wszystkim - jego uzależnienia od ośrodków zakulisowych, które nim sterują.
Faktycznie, Jarosław Kaczyński to autentyczny mistrz koterii, ale też i nieporadna ofiara tego systemu towarzysko - socjalnego, sił zakulisowych, które już dawno temu zaczęły nad nim górować, a niewykluczone, że są nawet kreatorem samego Kaczyńskiego jako polityka, bez których to sił Kaczyński byłby co najwyżej kłótliwym handlarzem na Bazarze Różyckiego.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/1521-jaroslaw-kaczynski-i-mossad-w-polsce
Te siły zakulisowe, sterują wydarzeniami poprzez ścisłą hierarchiczną strukturę władzy. Na dole tego wszystkiego są podstawieni działacze „góry” PIS, wyżej są ministrowie, prezydent i premier, a nad nimi króluje Jarosław Kaczyński. Ale gdyby było to królowanie, to jeszcze pół biedy. Bo Kaczyński żadnym królem nie jest czy też naczelnikiem, ale listonoszem cudzych myśli. Jest Kimś, kto w ramach „zabawy” w „głuchy telefon” otrzymuje imperatywy od osób nawet mu obcych, w języku obcym, którym nie włada i te imperatywy przekazuje do pracy w Sejmie lub rządzie. Cechą podstawową „głuchego telefonu” jest pomieszanie, zniekształcenie przekazu na samym końcu łańcucha pobierania poleceń. Z tego to wynika, ten widoczny we wszystkim chaos i brak jasności w podejmowaniu decyzji. Bo sparaliżowani strachem o stołki ministrowie czy urzędnicy, ślepo i bezkrytycznie realizują to, co im nakazano, albo siedzą cicho i boją się „wychylić”.
Nad tym wszystkim panuje Kaczyński, ale jest to panowanie kompradora, to panowanie wystraszonego „sznurkowego kompradora”. Problem sznurków, które poruszają Jarosławem Kaczyńskim, jego ustami, umysłem, był łatwo zauważalny podczas pierwszej kadencji jego rządów. W trakcie rządzenia, Kaczyński otrzymał polecenie przekazania władzy Tuskowi i tak właśnie posłusznie to zrobił. Celem tego tworzył różne preteksty do wywoływania politycznych burd, jak np. „straszną” aferę paru hektarów działki na Mazurach, którą mieli nielegalnie kupić jacyś wieśniacy od Leppera. A działo się to w obliczu darmowego rozdawnictwa całych hut czy osiedli mieszkaniowych, oddawanych gratis a to Niemcom, a to żydom i to nawet z „żywym inwentarzem”, tj. ludźmi tam mieszkającymi. Wszystkie działania Kaczyńskiego w pierwszej kadencji jego premierostwa były w większości fasadowe, a co najwyżej okazały się być mieszaniną kompromisów nakazanych przez obcych, podawanych Kaczyńskiemu oraz walk wewnętrznych w PiS, gdzie niewątpliwie jest bardzo wielu uczciwych propaństwowców. Ale w momentach kluczowych, decyzyjnych, politycy ci byli bez wpływu na decyzje rządu lub byli wręcz rugowani z partii. Kaczyński (premier) dopuścił się wielu strategicznych zaniechań, np. nic nie zrobił, aby uporządkować problem ksiąg wieczystych przed wejściem niemieckich dyrektyw EU w Polsce, co jest i będzie na długo przyczyną wielkich tragedii życiowych tysięcy polskich rodzin. Kaczyński potrafił autentycznie poniżać polityków mu podległych lub wydanych na cel, ale żydówki, stalinowskiej sędzi Wolińskiej nie odważył się ruszyć i sprowadzić do Polski. I milczał nawet wtedy, kiedy rząd brytyjski napluł Polsce w twarz, bo oświadczył, że Polska nie jest w stanie zapewnić uczciwego procesu tej żydowskiej zbrodniarce wojennej winnej mordów na Polakach. Wtedy pan premier Kaczyński siedział cicho i potulnie, a nawet nie świdrował nikogo swoimi oczami. Sam zaś okres oddania Tuskowi władzy w państwie zbiegł się chytrze z rozpoczęciem umów w zakresie Nordstream, który przebiega przez polskie wody terytorialne (gospodarcze) i jest przeszkodą w żegludze.
To uzależnienie Kaczyńskiego od sił zakulisowych, strach przed nimi, można by zilustrować dalszymi niezliczonymi przykładami. Tłumaczą one doskonale zaaranżowaną odgórnie katastrofę Polski i wypędzenie Polaków z ich ziem na obczyznę.
To, co dzieje się w Polsce po Okrągłym Stole, to żaden skutek: „globalizmu”, „gospodarki wolnorynkowej”, procesu „reprywatyzacji” etc., etc. czy innych bredni, to jest zbiór pustych haseł, za którymi nic się nie kryje, bo wszytko jest skutkiem ręcznego, doraźnego sterownia i narzucania imperatywów w tym głuchym telefonie, a i to nawet nakazów wydawanych niekoniecznie po polsku.
Imperatywy takie, aprioryzmy widać było w zaaranżowaniu katastrofy w Mirosławcu czy katastrofie smoleńskiej, która już była wydarzeniem czysto wirtualnym, bo w Smoleńsku nie była ani rozbicia, ani próby lądowania Tu-154m. Wydarzenie to scharakteryzowano na portalu zamach.eu:
O niezrozumiałym pochodzeniu sprzecznych ze sobą sztuczności inscenizacji w Smoleńsku pisaliśmy już w lecie 2010, zanim ujawniono raport o Mirosławcu. Czytanie tego raportu, potwierdziło tamte tezy i wyjaśniło wiele. Plan tych zamachów, jest aż nadto hollywoodzki i jaskrawo obnażający nie tylko wspomnianą arogancję, ale i duże braki inteligencji u tych, który to wszystko wypocili. A bez wątpienia nie byli to inżynierowie. Są to osobnicy dotknięci piętnem zdeformowanego genomu, które to piętno sprawia, że każdą inność u innych odczuwają jako agresję i zagrożenie ich egzystencji, co z kolei ma być usprawiedliwieniem aktów bezwarunkowego odwetu wobec innych. Taką mentalność, trzeba chyba mieć, aby takie kategoryczne scenariusze spreparować, a odzwierciedlają one jakieś imperatywne myślenie, już nie tylko w stosunku do ludzi, ale i przedmiotów martwych nawet.
http://zamach.eu/110416/Untitled_1.htm
Kaczyński jako premier jest w dużej mierze politycznie odpowiedzialny za tamte tragedie, bo nie uczynił niczego, aby okres władzy PIS ustanowić okresem polskich porządków. Może by on tam coś chciał, może być coś zrobił, ale sznurki lalkarza, który go animowały, znaczyły więcej niż interesy Polski.
Podobnie jest teraz z wydarzeniami na ulicach przed Sejmem: pomieszanie w głosowaniach spraw nie cierpiących zwłoki (jak uchwalenie budżetu) ze sprawami dezubekizacji, które powinny być załatwione już znacznie wcześniej, czy kwestią dostępu mediów do Sejmu, której to nagłości i skrytości forsowania tej ustawy nikt nie rozumie. Te wydarzenia i podobny chaos to prosty skutek „głuchego telefonu”, który rządzi Kaczyńskim, a Kaczyński rządzi podległą mu sitwą ślepo posłusznych polityków, głównie kobitek, bo mężczyzna o normalnym poziomie szarych komórek (i testosteronu równocześnie) tego nie zniesie – a co widać po otaczaniu się kobietami w najbliższym towarzystwie, w znaczącej nadreprezentacji.
+
Kim jednak są te siły zakulisowe, które stworzyły Jarosława Kaczyńskiego jako polityka Solidarności, potem leadera PC, premiera, a teraz naczelnika?
Tymi siłami zakulisowymi są żydzi.
To są żydzi, którzy rządzą Kaczyńskim i w ten sposób rządzą Polską i prowadzą ja do zagłady.
Są to żydzi, a nie: syjoniści, komuniści, Chazarowie, masoni, neokomuniści, marksiści, bankierzy, Żydzi, templariusze, Niemcy, Amerykanie, globaliści, Putin czy Jezuici.
„Sprawców” można by tak dalej wyliczać, bo ta nędza polityczna, naukowa, publicystyczna czy kościelna w Polsce boi się słowa „żyd”, a jeżeli już, to używa go cicho w skupieniu, z nabożeństwem i na kolanach, i dlatego w tym nikczemnym tchórzostwie mówi to polskie łajzostwo a to o „usraelu”, a to o „grzechu” etc.
Sprawcami terroru, ludobójstwa na Polakach, nadchodzącej zagłady Polski i Polaków są żydzi.
Żydzi już w wiekach średnich zdobyli w Polsce uprzywilejowaną pozycję i za pomocą monopolu na pobieranie myta potrafili nie tylko grabić i ludność, i Koronę z ogromnych ilości złota, ale sterować wydarzeniami politycznymi. To oni za pomocą gnuśnej, tępej szlachty i pazernej magnaterii doprowadzili do pierwszych rozbiorów, jakim były faktycznie rozruchy chłopstwa na Kresach i ich oderwanie od Korony. Bo potwornie uciemiężone chłopstwo polskie nie mogło już dłużej znieść rasistowskiego terroru żydowskich arendarzy na polskich dworach.
To żydzi doprowadzili później do rozbiorów, a w ich trakcie tak sterowali wybuchami powstań, że skutecznie wykrwawiając Polskę zdobyli totalną władzę ekonomiczno-gospodarczą w Koronie i tylko osoba Dmowskiego potrafiła im wyrwać Polskę z ich rąk, a to nie samodzielnie, bo za pomocą tak sił w Rosji, jak i na Zachodzie.
Teraz zaś po nieudanym dla żydów okresie międzywojnia, od dnia 1 września 1939 mamy okres wielkich żniw żydowskich na Polakach, a po terrorze okupacji hitlerowskiej na Polakach, terror bolszewicki czy PRL z masową aborcją jako rezultatem tak żydowskiej władzy faktycznej, jaki i ich fizjologicznego pragnienia polskiej krwi.
W tym klimacie, pogorszonym przez całkowite niemal zniszczenie Kościoła Świętego i zastąpienie go soborową synagogą kultu żyda, mamy od okresu „Solidarności” nowy wymiar żydowskiej władzy w Polsce: rolę i wpływ administracji Izraela.
Pisaliśmy wielokrotnie, że żaden komunizm w Polsce czy ZSRR nigdy nie upadł, bo go faktycznie nigdy nie było – to farsa.
Bolszewizm jako centrum światowego żydostwa upadł z powodu roli Stalina w ZSRR, którego żydzi w swojej głupocie lekkomyślnie doprowadzili do władzy, błędnie myśląc, że będzie ich ślepym i posłusznym narzędziem.
Stalin mimo niebotycznych zbrodni był osobą swoiście pozytywną, bo oparł się żydom i jego władza doprowadziła do upadku żydostwa w ZSRR, a o mały włos do zamknięcia ich w obozach na dalekim wschodzie ZSRR. Jak wiemy, na krótko przed czystkami, został on zamordowany przez żydów.
Od tego czasu, natychmiast rozpoczął się proces demontażu ZSRR i Chruszczowy, Breżniewy oraz ich polscy towarzysze nie powinni nam sugerować trwania i rozwoju komunizmu.
Cała historia PRL to historia likwidacji tego systemu i przeniesienie środka ciężkości z „komunizmu” na „gospodarkę wolnorynkową”, które to pojęcie jest również mylące, puste, tak jak kapitalizm bez kapitału, który widzimy w Polsce.
ZSRR nigdy nie wyzwolił się ostatecznie z uzależnienia od żydostwa w USA i dlatego upadł, a tym runięciem pogrzebał także takie kraje satelickie jak Polska.
Było to zaplanowane, bo tamten system był dla Polski i innych państw satelickich i samego ZSRR podmiotowo korzystny. Układ Warszawski, RWPG, Mur Berliński, PGR, monopartia, gospodarka nakazowa, „socjalizm” były dla Polski korzystne. A to nie dlatego, że były dobrym optymalnym systemem czy oddawały ducha naszego narodu, ale dlatego, że były lepsze niż to, co wprowadzono w zamian, tj. EU, gospodarkę wolnorynkową, liberalizm polityczny, pluralizm no i najazd „obywateli” na pontonach, którym żydówka Szydło załatwiła 500+, na które płacą umierający z głodu polscy emeryci, lub całe rodziny, zmuszone do emigracji na zachód.
Za tym wszystkim stoją żydzi, i personalny rozmiar tej żydowskiej władzy w Polsce po drugiej wojnie światowej można ograniczyć do żydowskiej koterii – osiadłej głównie w Warszawie - do rzędu 10-20 rodzin, ale nie więcej. Rodziny te tak trwały w swej władzy nad Polską do okresu „Solidarności”, której powstanie i upadek były również sterowane przez żydów.
Okres powstania „Solidarności” to okres zmiany typu władzy żydowskiej w Polsce, z żydów sowieckich na żydów amerykańskich i izraelskich.
O ile można się jedynie domyślać wpływu Mossadu na KGB, to okres stanu wojennego, liczony szczególnie od wyjazdu Jaruzelskiego do Francji i USA, to punkt zwrotny infiltracji żydowskiej w Polsce prowadzonej już nie przez żydów „krajowych” tj. uszlachconych przez carów, żydów – litwaków (600.000 od Piłsudskiego), żydów uratowanych przez polskie chłopstwo, które zarządzeniem Bermana pozmieniało nazwiska, czy przywiezionych z ZSRR na zamówienie Gomółki. Okres po likwidacji stanu wojennego to okres instalacji Mossadu w Polsce.
Rola Mossadu w Polsce jest ważna do podkreślenie z wielu powodów.
Pokolenia żydów: Mazowieckich, Geremków, Kuroniów i tego całego litwactwa, plus „elity” typu Olszewskich, Tyszków, Turowiczów z jakichś względów nie generują następnych pokoleń zdolnych do dźwignięcia ciężaru walki politycznej w Polsce przeciwko Polakom.
Widać było wyraźnie, że mimo szczególnego faworyzowania żydów przez Jana Pawła II, USA, Niemcy, sowiety i cały „zachód”, żydzi nie radzą sobie wobec żywiołu polskiego, który mimo braku elit i dyskryminacji na wszelkich szczeblach przez żydów, przewyższa ich inteligencją, talentami i witalnością.
Problem zastoju intelektualnego żydów w stosunku do rasy białej, może być wynikiem zjawiska opisanego przez Konecznego, który pisał, że żydzi nigdy nie wychodzą ponad poziom umysłowy społeczeństw, na których pasożytują. W narodach uczonych są uczonymi, a w narodach pasterskich pasterzami. Jest to morfologia poniekąd nowotworu, który żyje rytmem organizmu, który zjada. Organizm umiera, to i pasożyt zdycha.
Zjawisko to zostało wstydliwie zauważone nawet przed czołowych aktywistów żydowskich, i jest dla żydów oczywistym problemem do przezwyciężenia. Tylko jak, skoro żydzi niszcząc Europejczyków wyniszczyli tym samym zaplecze intelektualne, z którego kradli przez dwa tysiące lat?
Możliwe, że aktywizacja Mossadu w Polsce ma również i taki dodatkowy aspekt, że żydzi z Izraela i USA mniej ufają żydom nadwiślańskim, aniżeli swoim własnym. To nawet z przyznaniem, że Izrael nie ma własnej inteligencji, ale cudzą. Sama armia Izraela chociaż słabo daje sobie radę z dziećmi palestyńskimi, to już hermetyczne oddziały w Polsce muszą być bardzo efektywne logistycznie.
Jest niewątpliwe to, że Izrael jest w trakcie potęgującego się podziału na Izraelczyków jako naród i na żydów jako żydów (lub Żydów). Niesie to ze sobą określone implikacje, których nie rozumieją żydzi w diasporze. Los gen. Petelickiego – pochodzenia żydowskiego – który znając pewne sekrety Mossadu mówił zbyt dużo w TV i zaczął nawet krytykować rząd polskich gojów za ustępstwa wobec Izraela, jest tego skutkiem. Sprawa szybko się wyjaśniła, bo Petelickiego zastrzelono w garażu domu, w którym mieszkał. Podobnie było z innym politykami pochodzenia żydowskiego, np. szwedzkim premierem Olof`em Palme czy minister spraw zagranicznych Anną Lindh. Oboje mając wsparcie koterii żydowskiej we wszystkim, co dotyczyło żydowskich interesów, szybko dokonali oszałamiających karier. Kiedy jednak zapomnieli o swoich korzeniach i podobnie do Petelickiego wypowiadali się o Izraelu w sposób mało posłuszny, to szybko - ręką zamachowca – zostali sprowadzeni (nomen omen) na ziemię. Premier Palme został zastrzelony 28 lutego 1986, a minister Lindh, ugodzona nożem 10 września 2003, została rytualnie uznana za zmarłą (po kilkunastu godzinach spuszczania z niej krwi przez szpitalny personel medyczny, którego tożsamości jakoś nie można dokładnie ustalić) w dniu 11 września 2013 (9/11) - dokładnie w drugą rocznicę po ataku na WTC.
Petelicki, Lindh, Palme, Lech Kaczyński, po żydowsku niesłychanie aroganccy, zapomnieli o tym, że są śmiertelni.
Jarosław, który został mocno zaskoczony dyskomfortem władzy totalnej po ostatnich wyborach, - mając również na uwadze własną śmiertelność - cofnął się na głębokie zaplecze, już to na własne życzenie, już to na skutek gry lalkarza, który mu to nakazał. Tego faktycznie nie wiemy. Ale jest oczywiste, że zachowanie takie jedynie prowokuje opozycję wrogów do atakowania rządu lub też stwarza samemu Kaczyńskiemu korzystną możliwość typowego wybiegu: chcem, ale mi nie dają.
+
Ale przyjrzyjmy się z tym chceniom w szerszym aspekcie społecznym, nie tylko ściśle rządowym.
W ramach doszlusowania do wymagań EU, Polska ostatnich dziesięciu lat przejęła wiele praw i warunków administracyjnych lub politycznych, które są w jawnej sprzeczności z polską kulturą, tradycją i historią. Jest to oczywisty wyuzdany bolszewizm, bo prawo pisane musi pochodzić od narodu i geografii, których dotyczy, a nie ma być zbiorowiskiem kosmopolitycznych wymysłów. Już sama tylko ta zbrodniczość jest absolutnym usprawiedliwieniem dla palenia stosów na placach i ulicach, i wrzucania tam taśmowo wszystkich winnych tego stanu rzeczy.
Do tego prawnego sabotażu dorzucano tzw. gospodarkę rynkową i wolnorynkową, tzn. rządy pieniądza, a to na tle braku granic: i tak każda zagraniczna spółka czy korporacja ma zagwarantowane (czyli wymuszone na Polsce) prawo do konkurowania z polskim firmami na polskim terenie.
Po trzecie, jak się te warszawskie matołki rozpędziły, to liberalizacje prawne, ekonomiczne, finansowe (to tzw. kosmopolityzacja) rozszerzono na logikę systemów bezpieczeństwa państwa. To znaczy dokonano otwarcia międzynarodowego na obce resorty bezpieczeństwa, zaopatrzenia strategicznego czy resorty siłowe.
Czyli de fakto zlikwidowano polski organizm państwowy i zastąpiono go korporacją zlepku super - służb i egzekutorów komorniczych różnej maści i to w takim stopniu, że w niektórych miejscach pewne dokumenty czy instrukcje są dostępne w językach jedynie obcych, np. hebrajskim, czy w żargonie anglo-izraelskim, bo taki się już wytworzył.
Proces ten rozpoczął się już przed przestąpieniem do EU, został umocniony – naturyzowany jako własny za Tuska – a obecnie nie został zahamowany, lecz w wielu przypadkach przyspieszony.
W ramach tego Andrzej Duda podpisał tzw. „ustawę 1066” (zmiany), a wcześniej ustawę szczepionkową. W sztucznie wywołanym zgiełku, dotyczącym np. sztucznych kwestii TK, szmugluje się Polakom całe pakiety ustaw, których treści nikt nie potrafi przeczytać, a cóż dopiero oprzeć na prawomocnych interpretacjach. Ale to wszytko jest przyjmowane taśmowo przez „prezydenta”, który emocjonalnie podlega stanom depresyjnym swojej żydowskiej żony i może z tego również powodu pisze do żydów liczne poddańcze deklaracje, obiecuje zemstę na antysemitach, a nawet publikuje listy po hebrajsku i wystawia je na portalu prezydent.pl
Premier Szydło jest podobnie zawsze zdolna do każdego filosemickiego ekshibicjonizmu pod pomnikiem getta, a to do posiedzenia rządu w Izraelu, gdzie podczas dwóch dni potrafiła zobaczyć bardzo wiele „wysokich technologii”, za które w ramach wdzięczności obiecała również i ona zwalczać antysemityzm.
W ramach tej orgii żydofilskich wyznań sąd rejonowy we Wrocławiu skazał Piotra Rybaka na 10 miesięcy więzienia za palenie żydowskich śmieci, które miały być kukłą żydowską, a czego wg. sądu palić nie wolno.
Jest to widoczny trend, schemat działania, a nawet emocjonalny stan grupowy określonych środowisk w Polsce, w których żydzi są wybitnie nad-reprezentowani. Hańba z wyrokiem sądu na Rybaku to bagatela w porównaniu z tym, w jakich to okolicznościach sąd ten prowadził obrady (proces). Wystarczy popatrzeć na video, zapisy tego posiedzenia sądu rejonowego, aby zrozumieć, że Polska 2016 – relatywnie co do środowiska i czasu – niemal niczym nie rożni się od bolszewii lat trzydziestych!
W takiej atmosferze, w takich warunkach, Jarosław Kaczyński swoim bałaganem – albo celową prowokacją - spowodował te piątkowe rozruchy, a gdzie wcześniej różnymi innymi i licznymi prowokacjami oraz własnym brakiem zdecydowania rozdmuchał Palikota-Petru i jego idiotki do poziomu ważnej partii politycznej, która obecnie jest faktyczne realną alternatywą dla obecnego rządu Szydło.
I tu dochodzimy do Mossadu w Polsce, do majdanu i roli, jaka odegrają żydowscy sabotażyści podczas majdanu w Warszawie, (ale oby to nie nastąpiło!):
Policzmy się, czy raczej wyliczmy „ma / winien”:
Ciekawe - właśnie w trakcie przemówienia łowczyni polskich antysemitów Beaty Szydło, wysiadła w Polsce telewizja państwowa, której sygnał jest całkowicie uzależniony od prywatnej spółki EMITEL.
Infrastruktura instytucjonalna, siły społeczne i przeciwnicy Narodu:
- Linie transmisyjne telewizyjne i radiowe, środki informacji internetowych, telefonii, transmisji danych, zasilanie energetyczne są poza kontrolą państwa i znajdują się w rękach naszych wrogów – głównie Niemców i żydów (- minus)
- Prywatne środki masowego przekazu – zagraniczne (- minus 100%)
- Bankowość - faktycznie zagraniczna w ogromnej większości (- minus)
- Służby alarmowe, policja pogotowie, straż – polskie, ale w newralgicznych miejscach ośrodki obce (Mossad) (+/- plus/minus).
- Organizacje ochrony – prywatne: totalna przewaga własności izraelskiej (- minus, tu jeden wielki minus, to już totalna katastrofa, to faktycznie obca armia w sercu Polski!)
- Wojsko – polskie, ale zawodowe, więc inwigilowane przez komercję, siły powietrzne całkowicie w rękach żydów i Mossadu (+/- plus/minus).
- Demonstranci cywilni lub paramilitarni:
- Komercyjni najemnicy żydowscy np. KOD: 5000-10000 dobrze zorganizowani i zdyscyplinowani, mający wielkie wsparcie finansowe i propagandowe, pomoc ze strony tak starych politruków, ich rodzin, jak i massmediów światowych (- minus, kolejny bardzo duży minus)
- Demonstranci „patriotyczni”:
- Kibice - siła nieznana co do jakości i ilości, ryzyko infiltracji Mossadu (+/- plus/minus)
- Mohery – wielka cnota, wielka masa, ale słabe ramiona – niech Wam Chrystus błogosławi, Nasze Kochane Ciotki.
- Radio Maryja – duża siła, redakcja jest piątą kolumną żydostwa (nie wiadomo co)
- Młodzież Wszechpolska – mali, infiltracja (Mossad) (- minus)
- Marsz Niepodległości – mali lub duzi, infiltracja (Mossad) (- minus)
- Obóz Wielkiej Polski - mali (- minus)
- ONR – mali, zdrajcy i fasada, infiltracja Mossad (- minus, znowu duży minus, niebezpieczeństwo dla Polski)
- Ośrodki katolicko - parafialne – mali i niepewni (brak duszpasterzy katolickich, sami posoborowcy, a więc bez asysty Ducha Świętego, więc x. Skorupki tam nie ma) - ani plus, ani minus, ZERO.
- Obce wojska: NATO, Niemcy, Izrael, Ukraińcy (- minus, rozbiory Polski)
- Obce ustawodawstwo: ustawa 1066 (- minus, rozbiory Polski)
- Opinia światowa massmediów- antypolska (- minus)
- Skład rządu i prezydenta – antypolski (- minus)
- Skład Sejmu antypolski lub nieodpowiedzialny (- minus)
+++
Andrzej Duda – Chanukowycz przyjął wczoraj i dzisiaj bandytów sejmowych, którzy w piątek rozpoczęli okupację mównicy i miejsca Marszałka. To antypolskie bydło zrozumiało ten gest jako nagrodę i zachętę do dalszych podobnych działań aż do upadku rządu i sejmu. Czy Chanukowycz ma chociaż odrobinę rozumu lub odpowiedzialności za Polskę?
A tak w ogóle: po co ustawa budżetowa wystawiona została do procedowania razem ze spóźnionymi ustawami o mediach czy dziennikarzach i o ubowcach. Jeśli czekały te zmiany cały rok, to mogły i poczekać do następnego posiedzenia Sejmu.
Po co to Kaczyński zrobił? Kaczyński? A może to lalkarz tak mu kazał?
Czy Kaczyńskiemu śni się Powstanie Warszawskie, gdzie najpierw rozbrojono Warszawę do ostatniego granatu i puszczono - w osobach młodych nieuzbrojonych - bojowców na dywizję pancerną generała Ericha von Bach-Zalewski, która akurat (przypadkowo!!!) wjechała do Warszawy? Tak jak obecnie, „opozycja” ma już po swojej stronie 4000 amerykańskich sojuszników gotowych na wjazd do Polski.
Czy też Mossad dobrał sobie moment i zastanawia się, który wariant przyjąć dla Polski:
- Rewolucja bolszewicka w Rosji.
- Zamach Mossadu na Persję – szacha Iranu zastąpionego Chomeinim.
- Śmierć Libanu – Szwajcarii Wschodu, poprzez wahadłowe podkładanie bomb przez Mossad, a to chrześcijanom, a to muzułmanom.
- Ordynarny, ale bardzo skuteczny Majdan – Ukraińcy są już na miejscu.
Ten prosty wykaz oraz warianty „majdanów” to obraz jednoznacznie straszny. Nic faktycznie na plusie, poza moherami. To jednak zbyt mało. Trzeba coś radykalnie zmienić.
+
Pisaliśmy już wielokrotnie: Kaczyński! - albo na taczkę - albo na premiera. A on ani to, ani to. A Polska stoi na krawędzi do rozbiorów.
Czy jednak jest jakaś alternatywa?
- Jest!
Polacy musza pójść marszem krzyżowym na Warszawę w kierunkach wschód – zachód, północ - południe i dokonać bezpośredniego przejęcia władzy w Warszawie przez Naród. Zanim będzie za późno!
Ta obecna konstytucja jest nielegalna, bo nie wynika z konstytucji II RP – brak jest ciągłości nadania władzy. I to tamta konstytucja jest nadal ważna i dobra, trzeba tylko skorygować granice zachodnie, a wschodnie pozostawić na dzień 31 sierpnia 1939 roku.
Kara śmierci jest obowiązująca jako najwyższy wymiar kary. Trzeba będzie ją stosować łącznie ze zbiorową konfiskatą mienia całej rodziny skazanego (odpowiedzialność cywilno-prawna zbiorowa).
Sytuacja jest na granicy beznadziejności, ale z drugiej strony sprawy są dość proste, trzeba tylko przestać klękać przed żydami, zacząć myśleć tylko o sobie, tzn. Polsce, a mieć bojaźń bożą w Chrystusie.
Fakt - tak potrafią tylko mohery.
To fakt.
In Christo
Krzysztof Cierpisz
19-XII-2016
+++
http://gazetawarszawska.net/pugnae/238-cud-jaroslawa-i-zestrzelenie-na-ukrainie
http://gazetawarszawska.net/judaizm-islam/575-adam-doboszynski-list-do-zyda
http://www.gazetawarszawska.net/videos/5045-jaroslaw-kaczynski-przemawia-w-kijowie
http://www.gazetawarszawska.net/zamach/2991-zydzi-rozpoczeli-zamach-na-polske
http://www.gazetawarszawska.com/zamach/1028-to-zydzi-porwali-i-zamordowali-delegacje-do-katynia-w-dniu-10-kwietnia-2010
https://en.wikipedia.org/wiki/Olof_Palme
https://en.wikipedia.org/wiki/Anna_Lindh
http://www.gazetawarszawska.net/zamach/5040-jaroslaw-kaczynski-i-mossad-w-polsce
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.08.14 09:37 Gazetawarszawska Kaczyński, Duda, Morawiecki - ŻYDOWSKI ZAMACH STANU W POLSCE!

Kaczyński, Duda, Morawiecki - ŻYDOWSKI ZAMACH STANU W POLSCE!
https://preview.redd.it/3xofqvlmi0g11.jpg?width=864&format=pjpg&auto=webp&s=a8aeb89b6fd3a813ffa3776b74fd6e257bcaa6af
OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE 12 JANUARY 2018
+++
Laudetur Iesus Christus
Dzierżawca karuzeli w sezonowym wesołym miasteczku, pogromca i treser podwórkowych kotów, wielki strateg Jarosław Kaczyński, mianowaniem żyda Morawieckiego na premiera Polski, wykluczył siebie samego z gry politycznej. A dodatkowo położył kolejny milowy kamień na drodze do mordu naszej Ojczyzny i ludobójstwa na Polakach. A koniec tego marszu – degradacja i bezpowrotna zagłada Państwa i Narodu jawią się na nieubłaganie zbliżającym się horyzoncie.
Po strategicznym przekazaniu władzy w ręce Tuska w roku 2007, Kaczyński po dziesięciu latach - w roku 2017 - ponownie powtórzył ten manewr oddania władzy obcym, czym zakończył swój długi marsz malkontenckiej opozycji i krótkiej, chimerycznej władzy, rzekomej dobrej zmiany. Tym razem jest to już koniec samego Kaczyńskiego, co jemu samemu raczej nie mieści się głowie.
Bo faktycznie Morawiecki jako premier z Dudą jako prezydentem w ich "współpracy ponad podziałami", to otworzenie puszki Pandory, która to sytuacja bezpowrotnie odbierze władzę Kaczyńskiemu.
Jarosław Kaczyński to prosty polityczny oszust bez wstydu i sumienia. Jako doskonale wkomponowany w środowisko warszawski element żydokomuny do spółki z bratem, był od dziecka kontrolowalnym narzędziem żydostwa. Później jako dorosły został podrzucony w szeregi Solidarności, ale nawet z dobrą protekcją nie potrafił się jakoś wybić ponad przeciętną, bo wśród zwykłych autentycznych działaczy Solidarności niczym specjalnym się nie wyróżniał.
Dopiero wyniszczenie Solidarności przez masowe emigracje, a nawet skrytobójstwa, oczyściły krajobraz Okrągłego Stołu do poziomu miernot i żydów. I w takim upadlisku, kuroniów, michników geremków czy wałęsów osoby Lecha i Jarosława Kaczyńskich zaczęły być bardziej wyraziste swym mętnym migotaniem, a co mylnie przyjęto za blask gwiazd na niebie, no bo na bezrybiu to i rak ryba.
Tak jak Kaczyński nie ukradł żadnego księżyca, tak nigdy nie stworzył żadnego Porozumienia Centrum ani PIS. Cały byt polityczny obecnej Polski został skomponowany przez służby jak i agentury, a to podobnie do bytu innych ugrupowań: Unia Wolności, ZChN, kukizy, petru czy palikoty. Mechanizm jest prosty: W takie sztucznie stworzone monstra polityczne wsadza się później lub wcześniej fizyczne postacie, które mają się tam jakoś rządzić jako polityczni figuranci.
Tak było faktycznie przez cały okres PRL i po Okrągłym Stole. Do Solidarności – sztucznie stworzonej z polecenia KGB – wsadzono Bolka Wałęsę, do Unii Wolności nieudacznika Mazowieckiego, do ZChN - po pertulbacjach - Chrzanowskiego, który był mętem żydowskim podającym się za endeka…etc.
Tak partie polityczne, jak i ich liderzy, żyją sztucznie stworzonymi bytami i ich blask oraz żywość są uzależnione od woli twórców – tj. ich prawdziwych szefów pozostających w ukryciu - okoliczności zewnętrznych, czy talentów osobistych wybranych wodzów lub idoli, a podrzuconych na określone stanowiska. W końcu nie jest to nic specjalnego, bo obecny „nasz świat” jest faktycznie światem żydowskim, który na trupie narodów chrześcijańskich układa swoje puzzle i kombinacje, z kultem żyda jako boga.
Ta przestrzeń żydowskiego panowania pojawiła się wyraźnie w pierwszym tysiącleciu po Chrystusie i - według rewizjonistów - była powodem schizmy wschodniej, a i później zachodniej. Schizma wschodnia oderwała Wschód od Kościoła, a dzięki czemu można było skuteczniej wprowadzić herezje luteranizmu, bo Kościół w Rzymie, osłabione papiestwo było już śmiertelnie ugodzone i nie potrafiło się bronić. A to aż w takim stopniu, że papieże szkodzili katolikom w krajach protestanckich.
To tak dalece, że np. nieliczni wytrzebieni katolicy w protestanckiej Anglii oskarżani byli przez żydów z Anglii o antysemityzm i takie oskarżenia zanoszono do Rzymu, gdzie papieże z powrotem strofowali swoich wiernych w Anglii. A których to - przecież najwierniejszych z wiernych - nawet nie starali się bronić przed terrorem protestanckim. O ile teorie konspiracji zawsze można odrzucić jako niedorzeczne, przy tłumaczeniu źródeł schizmy wschodniej i zachodniej, to fakt braku jakiegokolwiek wysiłku papieży na przestrzeni wieków, od rewolucji Lutra do Soboru Watykańskiego Drugiego celem obrony własnych wiernych w tych krajach, świadczy najdobitniej o tym, że animatorami tamtych zamachów na Kościół były ośrodki w samym sercu papiestwa. Terror i dyskryminacja katolików w krajach protestanckich ustały dopiero – formalnie, bo nie rzeczywiście – po Drugiej Wojnie Światowej. Np. w Szwecji dopiero od 1952 mogli obejmować stanowiska ważne społecznie – np. pracować jako nauczyciele.
Już w 1800 roku papież Pius VII powiedział dramatyczne słowa, że „...jest już za późno, zbyt długo milczeliśmy”. W 1832 Papież Grzegorz XVI nadal Carl `owi Mayer`owi Rothschild`owi order Świętego Jerzego. W zamian Rothschild nie pocałował Krzyża na papieskim bucie, ale jedynie papieża w rękę, czym wywołał wielkie wzburzenie wśród zebranych na audiencji u papieża.
W czasach nam bliższych Słodka Francja miała po wojnie swojego Bolka, a był nim gen. Charles de Gaulle i chociaż pięknie różnił się od Wałęsy tym, że używał w swych przemówieniach 1500 słów, podczas kiedy Bolek z Gdańska jedynie 66, to tak samo był zdrajcą swego narodu. I fakt wybicia się Francji na własną broń jądrową nie przysłania okropnych zbrodni, jakich de Gaulle dopuścił się wobec Algierii, którą zdradził w najbardziej nikczemny sposób, a narodowców francuskich zwalczających go wymordował.
Marionetkami byli już liczni papieże przed soborowi, wielcy politycy, prosty Wałęsa, obaj Kaczyńscy, Duda, a teraz Morawiecki.
Oczywiście społeczeństwa i narody toczą swe egzystencje wg. decyzji władz, czy podobnych organów, lecz ośrodki władzy faktycznie tam nie leżą. To tym bardziej w Polsce, która od okresu rozbiorów nie jest już państwem Polaków, a kolonią żydowską. Wspaniały okres międzywojenny cechujący się budowaniem prawdziwych polskich elit, bo inteligencji pracującej, zakończył się we wrześniu 1939. Od tamtego okresu odbywa się żydowska rzeź Polaków – i to na wszystkich frontach.
Paradoksalnie największa ochronę i fizyczną i duchową Polacy osiągnęli w okresie PRL. Gdzie mieli zapewniony jakiś byt socjalny, prawo do wykształcenia, granice państwa i prawną ochronę praw narodowych oraz wolność religijną kultu wyznania katolickiego. Demontaż tego wszystkiego zaczął Gierek, a zakończył Jaruzelski. Okres po Okrągłym Stole to jedynie bezustanne spuszczanie krwi z państwa i narodu.
Teraz jednak nastąpiła gwałtowna zmiana, która jest jeszcze silniejsza niż w roku oddania władzy Tuskowi z rąk Kaczyńskiego.
Na czy ta zmiana ma polegać?
Zanim przejdziemy dalej należy wyjaśnić nieco głębiej zasadę mechanizmu władzy żydowskiej nad Polską. Teraz można już takie wyjaśnienie zaryzykować, bo mimo wszystko wiele informacji dostaje się do ogółu i to co piszemy nie jest żadnym wariactwem chorej mitomanii, ale ma oparcie w jakiś tam powszechnie znanych faktach. Np. nie tak dawno jeden z tzw. „specjalistów od wizerunku” ujawnił w gazecie, że to on stworzył „.Nowoczesną” i Petru, a uczynił to w kawiarni, kiedy pił sobie kawę i rozmyślał.
Otóż jest to cała prawda na temat mechanizmu polskiego bytu politycznego od 1989 roku, a faktycznie pierwsze zręby tego systemu widoczne są bardzo wyraźnie w strajkach 1956, 1970, w Radomiu, czy w powstaniu Solidarności.
Wtedy byli to „agenci”, „prowokatorzy”, „doradcy”, „intelektualiści” – tak było. Ale od 15-20 lat system udoskonalił się i żadnych doradców czy prowokatorów już nie ma, czasy się zmieniają i na ich miejsce przyszli „specjaliści od wizerunku”.
„Specjaliści” są to elitarnie opłacani reklamiarze jakiejś organizacji, czy osób fizycznych. Błędnym jednak jest mniemanie, że są to specjaliści, którzy podlegają prawom rynku czy popytu. Że taki PR`owiec jak lepiej się stara, to jego klient idzie lepiej na rynku, giełdzie, czy w polityce.
Tak nie jest. W Polsce obecnej „specjalista od wizerunku” nie jest osobnym niezależnym graczem czy częścią organizacji, która otrzymała zlecenie na działania promujące i na tym koniec. Specjalista od wizerunku w obecnej Polsce to członek mafijnego mechanizmu grup przestępczych kontrolujących osoby prezydenckie, sądowe, rządowe, parlamentarne i partyjne.
Kontrola ta nie polega jednak, na szpiegowaniu przeciwnika i popieraniu swego zleceniodawcy, na płaszczyźnie jakiejś tam lepszej konkurencyjności. Może być zupełnie odwrotnie: zadaniem specjalisty od wizerunku może to być celowe pogorszenie wizerunku jego mandanta. Takie przykłady są niezwykle liczne, np. PO ma świadomie, celowo złą reklamę, a to po to, aby zła polityka PIS wyglądała na lepszą.
Ale nie tylko to. Specjalista od wizerunku okresu obecnego w Polsce to osobnik mający do swej dyspozycji faktycznie wszelkie atrybuty władzy politycznej w Polsce, ma dostęp do informacji tajnych i osób będących w stanie służby państwowej, jest członkiem grupy skrytobójców, a może i głównym zleceniodawcą mordu politycznego – również na swoim własnym mandancie, który mu płaci za pracę nad wizerunkiem - na swym zleceniodawcy. Specjalista taki będąc doradcą np. ministra, dyktuje mu postępowanie, które natychmiast jest należycie odzwierciedlone w odbiorze społecznym, echach politycznych tak krajowych, jak i zagranicznych, a wyniki badań popularności mówią takiemu ministrowi „prawdę”. Skutkiem czego taki funkcjonariusz państwowy, tenże minister nie postępuje wg. zasad sprawowania władzy czy własnego rozumu, ale według poleceń „specjalisty od wizerunku”.
Nie jest to żaden cud czy rezultat wysokiego poziomu zawodowego PR`owca. Ale jest to faktycznie rezultat ustawki. Ustawki tak jak w meczu piłki nożnej, gdzie wszyscy są ustawieni na wynik (bo ważna też bukmacherka), jedna drużyna, druga drużyna, sędziowie, a tylko kibice niczego nie pojmują.
Polska polityka to właśnie taka ustawka specjalistów od wizerunku kontrolujących: prezydenta, premiera, sejm, sądy i partie polityczne, a w okresie wyborów również PKW (Państwową Komisję Wyborczą).
Specjaliści od wizerunku kryją się za plecami czołowych polityków, sędziów i podobnych wysokich urzędników. Są podwójnie opłacani, raz płaci im formalny zleceniodawca, drugi raz wynagradza go tajny faktyczny szef – czyli są podwójnymi agentami. Tak uplasowani specjaliści dostają od swych zwierzchników faktycznych, tajnych zlecenia na określone wyniki popularności czy rezultaty wyborów do Sejmu lub na prezydenta. Ich zwierzchnikami, zleceniodawcami są formalnie drobne firmy paru-osobowe, a za którymi stoi cała hierarchia co raz to bardziej mglistych tajnych instytucji. Ta oficjalna mała firma przyjmuje oficjalne zlecanie od państwowego polityka na określone kroki zabezpieczenia wizerunku, a ta faktyczna ukryta, tajna decyduje o tym jak ta praca wizerunkowa ma faktycznie wyglądać. Czy wizerunek powinien być zmanipulowany na lepszy, czy też na gorszy.
Wyborcy najczęściej nie mają najbardziej zielonego pojęcia o tym, że zachowanie jakiegoś polityka jest wynikiem wyrachowania manipulacji specjalistów od wizerunku, którzy stojąc za nim faktycznie pociągają za sznurki. I że na takie cele są marnotrawione wielkie finansowe środki publiczne pochodzące i ich własnych podatków.
To te tajne ośrodki decydują o wynikach wyborów, które mają zapaść w przyszłości. Następnie specjaliści od wizerunków wg. danych zleceń, popularyzują określonego polityka, a drugiego ośmieszają: Petru na wyjeździe, Komorowski, Schetyna czy futerał na okulary Kaczyńskiego podczas kampanii wyborczej na prezydenta. Specjaliści nie konkurują ze sobą, ale grają we wzajemnie w otwarte karty - ten polityk ma być wywyższony, a tamten poniżony. Następnie biura badań opinii publicznej pokazują zamówione wyniki badań na popularność, a jak przychodzą wybory, to PKW pokazuje zamówione sfałszowane wyniki. Tam wszędzie są specjaliści od wizerunku i wszystko jest umówione. Jedno potwierdza drugie. A jeśli już zdarzy się, że coś jest trudne i nieszablonowe, tak jak np. Lepper, to taki polityk jest powieszony. Tu też podczas powieszenia „specjalista od wizerunku” był na miejscu w siedzibie Leppera.
Specjaliści są wszędzie, dokładnie tak było z ostatnimi wyborami do Sejmu i na prezydenta, były to zwykłe ustawki, gdzie czołowi politycy są marionetkami specjalistów od wizerunków. Wcześniej ustalono, że PIS ma wygrać, więc wysłano Tuska do Brukseli i PO puszczono samopas na pośmiewisko. Ustawką były również te dwa lata Beaty Szydło i wyniki ekonomiczne Morawieckiego. Bruksela do maximum podkręcała śrubę, ale i tak to wszystko było sztucznie wyolbrzymione w Polsce, aby móc lepiej uzasadnić cud Morawieckiego, który przyszedł i nagle wszystko się uspokoiło. A więc to dobra zmiana, a nawet lepsza.
+
Jednak najgorszy i najstraszniejszy jest cel tych wszystkich strachów, zmian i przetasowań: bo po co to i kto za tym stoi?
Chodzi tu o światowe żydostwo i Izrael, który to ośrodek dopuszcza się agresji przeciw Polsce. Polska już w średniowieczu została zadeklarowana przez żydów jako ich własność, z której trzeba usunąć Polaków, aby żydom żyło się jak u siebie – jako nowa Jerozolima.
I teraz, po wiekach żydowskiego terroru, sprowadzonych do Polski wrogów i wojen, po zniszczeniu widzialnego Kościoła, Polacy bez swoich elit, bez struktur społecznych, bez granic państwa, bez przemysłu, a z ogromnym nieujawnionym zadłużeniem, mają się zmierzyć z wysoko technologicznym i logistycznym najazdem żydostwa, a poprzedzonym najazdem imigrantów, bo u żydów zawsze tak jest, że nigdy nie idą w pierwszym szeregu.
Aby było tym gorzej, premierem zrobiono żyda, który jest ekonomicznym, gospodarczym mitomanem, który nigdy niczego kreatywnie nie wykonał. Jako dyrektor banku był typowym pracownikiem „dyspozycyjnym”, czyli wykonywał to – jako słup – co mu kazano, za co pobierał już 10 lat temu 480.000 PL/m-c. Za to bez skrupułów patrzył na grabieże bankowe, oszustwa i przekręty. Do czego zatem Morawiecki będzie zdolny jako premier? Ten bezwstydnik poszedł do Danielsa na prywatną kolację i tam z żydami z Izraela i polin układał plany polityczne. Taki bezwstyd nie był możliwy nawet w najgorszych okresach PRL.
Jeśli jest tak straszne to, co widać, to o ile gorsze jest to, co jest zakryte?
Duda już zapowiedział, że 100-lecie nieodległości „musimy obchodzić wspólnie”. W języku tego pachołka oznacza to, że w Święcie Niepodległości Polski będą brali udział żydzi. A to może zakładać formacje zbrojne Izraela w Polsce, które będą się bratać z polskim wojskiem, możliwe, że w trakcie pochodu 11 listopada np. Iran wystrzeli rakiety na Izrael i skutkiem błędu w nawigacji rakiet nie trafią one w instalacje rządowe, ale al-Aqsa w Jerozolimie i sytuacja stanie się nagle napięta. A wtedy w ramach solidarności będzie otwarty most powietrzny z Izraela do Polski. Izrael przemieści milion żydów – o tym mówił Netanjahu – dwa lata temu. Bo gdzie indziej będą oni przemieszczeni? Do Polski, tylko do Polski, do krainy Ulma! Przyjadą i osiedlą się w polskich domach, a które szybko przerobią na getta, z których wypędzą resztki Polaków. Patryk Jaki nad tym pracuje – gromadzi środki pieniężne.
Możliwe jest nawet i o to, że szybko zostanie zmieniona konstytucja i żydzi dostaną osobne miejsca w Sejmie.
W każdym razie obecność bezczelnego Danielsa wskazuje na to, że w Polsce rozpocznie się terror policyjno-wojskowy na miarę terroru w Izraelu, cenzura i sankcje ekonomiczne, wykluczenie społeczne Polaków - pod każdym względem - stanie się jeszcze bardziej nagminne.
Trzeba liczyć się nawet ze skrytobójstwami.
Za kilka dni rozpoczną się „dni judaizmu” w Polskich kościołach, będzie to kolejna błazenada kleru bez wstydu. A trzeba pamiętać, że jakikolwiek udział katolików w żydowskich ceremoniach, a nawet podanie żydowi świeczki czy ognia jest karane ekskomuniką.
Nastąpi też kolejny „marsz żywych” – czyli otwarty terror wymierzony w Polaków i w porządek prawny.
Nowy minister MSW, to tzw. żydochrzescijanin – odpowiednik neo-con – i nie będzie on stawiał jakichkolwiek przeszkód żydowskim terrorystom.
Bez cienia wątpliwości nastąpi totalna inwigilacja i delegalizacja środowisk patriotycznych, nacjonalistycznych.
Najciekawiej będzie na łączach między Dudą i Morawieckim. Tu będzie rozegrany mecz zneutralizowania Kaczyńskiego, a może nawet rozbicia PIS na frakcje. Oczywiście, ani Morawiecki, ani Duda nie będą brali w tym udziału, bo to marionetki swoich specjalistów od wizerunku. Gra będzie polegała na tym, że specjaliści od Dudy we współpracy ze specjalistami od Morawieckiego grając ze sobą otwartymi kartami, ustalą to, kto pójdzie do przodu, a kto zostanie w tyle, a może nawet gorzej, bo terror i skrytobójstwa pójdą w ruch. Daniels jest na miejscu i to on decyduje.
Specjaliści od wizerunku są prawie wyłącznie pochodzenia żydowskiego, a to ułatwi im pracę i osiągniecie porozumienia ponad podziałami, ponad interesem Polski, a dla interesu żydostwa.
A strateg Jarosław Kaczyński? No cóż, jednym manewrem „restrukturyzacji rządu” zrzekł się władzy i stery rządu przekazał w ręce opozycji. I to nie tyle nawet w ręce PO, ile dużo gorzej, bo w ręce Unii Wolności. Bez wyborów, bez wojny, drogą cichego zamachu stanu Jarosław Kaczyński przekazał władzę partii politycznej, której formalnie nie ma, ani w Sejmie, ani w Polsce. Kaczyński przekazał władzę najgorszym wrogom Polski: żydom.
+
Będzie tak źle jak jeszcze nie było.
Podkreślamy: to, co się stało, to zamach stanu!
Żydzi nieodwołanie i masowo już, umocnili się na funkcjach rządowych w Polsce – to faktyczny polin. Oni władzy nie oddadzą, a jak trzeba to do ochrony tego porządku, który nastąpi, wezwą posiłki służb Izraela. Oni nie cofną się przed niczym.
Odwrotu – demokratycznego odzyskania władzy przez Polaków nie będzie, a jeśli już, jeżeli jest jakaś szansa na ratowanie Polski, to tylko wyłącznie za pomocą przemocy zbrojnej Narodu przeciwko temu otwartemu już okupantowi żydowskiemu jakim jest ten rząd żyda Morawieckiego, kompletującego władzę żydostwa Dudy i żydostwa sądownictwa.
In Christo
Krzysztof Cierpisz
11-I-2018
+++
cor180521
https://gazetawarszawskacom1.wordpress.com/2016/08/22/zydowski-terroryzm-policji-w-polsce/
http://www.gazetawarszawska.net/zamach/415-kiedy-zydzi-przyjda-ukrasc-twoj-dom
https://dublinsmickdotcom.wordpress.com/2016/04/18/the-rothschilds-and-the-vatican-eustace-mullins/
https://thedaysofnoah.wordpress.com/2010/12/21/the-rothschild-1821-1849-global-monopoly/
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.08.03 14:02 SoleWanderer Krystyna Janda Ona się za nas modli, czyli pani Honorata

Mówiłam, że chciałabym napisać książkę o moich gosposiach. Nigdy jej nie napiszę, ale pani Honorata na pewno godna jest książki.
Spotkałyśmy się na dwa dni przed moim pierwszym ślubem, w kościele. Ona - biednie ubrana, wiejska, stara kobieta ze śmiesznie zadartym nosem (perkatym, jak potem zawsze mówiła), ja - studentka III roku PWST, przerażona, że za dwa dni wyprowadzę się od rodziców i będę musiała rozpocząć samodzielne życie.
Zapytałam, dlaczego płacze. Odpowiedziała, że była dwanaście lat u krewnych, wychowała im dzieci, teraz jest już niepotrzebna, a na wieś wrócić nie może, bo oddała gospodarstwo wychowankowi, który jej nie chce. Słowem - nie ma gdzie się podziać.
Bez namysłu zaangażowałam ją jako gosposię i przyprowadziłam mamie do domu. Miała nocować u moich rodziców (pod Warszawą) i dojeżdżać codziennie rano do naszej małej, wynajętej kawalerki. Robić zakupy, gotować, sprzątać i na noc wracać znów do rodziców.
Wszyscy patrzyli na mnie przerażeni. Wyglądała bardzo biednie, nikt nie rozumiał, co mówi, bo mówiła najczystszą, najpiękniejszą gwarą z Tarnowskiego, a ja, dziwnie spokojna, czułam, że jest to jedna z najsłuszniejszych decyzji w moim życiu.
I tak się zaczęło moje dwunastoletnie życie z Honoratą. Dzięki niej bezpieczne, dzięki niej radosne, dzięki niej spokojne, dzięki niej, dzięki niej...
Dziś wiem, że po moich najbliższych była dla mnie najważniejszym człowiekiem, a spotkanie jej należało niewątpliwie do najszczęśliwszych przypadków w moim życiu.
Byłam zawsze ja, ona i moje dziecko. Mężowie, rodzina, przyjaciele, znajomi byli w jej oczach wrogami. Była ona i ja, ona mnie broniła, uważając, że wszyscy poza nią mnie krzywdzą i chcą wykorzystać.
Mówiłam do niej zawsze: "pani Honorato"; a ona do mnie - "ty", podobnie jak do wszystkich naszych znajomych. O moich mężach mówiła "ón". Wchodziłam do domu i od razu otrzymywałam poufną informację szeptem:... ón śpi, ónego nima, ón ma gościa ... "ón" - wróg, obcy, zagrożenie. W jej chłopskiej mentalności - pan, którego można i trzeba traktować z przymrużeniem oka, a na pewno nie dopuszczać do tajemnic domowych.
Dopóki chodziła po moim domu w rozdeptanych kapciach, śpiewała od piątej rano godzinki na zmianę z wyklinaniem naszego kota, wiedziałam, że nic złego stać się nie może ani mnie, ani mojemu dziecku. Bo ona modli się, czuwa, rządzi. "Kochana Matko! Jedyna Matko!" - to do Matki Boskiej... "A pójdziesz ty w cholerę, gadzie zatracony" - to do kota... I znów: "Najświętsza Matko! Móóóódl się za nami!" - do Matki Boskiej... Towarzyszyła mi pani Honorata przez dwanaście lat, uczestnicząc w życiu, karierze, rozwodzie, wychowaniu mojej córki.
Do tego wszystkiego trzeba dodać, że Honorata nie skończyła żadnej szkoły, czytała, sylabizując, nie bardzo znała się na zegarku, a jednocześnie była jedną z najinteligentniejszych osób, jakie znałam.
Mój zawód i moja kariera
Nie wiedziała dokładnie, co robię. Mówiła: pani nadaje... nadaje w radyju, w telewizyi, w teatrze, nadaje... Na czym to właściwie polega , nie wiedziała ani jej to nie interesowało. Uważała, że kobieta w mieście nie powinna pracować. Kiedy urodziłam dziecko, przeganiała reżyserów spod drzwi (nawet wybitnych, ale ona o tym nie wiedziała), mówiąc: nima jej, nie będzie nadawać, ma dzieciaka... A na wszelkie próby perswazji odpowiadała niezmiennie: weź se, chłopie, inną, co to, mało artystków, co to, ona jedna do nadawania, dajże jej spokój...
Próbowałam to potem odkręcać. Tłumaczyłam jej, żeby przynajmniej ich nie odpędzała, tylko pozwoliła mi z nimi porozmawiać. Nawet nie chciała o tym słyszeć.
Telefon
To ja uczyłam ją z niego korzystać. Mówiła do wszystkich dzwoniących po imieniu, opowiadając ludziom całe moje życie przy okazji.
Pół roku błagałam, żeby nie odkładała słuchawki na widełki, kiedy idzie mnie poprosić do telefonu, bo wtedy rozmówcę rozłącza. Krzyczałam w furii, że słuchawkę odkłada się obok aparatu. Wtedy mówiła: no przecie wiem, cego się wścikas...
Po czym odwracała się z godnością, obrażała i za chwilę robiła to samo.
Po pół roku nauki pewnego dnia zadzwonił telefon, kiedy byłam w wannie, jak zwykle opowiedziała temu komuś, co robię, jak długo i co ona o tym myśli, a w ogóle jak można się tak często kąpać, u nich na wsi Józek od Łapów umarł na dzień przed ślubem, bo się wykąpał i wsiadł na motor z mokrą głową, a ja codziennie z mokrą głową gdzieś lecę, po czym poszła poprosić mnie do telefonu. Kiedy mokra, ociekająca wodą zobaczyłam, że słuchawka leży na widełkach... dostałam szału! I wtedy ona podeszła spokojnie ze słowami:
A do słuchawki:
I z triumfem, a zarazem pogardą mi ją podała. Po prostu tym razem ten ktoś się jakimś cudem nie rozłączył, czekał, zupełnie zresztą nie rozumiem dlaczego - i pół roku nauki poszło na marne.
Ubieranie się
Ona zawsze w czyściutkiej sukience "na co dzień" i chustce w wielkie róże na głowie - i w domu, i poza domem. W niedzielę w brokatowej sukience "kościelnej" i w "gazowce" w róże. Trzecia, czarna suknia, na śmierć, i chustka w srebrne róże - prezent ode mnie z Ameryki - leżała w walizeczce pod łóżkiem.
Z okazji wszystkich uroczystości i rocznic chciała, żebym jej kupowała ciepłe "galoty" i wełniane pończochy, a raz w roku, na wiosnę, wiozłam ją na bazar Różyckiego po dwie pary butów - czarne sandały i brązowe półbuty.
Kiedyś jeździłyśmy autobusem (nie miałam samochodu). Po wejściu do warszawskiego autobusu mówiła głośno "pochwalony", szukała miejsca, po czym, często zganiając jakiegoś młodego mężczyznę, sadzała mnie - zawstydzoną, młodą, dwudziestoparoletnią - siłą, a sama (staruszka) stawała przy mnie, głośno oznajmiając pasażerom:
I uśmiechała się radośnie do wszystkich.
Potem zaczepiała pierwszą kobietę przede mną albo za mną i pytała, czy jest zdrowa, czy ma dzieci, do jakiego kościoła chodzi i co u nich ksiądz mówił w niedzielę na kazaniu. Wysiadając, życzyła całemu autobusowi szczęść Boże, a do mnie krzyczała:
Na początku wstydziłam się tego wszystkiego, później nie zamieniłabym tych podróży na nic innego.
Na bazarze zaczynał się niebywały teatr z targowaniem się, obrażaniem na sprzedawców, udawaniem, że nam nie zależy (bo i mnie kazała w tym uczestniczyć). Początkowo wściekła, chciałam płacić za wszystko i prawie ze łzami w oczach syczałam do niej, że to moje pieniądze i mogę sobie z nimi robić, co chcę. Później zrozumiałam, że to nie chodzi o pieniądze, że ona nie potrafi inaczej i że to jej sprawia przyjemność. A dumy z utargowanycłi dwudziestu złotych nie da się z niczym porównać.
Ja ubierałam się tak, że ona żegnała się za każdym razem na mój widok i mówiła:
Pewnego dnia przyszła ze spaceru z dzieckiem zadowolona i jakby z czymś wewnętrznie pogodzona. Zapytałam, o co chodzi... Odpowiedziała:
Kamień spadł jej z serca. Zawstydzało ją moje przebieganie z łazienki czy poszukiwanie bielizny rano, nago, a mnie nigdy nie przyszło do głowy, że to może być dla niej problem. Kochana pani Honorata. Kiedyś mi powiedziała, że jej nikt nigdy nie widział gołej, nawet mąż, a ja, śmiejąc się, zażartowałam, że może nie było co pokazywać (wulgarna idiotka).
Dziecko
Moją córkę ubierała tak, że wstydziłam się ją odbierać z przedszkola.
Potem machnęłam ręką na niekonwencjonalne zestawy wzorków czy kolorów, a nawet szokujący zestaw "spódniczka i spodenki" jednocześnie, żeby było ciepło... Bo po pierwsze, nie chciałam Honoracie robić przykrości, a po drugie, dziecko rzeczywiście nigdy nie chorowało, nigdy nie było nawet lekko przeziębione. Jakie więc znaczenie miały wymowne spojrzenia innych matek i kiwanie nade mną głowami? Dopóki Marysia nie zorientowała się, że coś jest nie tak, nie interweniowałam.
Swoją drogą, chciałabym móc pokazać państwu choć raz moją córkę ubraną "ciepło i wygodnie" przez Honoratę, tego się nie da, niestety, opisać.
Telewizja
Dla niej okno, w dosłownym znaczeniu, na świat to była telewizja. Oglądała telewizję tylko ze mną, kiedy wracałam wieczorem, często dopiero po spektaklu. Nigdy nie kładła się spać przed moim powrotem. Zawsze czekała, żeby mi towarzyszyć, przynajmniej kilka minut, i gadała, gadała, gadała... Oglądanie telewizji wyglądało mniej więcej tak...
Jest godzina jedenasta wieczór, powiedzmy - ostatnie wiadomości.
Ona:
Ja:
Ona (obrażona):
Za chwilę...
Ona:
Ja:
Ona:
Podają informacje, że przypłynęły do Polski owoce cytrusowe.
Ona:
Ja:
Ona (obrażona):
I tak latami.
Pewnego dnia, zmęczona, w samotności chciałam obejrzeć swoją rolę w Teatrze Telewizji.
Honorata przyszła z okularami na czubku nosa, "Expressem" (którego nigdy nie zapominałam przywieźć) i herbatą dla mnie. Cały czas sylabizowała gazetę na głos, komentując każde odcyfrowane zdanie.
W końcu nie wytrzymałam:
Spojrzała na ekran i nagle mnie poznała. Zamarła. Pierwszy raz zmaterializowało się to, o czym mówiłam tyle razy. Byłam tam i siedziałam jednocześnie koło niej. Powoli spoglądała to na mnie, to na ekran. Słyszałam, jak sapie z wysiłku i jak pracuje jej mózg... I nagle... roześmiała się chytrze, jak ktoś, kto i tak jest górą, i poszła spać. Wolała nie rozumieć. A może to grzech?
Rano była na mnie obrażona.
Zwierzęta
Gady - jak je nazywała.
A rezultat był taki, że odkąd pamiętam, była ona i kot. Kot zawsze przy niej, tłusty, zadowolony z życia, wsuwający pysk do wszystkich garów, jak mówiła, przeganiany ścierką, ale w jakiś dziwny sposób przez Honoratę lubiany.
Kiedy Marysia skończyła cztery lata, uznałam, że dziecko lepiej się chowa z psem. Kupiłam młodego boksera, podrzuciłam go do domu i... zniknęłam "w odmętach sztuki".
Minął rok, starałam się pomagać, wychodziłam czasem z psem na spacer, jeździłam w wolnym czasie z dzieckiem i psem na całe dni do lasu, ale tego wolnego czasu miałam bardzo mało.
Pies tymczasem urósł, stał się silny i niebezpieczny. Honorata nie skarżyła się nigdy, a ja nie zastanawiałam się nad "drobiazgami".
Pewnego dnia wróciłam do domu wcześniej, cieszyłam się, że odbiorę Marysię z przedszkola. Przed naszym kioskiem "Ruchu" zobaczyłam długą kolejkę, a moją panią Honoratę na miejscu sprzedawcy, uspokajającą ludzi, że ten pan zaraz wróci, jeszcze tylko minutkę, uśmiechniętą i strasznie "ważną". Po chwili ujrzałam kioskarza, który wracał ze spaceru z moim psem. Zamienili się z Honoratą miejscami, pan zaczął sprzedawać, popijając gorącą kawę, a Honorata, zaprzyjaźniona z całą kolejką, ruszyła z psem do domu.
Okazało się, że prawie siedemdziesięcioletnia staruszka nie mająca siły na spacery z silnym i nie wychowanym psem, który niemal ją przewracał, i tak sobie poradziła. Umowa z kioskarzem: szklanka kawy za spacer z psem - była dla obojga korzystna.
Ta historia pierwszy właściwie raz uświadomiła mi "wielkość" Honoraty, jej wspaniałomyślność i moją "małość", egoizm i wygodnictwo.
Teraz jeszcze widzę ją, huśtającą się spokojnie na bujanym fotelu i wałkującą kota nogą na podłodze (ulubiona pieszczota), kiedy zostawiłam ich oboje samych, nie wiadomo na jak długo, tuż po ogłoszeniu stanu wojennego.
Gdy w rok później, pewnego dnia wieczorem, weszłam z dzieckiem do domu po podróży samochodem na trasie Paryż-Warszawa, bez przerwy, zastałam taki sam obrazek - niezmącony spokój, Honorata w fotelu, wałkująca nogą kota, z różańcem w ręku.
Zapytałam, dlaczego nie ogląda telewizji, dlaczego siedzi po ciemku. Odpowiedziała:
I jak gdyby nigdy nic, jakby nie było tego jej roku samotnego życia w stanie wojennym i naszej nieobecności, poszła nam zrobić herbatę...
Wychowanie dziecka
Honorata nie miała swoich dzieci. Pewnie wiele razy w życiu roniła je gdzieś podczas pracy w polu, ale nie wiedziała o tym. Opowiadała to tak:
Moje dziecko kochała jak własne, a ponadto Marysia była jej jedynym towarzystwem przez wszystkie te lata.
To Honorata wychowała moje dziecko. Inaczej być nie mogło. Początkowo byłam tym przerażona, a potem zrozumiałam, że to moje i Marysi szczęście. Wszystkie zaś podręczniki na temat psychologii dziecka, książki mówiące o wychowaniu i metodach postępowania z dziećmi, w obliczu jej metod nie miały żadnego znaczenia. Radość z tego, że się żyje, szczęście, które dają najprostsze rzeczy, prawdziwe, autentyczne dziękowanie Bogu za każde przebudzenie, za każdy zakończony dzień, każdą radość i smutek, nawet nieszczęście, miłość do ludzi i świata - oto filozofia, dzięki której wszystko nabiera harmonii. Honorata na dobranoc, sylabizując, czytała Marysi kronikę sądową z "Expressu". Opowiadała, jak w jej wsi ludzie umierali, rodzili się, chorowali i pobierali. Historie kolejnych klęsk żywiołowych, pożarów, powodzi, wichur, kołysały Marysię do snu. Opowieści o wschodach i zachodach słońca, wiośnie na wsi, pracy, świętach, postach i odpustach. A wszystko to gwarą, opowiadane pięknie, z miłością i tęsknotą.
Jajko sadzone albo zsiadłe mleko z kartoflami na kolację przez cały rok, wbrew zaleceniom pediatry, kluski, kluseczki, pierożki, omlety, nie wiem już co. Potem odchudzanie Marysi, przy akompaniamencie lamentów Honoraty nad biednym dzieckiem, co to je "stary Żyd" tak głodzi - jak mawiała nieodrodna córa polskiego ludu o lekarzu, który jednocześnie budził jej najwyższy respekt i podziw i tylko jemu pozwalała leczyć swój reumatyzm.
Moje awantury o to, że Marysia ma wszystko robić sama, że ma sobie sama zdejmować buty, żeby staruszka się nie schylała - po czym setki razy widziany obrazek, poprzedzony śpiewnym: "Maryś, Maryś, a zezujze buciki, córuś..." i Honorata na kolanach, zdejmująca buty pięcioletniemu dziecku.... Tak, moje dzikie o to awantury i porozumienie, konszachty ich obu przeciwko mnie! A wszystko przesycone miłością, dobrocią i cierpliwością Honoraty.
Nie ma takich książek na świecie, z których można by się tego nauczyć. Do dziś widzę Honoratę z "kościelnym" kalendarzem w ręku, uczącą Marysię, co kiedy zakwita, w dzień jakiego świętego, i Marysię uczącą Honoratę, jak się obsługuje pralkę, robot kuchenny czy inne urządzenie.
Rozwód
To Honorata o nim zadecydowała. Obserwowała, chodziła cicho, nie wtrącała się, aż pewnej nocy przyszła do mnie i powiedziała:
I tak się stało. Nie wiem, czy bez niej miałabym dość siły, by podjąć tę decyzję.
Nowy mąż
Pewnego dnia wieczorem siadła przy mnie.
Ja:
Ona:
Ja:
Ona:
Rozmowa dotyczyła mojego późniejszego drugiego męża.
Kościół
Honorata budowała wszystkie kościoły. Zmieniła ze mną siedem mieszkań, siedem parafii, każdy kościół budowała. Później, kiedy już prawie nie chodziła, zawoziłam ją samochodem do kolejnego budowanego kościoła i zostawiałam prawie na cały dzień latem, odbierałam po ostatniej mszy, to było całe jej szczęście.
Dziś Honorata jest w pensjonacie dla emerytowanych sióstr zakonnych i księży (co było zawsze jej marzeniem). Kiedy wysyłam Honoracie pieniądze, w miejscu na korespondencję zaznaczam na przekazie: to nie na kościół! To dla Pani! Ale i tak nie wierzę, że zatrzyma tę sumę dla siebie, więc dodaję paczkę z jej ulubionymi przysmakami.
Moi znajomi
Zawsze była u mnie bardzo samotna, dlatego każdy gość, listonosz, inkasent stanowił dla niej atrakcję i nie chciała go wypuścić z domu. Przez lata zaprzyjaźniła się z wieloma moimi znajomymi, a byli i tacy, którzy przyjeżdżali na rozmowę tylko do niej, podczas mojej nieobecności. Inni niebacznie wpadali w jej ręce i musieli zjeść pierożki, wypić herbatę i wysłuchać garści ponadczasowych, niewzruszonych prawd życiowych.
Pewnego wieczoru wróciłam do domu jak zwykle zmęczona, zła, niechętna do rozmów, po jakimś niepowodzeniu.
Ona:
Ja (zła):
Ona:
Ja:
I poszłam sobie.
Przez kilka dni wracałam późno. Ona się nie odzywała, odpowiadała tylko na pytania. Nie zwróciłam na to uwagi. Przyszła niedziela. Budzę się. Dziewiąta rano, Honorata nie poszła do kościoła. O dziesiątej idę do niej do pokoju. Płacze.
Nie odzywa się.
Wreszcie wyznaje:
Tłumaczyłam, błagałam, przepraszałam. Nic nie pomagało. Od poniedziałku zaczęła post, co w jej wieku mogło być na dłuższą metę niebezpieczne. Bardzo ją to osłabiło.
Kolejnej niedzieli skapitulowałam, poszłam do kościoła, do księdza, wszystko mu opowiedziałam (na szczęście, trafiłam na rozsądnego) i poprosiłam o pomoc. Przyszedł po południu, a po godzinie Honorata poszła z nim do kościoła na wieczorną mszę. Po powrocie zjadła kolację.
Sztuka
Zastałam ją kiedyś oglądającą solo na perkusji jakiejś sławy światowego jazzu. Nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Po kilku minutach jego zmagań, a jej śmiechu i niedowierzania:
Żyłyśmy razem dwanaście lat. Dwanaście lat mojej pracy, kariery, premier, histerii, załamań, rozstań, nieobecności, egzaltacji, sukcesów, niepowodzeń, kontraktów zagranicznych, przyjęć, nagród, wywiadów, filmów.
Dwanaście lat jej nienaruszalnych zwyczajów, spokoju i zasad, niezależnie od tego wszystkiego.
Teoretycznie, moje życie i jej nie mogło przebiegać harmonijnie, a jednak udało się.
Dziś wiem, że dopóki Honorata żyje, nawet gdzieś tam daleko, mnie i mojej rodzinie nie stanie się nic złego, bo ona się za nas modli. Dopóki żyje, ja czuję się bezpieczna.
PS. Nie mogłam jej zabierać do teatru, bo kiedy wchodziłam na scenę, głośno się z tego cieszyła i oświadczała całej sali, że "należę do niej". Pytała siedzących obok ludzi, czy im się podobam, a na próby uciszania reagowała oburzeniem.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2018.07.11 15:21 Arald98 Pasta o Julce

PROLOG
lvl 9 Dawid idę sobie radośnie do podbazy to jeszcze ten czas, w którym lubi się chodzić do szkoły na początku lekcja Religii, potem przerwa - czas zabaw wszystko supi, gramy sobie w berka myślałem już, że to będzie taki piękny dzień gdy Golem przyszedł do szkoły... Golem był dwa lata starszy, i ciągle się nade mną znęcał nauczyciele nic mu nie robili, bo jego ojciec wpłacał im jakieś dotacje na kiju właśnie biegłem od ściany do ściany, aby uciec przed berkiem wtedy Golem znikąd podstawił mi nogę i przewróciłem się na twarz straciłem wtedy chyba trzy zęby mleczne przechodząc rzucił tylko ze śmiechem "Uważaj jak biegasz młody!" moje oczy zalały się łzami a koledzy zaczęli śmieszkować byleby przypodobać się Golemowi taka sytuacja nie miała miejsca po raz pierwszy zawsze, gdy chciałem być sam, uciekałem do szkolnej kotłowni mój tata - konserwator pracujący w szkole zawsze był zajęty i nie zauważał jak przemykam przez jego pokój żeby wejść do dziury znajdującej się za dużym bojlerem pomieszczenie, do którego prowadziła dziura (nazywane przeze mnie Smoczą Grotą) mogłoby pomieścić trzech dojrzałych mężczyzn jednak sama dziura, była nawet dla małego mnie dość ciasna jak zwykle wtuliłem się w kąt wyłożony miękką gąbką po chwili, po przeciwnej stronie Groty usłyszałem jakiś dźwięk na początku uznałem, że to tylko syczenie rury podłączonej do bojlera jednak gdy po chwili źródło dźwięku zaczęło świecić mi w oczy latarką okazało się, że jest to mała dziewczynka siedziała skulona w kącie i płakała, na mój widok odrobinę się przestraszyła jako mały gówniak jeszcze nie do końca wiedziałem jak into loszki więc zacząłem rozmowę najlepiej jak potrafiłem:
(D)awid - "Co robisz w mojej kryjówce? Idź stąd!" (J)ulka - "To wcale nie twoja kryjówka, jest tak samo moja, jak i twoja!" D - "Byłem tu pierwszy! Zaraz powiem mojemu tacie i cię stąd wygoni!" J - "To zróbmy tak - ty pozwolisz mi tutaj siedzieć, a ja pomogę ci rozprawić się z tym chłopakiem, który ci dokucza." J - "Przecież dlatego tu siedzisz i płaczesz, prawda?" D - "Wcale nie płaczę! Nie jestem frajerem! A skąd wiesz, że Golem mi dokucza?" J - "Golem?" - zaśmiała się pod nosem, jakby chciała sprawiać wrażenie, że ukrywa coś przede mną J - "Twój Golem to tak na prawdę całkiem pocieszny chłopak, każdy potwór ma w sobie trochę z owieczki" D - "Niech będzie! Mamy układ, nie wierze ze Golem się ode mnie odczepi przez jakąś babę!" J - "Podaj mi mały palec" - powiedziała wysuwając malutki palec prawej ręki, który zdawał się znikać w świetle latarki złapałem ją za palec używając mojego, tak właśnie miała się rozpocząć moja wieloletnia przygoda z Julką plan zgładzenia Golema stworzony przez Julkę był bardzo przebiegły na początek, miałem odciągnąć szkolną sekretarkę z sekretariatu przygotowałem czerwoną farbę i rozcieńczyłem wodą bez zbędnych ceregieli, gdy drzwi do sekretariatu się otworzyły wylałem na siebie zawartość przygotowanego pojemnika i zacząłem krzyczeć gdy ja trzepałem się na ziemi i zebrałem wokół siebie jakiś tuzin nauczycieli - Julka podeszła do komputera w sekretariacie i wydrukowała około trzydziestu zdjęć ojca Golema - pana Żarowicza oczywiście moi rodzice zostali wezwani do szkoły i miałem karę na wychodzenie z domu, ale jak niedługo później się przekonałem opłacało się gdy następnego dnia przyszedłem do szkoły na każdej ścianie było zawieszone zdjęcie ojca Golema z dorysowanym wąsem i napisem "ŻARÓWA PARÓWA" jak przystało na śmieszków w naszym wieku Golem gdy przyszedł do szkoły i zobaczył swojego starego na drzwiach ubikacji zaczął krzyczeć, że dowie się kto to zrobił i zabije afera na całą szkołę, specjalnie zwołali rodziców większości uczniów żeby znaleźć sprawcę ale to był dopiero początek poczekaliśmy aż wszystko się uspokoi w międzyczasie trochę lepiej poznałem Julkę
Dziewczyna jest rok młodsza ode mnie, ma krótkie blond włosy, które często wiąże w kitki. Jej tata importuje owoce i warzywa zza granicy i sprzedaje wielu firmom w Polsce. Jej mama jest malarką i aktorką teatralną. Lubi czytać książki i oglądać filmy oraz malować. Przez 8 lat przeprowadzała się kilka razy. W skrócie - życie zupełnie inne od mojego. Ja - syn szkolnego konserwatora i bezrobotnej chorej matki żyłem w zupełnie innym świecie.
kolejną fazą naszego planu, było dać znać Golemowi kto stąpa mu po piętach, jednocześnie będąc odpornym na kontrataki planem było wkręcić mu, że mamy zdjęcia jak pije piwo i wyślemy jego tacie wszyscy w szkole wiedzieli, że Golem rzeczywiście popija od czasu do czasu zobrazujcie to sobie - mały chłopaczek i drobna dziewczynka grożą dwa razy większemu chłopakowi prosto w twarz oczywiście - plan nie wypalił w głowie przewijały mi się wszystkie możliwe sytuacje, od spłukiwania w toalecie po łamanie kości starałem się jednak udawać pewnego siebie, byłem przekonany, że Julka wpadnie na jakiś pomysł jednak gdy się odwróciłem, zauważyłem ją schowaną za drzwiami łazienki i stałem tam, sam na sam, ja i mój odwieczny wróg Golem zaczął napierać na mnie chcąc mnie złapać całe życie przeleciało mi przed oczami, a nie było ono za długie próbując zablokować cios Golema, instynktownie podniosłem kolano do góry, utrzymując się na jednej nodze dzięki bogu zrobiłem to w odpowiednim momencie i w wyniku mojej paniki mój przeciwnik już leżał na ziemi oszołomiony ciosem z kolana w brodę wtedy wszyscy wokół zaczęli klaskać i śmiać się na widok płaczącego Golema ja jednak wcale nie byłem szczęśliwy, nie mogłem uwierzyć, że w momencie apogeum naszego starcia Julka zostawiła mnie samego po chwili zobaczyłem ją wybiegającą z toalety, z uśmiechem na twarzy odsłaniającym brakujące mleczne zęby podbiegła i wystawiła rękę jednoznacznie licząc na zwycięską "piątkę" D - "Dlaczego mnie tu zostawiłaś? Mogłem zginąć!" J - "Wcale nie! Wiedziałam, że ci się uda, musiałeś tylko uwierzyć w siebie" D - "Po prostu przyznaj, że się wystraszyłaś i uciekłaś... W końcu jesteś dziewczyną, nie wiem czego się spodziewałem" odszedłem pozostawiając Julkę z pobłażliwą miną, nie wydawała się ona smutna, wręcz przeciwnie, z jakiegoś powodu czuła radość i dumę następnego dnia Golem przeprosił mnie za wszystko co mi zrobił, wytłumaczył, że jego ojciec zajmuje się tylko i wyłącznie pracą, nie ma dla niego czasu i tylko na mnie odreagowywał od tego czasu zacząłem kumplować się z dwa lata starszym chłopakiem imieniem Grzesiek w końcu "każdy potwór ma w sobie trochę z owieczki" zobaczyłem się z Julką i spytałem, dlaczego ona płakała gdy spotkaliśmy się w Grocie odpowiedziała "Mój tata miał wypadek" nagle zbladła po chwili ciszy spytałem "Zostaniesz moją przyjaciółką?" uśmiechnęła się do mnie i pobiegła w stronę klasy
AKT I
lvl 14 przyjaźnię się od dłuższego czasu z Grześkiem właściwie to dzięki niemu stałem się dość popularny w szkole no i oczywiście jest jeszcze Julka jej ojciec zginął w tamtym wypadku zabrał ze sobą czteroosobową rodzinę z nadjeżdżającego zza zakrętu pojazdu od tamtego czasu bardzo się do siebie zbliżyliśmy, spędzaliśmy więcej czasu razem niż samotnie łączyło nas kilka zainteresowań - filmy, podobny rodzaj muzyki mimo wielu różnic, a może właśnie dzięki nim bardzo dobrze się dogadywaliśmy i zawsze mieliśmy jakiś temat do rozmowy w każdej szkole istnieje podział na kilka grup popularni, nerdy, metalowcy itp. itd. my tworzyliśmy swoją własną - we dwoje każdy ze szkoły nas znał, chociaż nic o nas właściwie nie wiedział nazywano nas pobłażliwie "Kochasiami" w pewien piątek wracałem do domu bardzo późno, pomagałem w organizacji dyskoteki szkolnej była zima, bardzo szybko się ściemniało szedłem właśnie aleją, która skraca moją drogę do domu o jakieś 300m rodzice zawsze zabraniali mi tędy chodzić nocą, nie ma tutaj żadnych reflektorów i często nocują tu bezdomni księżyc świecący między budynkami odbijał się w kałużach powstałych po niedawno wytopionym śniegu na budynku po lewej świeci lekką purpurą hotelowy neon pod skórzanymi butami słyszę powolny, harmonijny dźwięk pluskającej wody nagle staje się on dużo szybszy zdałem sobie sprawę, że ktoś za mną biegnie zacząłem biec przed siebie w strachu przed przestrogami rodziców w końcu skręciłem chowając się w wejściu do miejscowej rzeźni stałem odwrócony do ściany, licząc na szczęście cały się trzęsłem nagle poczułem delikatny dotyk na moich plecach oczywiście przestraszyłem się i krzyknąłem jako odpowiedź otrzymałem "Cicho bądź głuptasie!" wtedy zdałem sobie sprawę, że to Julka odwróciłem się do niej i już miałem coś powiedzieć, gdy zasłoniła mi usta delikatną drobną dłonią wyraźnie dając mi znak abym zachował ciszę za jej plecami zauważyłem dwa cienie szybko przemykające przez aleję staliśmy tak około dwóch minut, Julka cały czas trzymała rękę na moich ustach w końcu wyjrzała zza rogu i dała mi znak do wyjścia w drugiej ręce trzymała dużą butelkę szkockiej D - "To ty pijesz?" J - "Jasne, że nie!" - odpowiedziała z cichym śmiechem, jakby nadal bała się, że "cienie" wrócą D - "W takim razie skąd to masz?" J - "Ukradłam" - grymas na jej twarzy ukazywał samouwielbienie i dumę co bardzo mnie zdziwiło D - "Ukradłaś!? Że co?" J - "Nie panikuj, odniosę jutro obiecuję!" J - "Chodziło tylko o odrobinę adrenaliny, rozumiesz prawda?" - powiedziała sarkastycznie, jako że wiedziała, iż nigdy nie byłem ryzykantem J - "Masz zamiar tak tu stać? No chodź, pokażę ci coś!" pobiegłem żwawo za Julką, wyraźnie podekscytowany, zawsze uwielbiałem jej tajemniczość po 30. minutach już staliśmy pod budynkiem szkoły za dziurawą rynną leżała drewniana płyta, która po odsunięciu odsłaniała wybite okno dające dostęp do kotłowni szkolnej Julka odważnie wskoczyła do środka i wyciągnęła w moją stronę rękę z uśmiechem wskoczyłem za nią, po chwili już staliśmy przed "Smoczą Grotą" staliśmy tam dobre pięć minut, wtedy złapała mnie za rękę i przytuliła do ramienia miała na sobie kremowy sweter, czarną spódnicę do kolan i czarną czapkę założoną na uszy w taki sposób aby odsłonić jedynie jasną grzywkę lekko powiewającą przez ciepłe powietrze ze szkolnej wentylacji po chwili gwałtownie wzięła z biurka młotek i zaczęła powiększać wejście do Groty weszła do środka i pociągnęła mnie za rękę usiedliśmy oboje oparci o miękką wykładzinę Julka wyjęła z plecaka świecę i z pomocą zapałek rozpaliła ją rozświetlając małe pomieszczenie oparła głowę o delikatną ścianę, jej oddech uspokoił się, stał się ledwo słyszalny J - "Myślisz, że kiedy nas już tu nie będzie, to czy ktokolwiek będzie za nami tęsknił?" jej głos był spokojny i melodyjny, był cichy ale rozniósł się po kotłowni harmonijnym echem D - "Nie wiem i szczerze mówiąc to nie obchodzi mnie to" J - "Właściwie to mnie chyba też nie..." jej ciemnozielone oczy zaszkliły się, widać było w nich rozmyty blask świecy D - "Ale zawsze możemy liczyć na siebie, prawda?" momentalnie rozpromieniała a na jej twarzy pojawił się stłumiony uśmieszek, jakoby spodziewała się moich słów przez chwilę patrzyliśmy wspólnie w ogień świecy odwróciłem się próbując coś powiedzieć zobaczyłem leżącą spokojnie Julkę, jej oddech był rytmiczny i spokojny - spała przykryłem ją moim płaszczem i zabrałem butelkę whiskey wyszedłem z dziury i odniosłem butelkę do sklepu, przepraszając za to co zrobiłem na szczęście sprzedawca okazał się całkiem miłym facetem wróciłem do szkoły i położyłem się obok Julki po chwili zasypiając
AKT II
lvl 17 wyprowadziłem się do miasta, tak się złożyło, że razem z Julką nowe znajomości, pierwsze inby właśnie na jednej z nich poznałem Natalię wysoka, śliczna brunetka, marzenie każdego faceta w okolicy trochę zacząłem olewać Julkę, w moim domu ciągle przesiadywała pierwsza miłość Julka wydawała się uradowana, że miałem dziewczynę bardzo zmieniła się przez te kilka lat, stała się bardziej skryta i cicha nawet zaczęły się lubić - wspólnie malować paznokcie i inne takie babskie sprawy cieszyłem się, ale w głębi duszy miałem nadzieję na odrobinę zazdrości minęły trzy miesiące a Natalia zamieszkała z nami nasze mieszkanie było całkiem spore, tylko dwa pokoje ale z pokaźną powierzchnią w szkole szło mi świetnie i w dodatku w każdy weekend inby ze śliczną dziewczyną moją osiemnastkę spędziliśmy w trójkę w plenerze, nie chciałem robić z niej imprezy gdy Julka zasnęła przeżyłem swój pierwszy raz z Natalią mijały kolejne tygodnie od czasu do czasu wpadał do nas Grzesiek ale nie będę tracił czasu na opisywanie moich relacji z nim w każdym razie był to mój najlepszy kumpel pewnego razu poszedłem z Grześkiem i Natalią do klubu Julka musiała uczyć się do egzaminu i tak zawsze tylko stała przy barze i wychodziła bardzo szybko typowa imprezowa rutyna lufa, lufa, do łazienki na blanta, kolejna lufa minęło tak z 2 godziny na tańczeniu, ładnie się wkręciłem poznałem jednego Tomka, gadaliśmy sobie o filmach, wydawał się spoko mordeczką z oczu zniknęli mi Grzesiek i Natalia no to idę do łazienki ich poszukać, nawet w damskiej sprawdziłem - nic idę na parking zapalić fajkę no a z mojego samochodu słychać jęki otwieram drzwi a tam Grzesiek pier,doli moją dziewczynę oczywiście tłumaczenie, że to przez alkohol i zioło kazałem im obu spier,dalać do domu wróciłem wkur,wiony jak nigdy, zebrałem rzeczy Natalii i wyrzuciłem przed mieszkanie Julka nawet o nic nie pytała, wyraźnie wyczuła co się stało położyłem się do łóżka całą noc nie mogłem spać późną nocą do mojego pokoju przyszła Julka stanęła przed moim łóżkiem, w długiej koszulce sięgającej jej prawie do kolan z mokrymi, rozpuszczonymi włosami chwilę tak stała i patrzyła na mnie, chyba myśląc, że śpię jej sylwetka była idealnie widoczna w świetle księżyca przebijającym się przez firany po chwili cicho podeszła do łóżka i delikatnie wsunęła pod grubą, ciężką kołdrę przytulając do mojej piersi oczywiście pomyślałem, że to dość jednoznaczne ale nie myślałem o tym za dużo owej nocy po dużej ilości alkoholu obudziłem się wcześnie rano, obudził mnie dźwięk rozbijanej butelki piętro wyżej Julka wciąż spała a spod puchowej kołdry wystawał tylko jej mały nosek objąłem ją delikatnie przez te wszystkie intensywne dla mnie miesiące ona pilnie się uczyła, nigdy mi nie dorównując lecz będąc niewiele gorsza nigdy nie chodziła na imprezy, zawsze wolała ciszę i spokój od facetów również się odganiała jestem też przekonany, że nigdy się nawet nie całowała - mimo niewątpliwej urody może jest lesbijką? Nie - nie ukrywałaby tego przede mną Natalia miała dwóch facetów przede mną, nie była dziewicą gdy zaczęliśmy być razem poczułem się dość wyjątkowo myśląc, że nikt nie zbliżył się do Julki tak bardzo jak ja mimo, że jedynie się czasem przytulaliśmy, to jej ciało należało do mnie tak jak do nikogo innego nigdy wcześniej co ja w ogóle gadam? ona wcale nie jest w moim typie... to po prostu dobra koleżanka muszę jej powiedzieć, że nic z tego nie będzie wyskoczyłem z łóżka, ubrałem się i usiadłem na fotelu stojącym przed łóżkiem na którym wciąż spała Julka po jakiś dwudziestu minutach otworzyła oczy ziewając i przeciągając się niczym kot spojrzała na mnie ze słodkim uśmiechem czułem się okropnie będąc zobligowanym do powiedzenia jej co o nas myślę w końcu w ogóle do siebie nie pasowaliśmy! D - "Słuchaj, powiem prosto z mostu... My nie możemy być razem, ja nie myślę o tobie w ten sposób" na jej twarzy pojawił się grymas zdziwienia a jej oczy zalały się łzami D - "To nie chodzi o to, że czegoś ci brakuje, po prostu... nie pasujemy do siebie, wolę inny typ dziewczyny" mój głos stał się drżący, wręcz histeryczny nawet nic nie odpowiedziała, tylko wybiegła z płaczem ubrała się i wyszła
AKT III
Julka wróciła wtedy bardzo późnym wieczorem, śmierdziała alkoholem, była kompletnie pijana było to do niej bardzo niepodobne, wystraszyłem się położyła się na kanapie i zaczęła śmiać opowiedziała mi o poznanym chłopaku, dała mu swój numer i umówiła się za kilka dni chyba nigdy nie widziałem jej tak szczęśliwej wywołało to u mnie zakłopotanie, trochę mnie to dobiło ale w końcu czego się spodziewałem? Sam tego chciałem następnego wieczora poszedłem trochę odreagować na imprezę do pobliskiego klubu oddalonego zaledwie trzy przecznice od mojego mieszkania poznałem tam Weronikę, była bardzo ładna choć inteligencją nie grzeszyła, ale właściwie to tego było mi trzeba po kilku drinkach i gładkiej gadce była moja mi alkohol jakoś do głowy nie uderzył ale zabrałem ją do mieszkania kazałem jej być cicho, żeby nie obudzić Julki ale była tak pijana, że obijała się o wszystko na swojej drodze wreszcie doszliśmy do mojego łóżka, popchnęła mnie na nie i od razu przeszła do rzeczy jakoś nie sprawiało mi to takiej przyjemności jakiej się spodziewałem... nagle w całym mieszkaniu rozbłysło światło w progu drzwi stała Julka i patrzyła na nas przez chwilę zaczęła się wydzierać, że jest moją dziewczyną i kazała Weronice spier,dalać z naszego mieszkania gdy ta wybiegła z mieszkania całkiem naga Julka zaczęła się głośno śmiać mi wcale nie było do śmiechu D - "Wytłumaczysz mi co to było? Myślisz, że możesz odpie,rdalać takie rzeczy!?" J - "Och daj spokój, znajdziesz sobie kolejną idiotkę" D - "Ha! Ty jesteś po prostu zazdrosna bo wcale mi się nie podobasz a od tylu lat się o to starasz!" D - "Zrozum - MIĘDZY NAMI NIC NIE MA - NIC!" trochę mnie poniosło nie... bardzo mnie poniosło J - "Myślisz, że jesteś lepszy ode mnie? Ja miałam tyle facetów na twoje miejsce, że nawet sobie nie wyobrażasz ty imbecylu!" J - "Ja robiłam tak dużo dla ciebie! Myślisz, że ktokolwiek zna cię tak jak ja? Że ktokolwiek sprawi, że będziesz szczęśliwy tak jak ja bym to zrobiła?" D - "O mnie nie masz co się martwić, ja będę szczęśliwy mogę ci to nawet obiecać!" nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek w taki sposób wybuchła J - "Masz rację... To koniec, mi już też nie zależy, idę do Marcina on chociaż o mnie w ogóle dba" D - "Marcina? Doroszańskiego Marcina? hahaha nie mówisz serio prawda?" J - "O co ci tym razem chodzi, co?" D - "Przecież on jest dilerem, nie mów, że nie wiedziałaś" J - "Wiedziałam ale nie obchodzi mnie to, on jest czuły i zależy mu na mnie" D - "No dalej Julka, nie bądź głupia przecież jemu zależy tylko na tym żeby cię zaliczyć i dobrze o tym wiesz!" J - "I może tego chcę! Tylko ty możesz sobie pozwolić na coś takiego?" D - "Daj spokój... ty nie jesteś taka. Przepraszam okej? Nie chciałem cię zdenerwować... Usiądźmy i pogadajmy na spokojnie" J - "Dobre mi sobie!" wybiegła z mieszkania z hukiem, byłem strasznie wkur,wiony wyjąłem z lodówki butelkę tequilli i usiadłem przed telewizorem minęły jakieś dwie godziny, było późno, zacząłem się martwić z głowy nie mogłem wyrzucić obrazu jej kochającej się z tym prostakiem co ja odje,bałem!? przecież zawsze mi na niej zależało! Zawsze ją kocha... czy ja? tak tak! Zawsze ją kochałem! Kur,wa mać co ja zrobiłem! moje serce przepełniła zazdrość i strach mimo, że ledwo stałem na nogach to wsiadłem do samochodu zadzwoniłem do Grześka on gdy tylko odebrał zaczął mnie przepraszać i pytał co się stało ja tylko spytałem o adres Marcina i rozłączyłem się minęło może 10 minut i już stałem przed blokiem, w którym mieszka Marcin wszedłem na trzecie piętro i stanąłem przed mieszkaniem nr. 7 w powietrzu czuć było zapach marihuany i alkoholu wziąłem głęboki oddech i zapukałem energicznie do drzwi otworzył Marcin, jego oczy były całe czerwone, ewidentnie był cholernie naćpany za jego plecami zobaczyłem Julkę, w samej bieliźnie, z strzykawką na stole moje serce na chwilę kompletnie stanęło powodując przeszywający ból w piersi wbiegłem do środka, delikatnie złapałem za szyję Julki próbując wyczuć tętno było bardzo słabe, a może wcale nie jest tak źle? Może to tylko alkohol uderza mi do głowy? w każdym razie muszę jej pomóc! wyjąłem z kieszeni telefon drżącymi rękoma wystukałem 112 po słowach "Potrzebuję karetki na ulicę..." poczułem pistolet przy skroni i usłyszałem "odłóż ten telefon skurwielu" zrozumiałe - zaraz wpadłaby tu policja i Marcin poszedłby siedzieć odwróciłem się do niego twarzą, spojrzałem prosto w oczy z pogardą na jego twarzy zobaczyłem uśmiech, pogardliwy kur,wa uśmiech jakby ze mnie kpił złapałem za jego ręce i podniosłem w taki sposób, że pistolet był skierowany ku górze jednak Marcin, dobrze zbudowany był silniejszy ode mnie po chwili przepychanki słychać wystrzał oboje upadliśmy na ziemię nie poczułem żadnego bólu szybko zacząłem obmacywać każdą część swojego ciała w panice szukając dziury od kul Marcin robił to samo Ha! Nic mi nie jest! ale Marcin też jest cały gdzie jest kula? nie potrzebowałem długiego czasu na odpowiedź odwróciłem się i zobaczyłem kanapę powoli zalewającą się krwią a w brzuchu Julki dziurę od kuli to co wtedy poczułem nie może zostać opisane słowami uczucie utraty ukochanej osoby przez własną arogancję i głupotę szybko wziąłem ją na ręce i pobiegłem do samochodu moje oczy były ciągle pełne łez, jechałem jak szalony nie raz mijając czerwone światła wreszcie dojechałem cały brzuch Julki był we krwi a na fotelu powstała jaskrawa kałuża szybko wbiegłem do szpitala wołając histerycznie o pomoc po chwili widziałem jak wieźli Julkę na salę operacyjną
AKT IV
minęła godzina, lekarze skończyli operować pielęgniarka powiedziała mi, że Julka jest w stanie krytycznym i jutro dowiemy się czy będą potrzebne kolejne operacje spojrzałem na nią leżącą w łóżku szpitalnym była spokojna, spała dokładnie ją obejrzałem duże czoło, krótkie nogi, lekko wykrzywiony nosek wszystkie wady jakie wcześniej zauważałem przemieniły się w odchylenia od ideału, kosmetyczne błędy popełnione przy kreacji anioła położyłem się obok głaszcząc jej miodowe włosy dużo myślałem o tym co przeszliśmy razem, o tym, że nigdy nie byłem sam dzięki niej o tym, jak ją potraktowałem i gdzie nas to doprowadziło po kilku minutach obudziła się otwierając duże zmęczone, zielone oczka i patrząc na mnie zadziwiona D - "Cześć" zacząłem śmiać się przez łzy D - "Jak się czujesz?" J - "Bywało lepiej" J - "Przepraszam... To wszystko moja wina!" D - "Nie przepraszaj! To wcale nie twoja wina, tylko i wyłącznie moja i to ja bardzo przepraszam" D - "Kocham cię, mała, na prawdę. Nie wiem dlaczego nie mogłem się do tego przyznać" objęła mnie i pocałowała w policzek D - "Wszystko już będzie dobrze. Pamiętasz co planowaliśmy? Ty będziesz aktorką a..." J - "... a ty prezydentem, tak pamiętam. Zamieszkamy na wsi i będziemy produkować bimber a potem umrzemy w wieku 80 lat jako szczęśliwi staruszkowie" D - "Ale my byliśmy naiwni jak to wszystko wymyślaliśmy!" J - "Wcale nie! Jeszcze nam się uda zobaczysz!" D - "Nie o to chodzi! Dużo lepiej byłoby hodować zioło!" na twarzy Julki pojawił się szeroki uśmiech patrzyliśmy na siebie przez długi czas wtedy pierwszy raz ją pocałowałem przytuliła się do mnie mocno i zasnęła byłem tak szczęśliwy, że chciałem zacząć krzyczeć chyba przez dwadzieścia minut śmiałem się do samego siebie wtedy zasnąłem Julka zmarła tej nocy w wyniku obrażeń wewnętrznych gdy się obudziłem w jej drobnej, zimnej rączce znalazłem pogięte zdjęcie to było nasze pierwsze wspólne zdjęcie po zamieszkaniu razem na odwrocie napisała:
"Wiem, że będziesz teraz załamany ale nie ma o co się martwić wyjdź teraz ze szpitala, pójdź do sklepu, ukradnij najdroższą butelkę szkockiej jaką znajdziesz. Teraz przyjdź do szkoły, przytul się do miękkiej wykładziny i podaj mi mały palec. I bądź szczęśliwy - obiecałeś mi to! "
submitted by Arald98 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2018.05.16 01:17 koops6 Udawałem zwolennika KOD-u i weganizmu aby zaruchać

Udawałem zwolennika KOD-u i weganizmu aby zaruchać. Piękna dziewczyna z innego kierunku studiów oczarowała mnie swoim wyglądem, wdziękiem i poczuciem humoru. Gdy w chłodny lutowy poranek zobaczyłem ją pierwszy raz na zajęciach to przysiągłem sobie, że zrobię wszystko aby ją posiąść. Od razu tak się ustawiłem, żeby usiąść obok niej, a że dopisując się na nasze zajęcia nikogo nie znała, to byłem pewny że mnie o coś zapyta. I faktycznie, spytała o prowadzącego, jakieś zaliczenie wykładu, rozmowa potoczyła się zgrabnie i ładnie, dokładnie tak jak jej pupa. Jestem dość przystojny, pewny siebie i dowcipny, więc z miejsca zacząłem ją urabiać i widać było że mnie polubiła. Po zajęciach wpadam do domu i zapraszam ją do znajomych na facebooku. Zaakceptowała. Następne 3 godziny spędziłem na przescrollowaniu całej jej tablicy wstecz aż do 2010 roku oraz przejrzeniu wszystkich polubień. Gra o Tron, Kobiety Bez Serca, Beyonce, ciężko tu się było czegoś złapać aby znaleźć z nią wspólny język.. W końcu jest - Komitet Obrony Demokracji oraz kilka wegańskich fanpejdży. Oto moja szansa.
Oczywiście sam jestem twardym kucem i generalnie aprobuję #dobrazmiana , no ale uznałem że w życiu towarzyskim zawsze się trochę oszukuje. Od lat szydziłem w internecie z wegan i uważam ich za groźną sektę, jednak i w tym przypadku trzeba było złamać swoje ideały. Przez następne dni przeczytałem kilka wypożyczonych książek i artykułów na temat weganizmu tak aby osiągnąć dostateczny poziom pozwalający nie tylko na swobodną rozmowę, ale także zarzucanie dziewczyny ciekawostkami o których nie słyszała. Zagłębiłem się również w struktury KOD-u, a nawet polubiłem ich fanpage. Dwóch znajomych kuców wyskoczyło do mnie z mordą, ale uspokoiłem ich że to tylko ironiczne polubienie aby infiltrować wroga. Ok, mogłem działać. Co tydzień siedziałem obok Magdy na zajęciach i rozmawialiśmy sobie o tym i owym. Na czwartych zajęciach gdy wyjmowała z torby zeszyt, zauważyłem że miała tam też małą plakietkę KOD-u, którą najwyraźniej chciała wziąć na sobotni marsz. Rzuciłem mimochodem 'o, widzę że też wspierasz KOD?' a ona od razu zrobiła wielkie oczy i uśmiechnęła się szeroko. To jest to. Po zajęciach siedzieliśmy sobie na korytarzu i równo obrzucaliśmy łajnem złowrogi reżim Kaczyńskiego, skandal z TK i antyludzką ustawę aborcyjną. Setki razy toczyłem dyskusje z lewakami na te tematy więc po prostu powtarzałem ich co rozsądniejsze argumenty, a Magda słuchała z wypiekami na twarzy. Po godzinie spytała czy pójdę z nią na marsz.
Jasne, oczywiście, że tak. Magdzie wyraźnie ulżyło, otworzyła się i zaczęła mówić, że mało kto się tym interesuje, zwłaszcza wśród mężczyzn, którzy wolą jakichś radykałów typu Korwin (odkaslnąłem po cichu) i tak bardzo się cieszy bo jestem taki fajny. Zastanawiałem się czy od razu przyznać się jej że jestem też weganinem, ale uznałem, że trzeba dawkować emocje. Nazwałem Korwina starym idiotą i raz jeszcze posługując się argumentami lewicowców zbeształem go równo z świeżo skoszoną trawą w pobliskim parku do którego się wybraliśmy. Magda kiwała entuzjastycznie głową a ja modliłem się aby nigdy nie zobaczyła że mam polubione na facebooku wszystkie możliwe prawicowe fanpejdże i portale. Uznałem że to zbyt ryzykowne i jak tylko wsiadła w autobus do domu to ręcznie wszystkie odlajkowałem. Jednocześnie uznałem że jak wieczorem zobaczę ją online to polubię 'Weganizm Udomowiony'. I tak też uczyniłem jak tylko się zjawiła. Niestety, musiała to przeoczyć. Dwa dni później natknąłem się na nią na korytarzu, porozmawialiśmy chwilę, ustawialiśmy się już na marsz gdy nagle spytała czy pójdę z nią do centrum handlowego bo jej znajomi z KOD-u będą rozdawać tam ulotki i moglibyśmy pomóc. Bałem się, że zobaczy mnie ktoś znajomy, ale po chwili zgodziłem się wesoło. Niewidzialna ręka wolnego rynku ewidentnie mi sprzyjała, bo gdy doszliśmy na miejsce to okazało się, że rozdali już wszystkie ulotki i poszli do domu. Smutna Magda nie wiedziała co zrobić więc pomyślałem że zaproszę ją na obiad. I prawie popełniłbym błąd swojego życia.
Chciałem zaproponować jakiś fast food bo niedaleko było KFC i McDonald's ale na szczęście w porę ugryzłem się w język. Chwila ciszy i mówię 'wiesz co, zgłodniałem przez te ulotki, zabrałbym cię do jakiejś knajpy, ale sam jestem weganinem i takie jedzenie może ci się nie spodobać..'. Szok. Niedowierzanie. Magda w ekstazie mówi piskliwym głosem że to niezwykłe że też jestem weganinem, że ona jest od dawna i znajomi ją wyśmiewają i tak się cieszy że taki jestem i w ogóle zna tutaj jedno miejsce gdzie dostaniemy sałatkę warzywną. Źrenice miała poszerzone, na ustach błogi uśmiech a ja zacząłem się zastanawiać czy penetracja jej pochwy będzie warta konsekwencji ewentualnego przystąpienia do sekty wegan. No nic, poszliśmy tam i zamówiliśmy dwie warzywne sałatki, 20 zł za sztukę. Jakieś liście sałaty i inne krzewy, istny dramat, jak ja to zjem.. Motywowały mnie maślane oczy Magdy więc nadludzkim wysiłkiem wyjadłem całą koniczynę i popiłem koktajlem z rukoli, jednocześnie myśląc o ulubionym kotlecie z kurczaka. Toczyliśmy bardzo ciekawą dyskusję na temat weganizmu i dziwiliśmy się jak ludzie mogą jeść mięso. Na pożegnanie dała mi buziaka w policzek i pomachała z uśmiechem. Penis od razu podniósł głowę, a ja zastanawiałem się czy to efekt Magdy czy spożycia pokrzywy. Na marszu KOD-u było zaskakująco fajnie, ludzie byli weseli, były rodziny z dziećmi, starsi ludzie, radosna atmosfera, wiele ładnych dziewczyn, a tuż obok mnie szedł sam Ryszard Petru. Dla Magdy to było niemal jak religijne przeżycie, widziałem jej łzy w oczach gdy Tomasz Lis i Mateusz Kijowski wykrzykiwali rewolucyjne hasła. W końcu stało się to na co czekałem od tak dawna - Magda spytała czy chcę przyjechać do niej do domu.
Jasne, oczywiście, że tak. Wracając Magda mówiła, że jest przeciwna karze śmierci, ale Kaczyńskiego to wypadałoby jakoś usunąć bo to jest chore jak niszczy Polskę i dzieli Polaków. Gorliwie kiwałem głową i szydziłem z PiSu. Dojeżdżamy pod blok, wchodzimy do mieszkania, Magda mówi że jej współlokatorka wróci dopiero za 2 dni, zaprowadziła mnie do swojego pokoju a tam na ścianie plakat Kijowskiego. Zniesmaczyło mnie to bo pomyślałem sobie, że będzie mi robić loda a ja będę zmuszony wpatrywać się w oblicze starego alimenciarza. No nic. Zrobiliśmy prasówkę, przyniosła mi kilka owoców, porozmawialiśmy o innych sprawach, robiło się późno więc odpaliliśmy jakiś film i powoli zacząłem się do niej dobierać. W ogóle nie opierała się moim konserwatywnym palcom, a głaskanie szybko zmieniło się w macanie i po chwili połączyliśmy nasze usta w błogim demokratycznym tańcu. Pomyślałem, że jak teraz mi się odda to z wdzięczności spłacę alimenty Kijowskiego. Nic bardziej mylnego. Magda nagle wszystko przerwała i powiedziała, że to się dzieje za szybko, że ona musi mieć pewność, że jestem super i w ogóle ale chce zobaczyć czy zależy mi tylko na jednym i czy wytrwam choć jedną noc. Wkurwiłem się, ale oczywiście pokazując lewicową wrażliwość uznałem, że w porządku i po krótkim całowaniu poszliśmy spać.
Na śniadanie kolejna sałatka warzywna, rozmowa, a potem Magda powiedziała że chętnie pożyczy ode mnie książkę o weganizmie o której tak wiele jej opowiadałem. Spoko. Pojechaliśmy do mnie do domu, rodzice byli wstrząśnięci że sprowadziłem tak piękną dziewczynę. Niestety, ta wizyta była fatalnym błędem. Siedzieliśmy w moim pokoju, ale dokładnie było słychać jak mój tata, twardy PiSowiec, oglądając TV wyklina od najgorszych uczestników marszu KOD-u. 'Banda idiotów', 'alimenciarz pierdolony', 'ten Lis jebany ma czelność coś mówić, powinno się go rozstrzelać', 'pedał Petru', '100 tysięcy debili', 'pieprzona żydówa Holland' to najmilsze epitety jakimi rzucał. Odciąłem się cicho od tych słów i miałem nadzieję, że Magda nie będzie mnie oceniać przez ten pryzmat. Uznałem, że trzeba brać tę książkę i wracać do niej do domu. Szybko idziemy do przedpokoju a tam tata woła do mnie 'hehe synu widziałeś tych debili? Twój Korwin dobrze mówił, na protestujących trzeba wysłać czołgi'. Gulp. Nerwowo przełknąłem ślinę, a tu po chwili drugi cios, bo mama pyta się czy zostaniemy na obiad, bo zrobiła mój ulubiony filet z kurczaka. Złapałem się za głowę, a Magda cicho szlochając wybiegła z domu. Oczywiście pobiegłem za nią, ale nie chciała ze mną rozmawiać, krzycząc że jestem oszustem. Miała rację. Oszukiwałem ją perfidnie, aby zaruchać. Taka była bolesna prawda. Mówiłem jej że olać ten KOD i rośliny, że mi na niej zależy ale odeszła dodatkowo usuwając mnie ze znajomych. Od tamtej pory na zajęciach siedzi w kącie i nawet na mnie nie patrzy. Jadłem rośliny i szedłem w marszu KOD-u by skończyć w szambie. Nie warto było.
submitted by koops6 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2017.05.09 17:53 jedzz Internetowy sklep komputerowy z dobrą obsługą klienta?

W styczniu kupiłem w x-komie gtx1060. Jakoś po 20 dniach zorientowałem się, że nie usypia się pod Linuksem. Za późno na zwrot bez podania przyczyny, ale stwierdziłem, że nie zaszkodzi spróbować z reklamacją. Opisałem, że karta sprawna, ale przez sterownik linuksiany nie mogę jej normalnie używać i poszła na gwarancję. Po miesiącu wróciła wymieniona. Oczywiście nie pomogło to na problemy ze sterownikiem, no to pakuję, oddaję po raz drugi, tym razem rękojmia. Ta sama sytuacja - piszę, że problem ze sterownikiem i pod Linuksem, dostaję sms, że jest do odbioru i że wymieniona. Dzwonię, pytam jak to ma działać, skoro ostatnio nie działało. Dowiaduję się, że w przypadku rękojmi technicy x-komu sprawdzają kartę, więc może tym razem coś się zmieniło. Tak. Okazało się, że pod Windowsem też występuje problem i go naprawili. Z tym, że ja od początku pisałem o Linuksie, gotów przyjąć informację, że 'Linuksa to my nie wspieramy'. Ale nigdy żadnej informacji z serwisu na ten temat. Oddaję kartę do serwisu po raz trzeci i piszę na fejsbuku, bo na social media to czasem się zwraca uwagę.
Nagle jest jakikolwiek kontakt. Mejlowo piszą, że sorki, Linuksa to my nie wspieramy, radź se sam. Jest też kontakt telefoniczny z gościem, który chyba stara się jakoś pomóc, bo kiedy pytam czy nie można tego wymienić na rx480, taka sama półka cenowa, a testowałem i nie mam z nim tego problemu, mówi, że może się uda. Ale za chwilę dostaję mejla, że karta do odbioru, reklamacja bezzasadna. To pytam co z tą wymianą. Ano nie możemy, bo pudełko się nie zgadza, bo karta była wymieniana, nie będziemy mogli odsprzedać. Nosz kurwa. Odbieram kartę i wystawiam na allegro, bo nie mam już siły się dalej w to pakować.
W międzyczasie dzwoni jeszcze raz pan załagadzacz konfliktu, mówiąc, że mogę się powołać na tę sprawę przy następnych zakupach i dostanę atrakcyjną ofertę. Pytam co znaczy atrakcyjna oferta na przykład dla rx580.
ale jakiego rx580? Jest dużo modeli.
asus strix rx 580.
ehe, hym dowiem się.
Dwa tygodnie później piszę mail, że halo, dzwonił człowiek, mówił atrakcyjna oferta na rx580, fajnie, fajnie, gdzie ona jest?
Za niedługi czas dzwoni pan z niesamowicie korzystną ofertą. 1349zł za kartę o która pytałem. Normalna cena w x-komie 1399, świetna oferta. Aż 3% obniżki! Koło połowa tego jeśli liczyć, że w innych sklepach jest za 1379.
Można powiedzieć 'ale czego ty chcesz, obsłużyli twoje reklamacje, sam się prosisz ze swoim hipsterskim systemem'. No i rzeczywiście, na pudełku jest tylko informacja o wspieraniu Windowsa (Na pudełku z rx480 był też Linux, ciekaw jestem jak sprawa by się potoczyła gdybym miał podobny problem w takim wypadku). Ale dopóki nie zahaczyłem o social media, nikt się tym nie przejął, a wtedy byłem już nieziemsko zirytowany, a karta siedziała sobie przez 3 miesiące poza moim komputerem, w moim komputerze może miesiąc w sumie. A wystarczyłoby na początku wyłożyć kawę na ławę, od razu trafiłaby na allegro, bez tracenia czasu na idiotyczny serwis i kasy, bo zdążyła się już trochę zestarzeć.
I teraz pytanie zadane w tytule: czy istnieje jakiś internetowy sklep komputerowy który w razie jakichś problemów nie pójdzie po najmniejszej linii oporu?
TLDR: X-Kom bardzo fajnie sprawia pozory dobrej obsługi klienta, ale jeśli chodzi o rzeczywistą obsługę reklamacji idą po najmniejszej linii oporu. Jest jakiś sklep, który cieszy się dobrą reputacją w tej dziedzinie?
submitted by jedzz to Polska [link] [comments]


2017.01.08 18:44 SoleWanderer Wyborcza.pl - Wywiad ze Stefanem Niesiołowskim

Pani chce, żebym powiedział coś dobrego o Kaczyńskim, a ja chcę zapomnieć, że go znałem - Stefan Niesiołowski mówi w rozmowie z Donatą Subbotko. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej DONATA SUBBOTKO: Pan profesor poluje? STEFAN NIESIOŁOWSKI: W życiu muchy nie zabiłem.
Na ścianie wisi pana zdjęcie z jakimś trofeum. – Z kaczką. Pozowane, aluzja do Kaczyńskiego. Ale że muchy nie zabiłem, to nieprawda. Zabiłem do badań naukowych.
A prezes powiedział kiedyś, że ma pan świetny życiorys. – Chyba dawno temu?
Potem mówił, że pan się stoczył. – Stacza to się pijak albo przestępca. Dla Kaczyńskiego każdy, kto go nie popiera, jest głupi albo podły.
Niesamowite wystąpienie Stefana Niesiołowskiego [WIDEO]
Może i pan powie o nim coś dobrego? – Nie chcę mówić o nim nic dobrego. Dlaczego?
Przyjaźniliście się. – Jakie to ma znaczenie? On się zmienił. Szkodzi Polsce. Nie powiem, że się stoczył. Po prostu wprowadza w Polsce dyktaturę. Jak Erdogan w Turcji, Łukaszenka na Białorusi, Putin w Rosji.
Moglibyśmy zadać kłam opinii, że pan zieje nienawiścią. – A co mnie obchodzą takie opinie? Pani czytała, co o mnie piszą, jak pokazują? W kaszkiecie NKWD. Albo między Berią, Stalinem, Hitlerem i Tuskiem. Niesiołowski oszalał! Do psychiatryka go! Wampir, morderca, czekista! Zbieram sobie co lepsze wycinki. Całe pudełko mam.
Musi być ogromne. – I oni mają prawo mówić, że zieję nienawiścią? Pani się na to łapie?
Pytam. – Ale tak pani mówi, jakby cień racji w tym był. Proszę przynieść „Gazetę Polską” i porozmawiamy. Pani chce, żebym powiedział coś dobrego o Kaczyńskim, a ja chcę zapomnieć, że go znałem.
Wszyscy, wrogowie Kaczyńskiego
(TELEFON)
– Co? Nie, no, walka jest o Polskę, o wszystko. To rak. Rak, który ma kolejne przerzuty. Co? Nie, nie można się załamywać. Polska przeszła zabory, okupację... Nie przesadzaj, przez jednego kurdupla nie przeżyjemy? No, jest to nieprzyjemne, też się czuję upokorzony... Tę wolność straciliśmy tak łatwo... No trudno, walka trwa, przyjacielu. Musimy iść do parku, poczekamy na wiosnę... Tak, tym razem w gumofilcach.)
To pan profesor jeszcze zbiera owady? – Niedawno motyle hodowałem, dla wnuczki. Zosia ma sześć lat. Kiedy się wykluły, mówi: „Było jajko, gąsienica, z gąsienicy poczwarka, a z poczwarki motyl – i to jest, dziadku, rozwój”.
Bierze pani np. gąsienicę rusałki z liści pokrzywy, trzyma ją w słoiku, po dwóch tygodniach powstaje z tego poczwarka, która pewnego ranka pęka. Najpierw widać czułki, głowę i następuje ten piękny moment, kiedy z poczwarki wychodzi motyl. Siada zmęczony, ze zwiniętymi skrzydłami. Po pół godzinie zaczyna je pompować. Wykonuje rytmiczne ruchy odwłokiem, skrzydła sztywnieją i po dwóch, trzech godzinach motyl jest gotowy do lotu.
Stefan Niesiołowski: Ten świat należy bardziej do owadów, niż do nas
Muchówki poszły w odstawkę? – Nie. Ciągle bardzo mi się podobają, chociaż dla ludzi są wstrętnymi robalami. Zajmowałem się wodnymi owadami. Prace magisterską i doktorską pisałem z meszek, habilitacyjną z muchówek Empididae (wujkowatych), które w Polsce były mało znane. Odkryłem około 20 gatunków, ale jak na grupę niezbadaną, to niedużo. Niektórym nadawałem nazwiska kolegów – w rewanżu. Mój kolega Andrzej Woźnica odkrył w muzeum pod Himalajami nowy gatunek muchówki z rodzaju Suillia , którą nazwał „niesiolowski”. Niemiecki badacz Rüdiger Wagner badał muchówki Psychodidae , po polsku ćmiankowate, i też zrobił mi niespodziankę, nazywając jedną Mormia niesiolowskii .
I jakie one są, te pana imienniczki? – Piękne.
Proszę sobie obejrzeć muchę pod mikroskopem stereoskopowym, powiększoną do wielkości filiżanki, kiedy widać strukturę muchy, pokrywającą ją chitynę, te czułki, włoski, żyłki. A gdy jedną z komórek powiększyć do wielkości tego pokoju, zobaczymy fabrykę, a w niej skomplikowane urządzenia. Tu coś przelatuje, tam się trzęsie, przędzie, nawija, kręci. Przy czym mucha ma takich komórek miliardy. Są tacy, którzy twierdzą, że biologia jest dowodem na to, że Pana Boga nie ma. Dla mnie – wręcz przeciwnie.
Mucha dowodem na istnienie Boga? – Życie w ogóle. Ta nieprawdopodobna komplikacja i celowość, przekazywanie genów. Teoria ewolucji to opisuje, ale nie daje odpowiedzi na pytanie, kto dał początek. Z tego względu trzeba szanować wszystko, co żyje. Nawet muchę.
A mucha ma duszę? – Nie. To znaczy: trudno powiedzieć. Dusza jest atrybutem, przynajmniej za taką uchodzi, boskiego dziedzictwa człowieka. Mucha nie ma boskiego dziedzictwa.
Skąd pan wie? – Nie wiem. Może stąd, że nie ma zachowań muchy, które dałyby się porównać do aktów wyższego rzędu. Chociaż w przyrodzie zdarzają się akty poświęcenia, np. instynktowne u ptaków. A słonie mają rytuał pogrzebowy podobny do naszego. Psy i koty też mają rodzaj więzi... No, ale duszą tego nazwać nie można. Bo co by się z tą duszą działo? Jaki w tym sens?
Musi być? – Wszystko chyba ma sens? Dusza zostaje po człowieku, a co niby te dusze po zwierzętach miałyby robić?
Inna sprawa, że mucha żyje na ziemi od milionów lat niezmieniona, są owady zatopione w bursztynie sprzed 40 mln lat, tymczasem Homo sapiens istnieje ledwie 150 tys. lat. Brytyjski geniusz Stephen Hawking wywróżył, że człowiek będzie żył jeszcze tylko tysiąc lat. A owady będą zawsze, chyba że meteoryt w nas uderzy.
Czyli jesteśmy tutaj gośćmi? Biblia mówi, że człowiek ma panować nad światem przyrody. – Gość też może panować, hitlerowcy przyszli do Polski i przez pięć lat panowali. W tym sensie panujemy, że żadne zwierzę nie jest w stanie nam zagrozić, chociaż jesteśmy bezradni wobec np. szczurów, karaluchów, kleszczy, pasożytów, tasiemców, glist, a także bakterii i wirusów. Są teorie, że na ziemi panują bakterie, ale przecież one nic nie tworzą. I jak wytłumaczyć fakt, że człowiek jako gatunek oddzielił się od pozostałych zwierząt i stworzył filozofię, kulturę, teologię, moralność? Choć pod względem fizycznym jesteśmy prawie nieodróżnialni, mamy 99 procent genów takich jak małpa, to jednak człowiek chodzi do zoo i patrzy na małpy, a nie odwrotnie.
To dowód na naszą przewagę? – Historia ludzkości to historia nie tylko przemocy, ale także pomocy i miłosierdzia. Świat to cudowna całość.
I jeden wielki łańcuch pokarmowy? – Duże fragmenty tego łańcucha nie są złe, miliony zwierząt jedzą rośliny. Nie oceniałbym tego w kategoriach dobra i zła.
Co, mieć do Pana Boga pretensje, że stworzył świat pełen agresji? No, to jest odwieczne pytanie, dlaczego – skoro Bóg jest dobry – jest tyle zła. Nie ma odpowiedzi.
Pytam, bo w polityce od lat pan się deklaruje jako katolik i obrońca wartości chrześcijańskich. – Proszę mnie nie łączyć z tym, co się dzisiaj dzieje z polskim Kościołem, który służy kłamstwu. Księża kłamią, o Smoleńsku na przykład. Udają, że nie dostrzegają ONR, nienawiści, a Duda jest dla nich zesłany przez Boga. Jeżeli kiedykolwiek mówiłem o Bogu, to na pewno nie o Bogu księdza Rydzyka i biskupa Depy.
Polski Kościół to Radio Maryja
No, ale był czas, że Kościół otwarty też panu średnio pasował, jako ten, który prowadzi do dechrystianizacji Polski. – Nie, to Kaczyński mówił kiedyś, że ZChN jest krokiem do dechrystianizacji Polski.
Pisał pan tak na początku lat 90. Różne rzeczy pan wtedy wygadywał. – Jakie? Wątpię, żebym coś kiedyś miał przeciwko Kościołowi otwartemu, to byłoby głupie. Niech pani poda jeszcze jakiś przykład.
Który? O lustracji, aborcji, Unii Demokratycznej, Adamie Michniku, Unii Europejskiej...? – Ja byłem przeciwny Unii Europejskiej? W życiu.
Mówił pan, że zagraża naszej tożsamości narodowej. – Nie było takiej wypowiedzi. Przeciwko Unii – nigdy.
I że katolicy będą prześladowani w Unii bardziej niż za komuny. – No, to może mówiłem, że trzeba uważać, ale nie żeby nie wstępować do Unii. Reprezentowałem w ZChN odłam liberalny. Macierewicz był ze mną w tym nurcie.
Aha. I nie chciał pan całkowitego zakazu aborcji? – Nigdy w życiu. Broniłem kompromisu aborcyjnego, byłem jednym z jego autorów. Jestem w polityce od 50 lat. Zasadnicza treść moich poglądów jest taka, jak była.
A poglądy na temat homoseksualistów – że to zboczeńcy? – Już bym tak nie powiedział, to obelżywe. Tak jak słowo „pederasta”, które w PRL normalnie funkcjonowało. Nawet u Fredry jest w znanym mi z więzienia wierszyku „Że nie udał się niewiastom,/ Dawał d... pederastom”.
Fakty są takie, że był pan narodowym radykałem, a... –...narodowym nie.
...a dzisiaj jest pan liberalnym demokratą, europejskim. – Tak, zawsze byłem.
Co to jest liberalizm w takim razie? – Byłem liberałem gospodarczym, natomiast w innych sprawach...
Tak, niektórzy z nas byli przeciwko Unii Europejskiej. Proszę mi nie przypisywać poglądów tej grupy, która ze mną w ZChN walczyła. Oni byli za całkowitym zakazem aborcji, Marek Jurek do dziś pozostał. Z trudem się mieściłem w tej formule, z trudem. Moje poglądy były i są konserwatywne obyczajowo, liberalne gospodarczo, prozachodnie.
Może mówi pan to, co prezentuje partia, do której pan należy? – Kłamstwo. Od lat prowadzę w Polsce wojnę o demokrację z przeróżnymi ludźmi – czy to KPN, czy to lewica. Konflikt kończę, gdy zagrożenie znika. Z Moczulskim mam świetne stosunki, na pogrzebie Oleksego byłem. PiS-owcy używają lustracji do walki politycznej, sięgają do rodzin, przodków. Obrzydliwe. Pytają, dlaczego nie walczę z komunizmem. Z kim walczyć? Mam nagrobek Oleksego zniszczyć? Dzisiaj lewica nie zagraża demokracji, w tym sensie lustracja jest zamknięta.
Józef Oleksy. Dobry komuch
A przed PiS-em ostrzegałem. Co o mnie mówiono? Że Niesiołowski za ostry. To teraz widzą, czy za ostry.
Że się zmieniam, to nie jest dla mnie zarzut. Mnie się kiedyś wydawało, że Kościół nie może szkodzić Polsce, teraz widzę, że szkodzi. Wydawało mi się, że kwestia demokracji jest rozstrzygnięta, a naród, który przeszedł komunizm, nie wróci do dyktatury – ale wrócił. I to jest dla mnie klęska – że nie potrafiłem obronić demokracji, że Polska stała się dyktaturą, a Kościół jest jej wspornikiem.
I nie jest pan już endekiem? – Nigdy tak o sobie nie mówiłem.
„Ja, stary endek”... – Żartowałem. Za starego się uważam, za endeka nie. Byłem wychowany w tradycji piłsudczykowskiej.
Myślałam, że w nacjonalistycznej. Pierwsze wspomnienie? – Na łące w Olechowie. Urodziłem się na wsi pod Łodzią, w Kałęczewie, w domu rodziny mojej mamy. Byłem tam tylko z rok i nic nie pamiętam. Mój brat Marek odzyskał ten dom i gdy chodzimy tam razem po ogrodzie, to czuję się tak dobrze jak nigdzie na świecie. Później przeprowadziliśmy się do Olechowa, dzisiaj to dzielnica Łodzi, bloki stoją, a ja pamiętam rzekę, łąkę, wiśnie. I krowę. Tata był inżynierem rolnikiem, pracował w Łodzi, ale mieliśmy trochę ziemi i rodzice kupili krowę, kury były.
A przedtem? – Mamy to ustalone do roku 1617, kiedy żył Franciszek Niesiołowski. Jesteśmy herbu Korzbok, trzy ryby. Chyba u Długosza rokowania z Krzyżakami w imieniu Jagiełly prowadził niejaki Piotr Korzbok. Wiadomo, że pochodzimy z Nowogródczyzny. Jest w „Panu Tadeuszu” o Józefie Niesiołowskim, wojewodzie nowogrodzkim: „Co by rzekł wojewoda Niesiołowski stary/ Który ma dotąd pierwsze na świecie ogary,/ I dwiestu strzelców trzyma obyczajem pańskim,/ I ma sto wozów sieci w zamku Worończańskim,/ A od tylu lat siedzi jak mnich na swym dworze,/ Nikt go na polowanie uprosić nie może”. Widzi pani, ja dokładnie cytuję.
Rodzina ze strony mamy przyszła z Niemiec. Dziadek mojego dziadka Bronka w XVIII w. przyjechał do Łęczycy, gdzie jest pochowany. Schwan się nazywał, łabędź, dlatego zmienił się na Łabędzki. Chyba tkaczem był. Czyli ja Niemiec trochę jestem.
Żeby było zabawniej, Łabędzcy to radykalni polscy nacjonaliści. – Tak. Brat mamy, mój ojciec chrzestny Tadeusz Łabędzki, czyli ten Schwan właściwie, był przed wojną przywódcą Młodzieży Wszechpolskiej. Wujek Tadek oddał życie za Polskę, zamęczony w UB na Koszykowej.
„Żołnierz wyklęty”? – Tak, ale nie lubię tej głupiej nazwy. Niezłomny, jeśli już. Bo kto go wyklął? Zapowietrzony był, trędowaty? Wyklęty to jak przeklęty. Walczył z komunizmem i został zamęczony w śledztwie. Niemiec z pochodzenia, który oddał życie za Polskę. Taka ironia.
Żołnierze wyklęci, żołnierze przeklęci. Czyim bohaterem jest Romuald Rajs "Bury"?
Zwłaszcza że w czasie wojny był przywódcą MW i naczelnym „Wszechpolaka”. – Cała rodzina mamy była endecka. Ale to nie byli tacy durnie jak dzisiejsze ONR.
Zapał do czyszczenia Polski z Żydów mieli chyba większy? – Ale gdy się czyta ich pisma, poziom intelektualny był wyższy, to była partia profesorów.
Czy to nie gorzej? – Nie można sprowadzać endecji do getta ławkowego, rozbijania żydowskich straganów itd. Rzeczywiście, był wśród nich antysemicki motłoch, ale obok była i elita endecka, profesorowie. Wujek Tadek nie był tak radykalny, Młodzież Wszechpolska to nie był ONR Falanga Piaseckiego, który zajmował się burdami i biciem Żydów.
Przeglądał pan przedwojennego „Wszechpolaka”? – Powojennego, walczyli z komunizmem. Przedwojenne numery też niektóre mam...
I co? – No, Jędrzej Giertych tam pisał, dziadek Romana...
Tak, antysemityzm też był. Nie jest to chwalebny rozdział, ale nie da się endecji do tego sprowadzić.
Pan profesor już się denerwuje? – Ale o co chodzi? Nacjonalizm jest wypaczeniem, jeśli wiąże się z pogardą dla innych narodów, a u nas niestety tak się kojarzy – z żulami używającymi hitlerowskich symboli, bijącymi cudzoziemca za to, że ma inną skórę. Nie można ich stawiać u boku wujka Tadka, którego zakatowało UB. Dzisiejsi narodowcy natychmiast by czmychnęli w takiej sytuacji. Oni to mogą sobie pobić jakiegoś Bogu ducha winnego Murzyna na ulicy czy Hindusa, który pizzę roznosi. „A na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści!” – krzyczą. Nie ma w Polsce syjonistów, czyli Żydów będą wyszukiwać i wieszać, tak? Sam dostaję listy: „Ty żydowska świnio, Aaronie Nusselbaum...”. To hołota, natomiast tamci pięknie zdali lekcję z patriotyzmu.
Oczywiście, próbuję tylko zrozumieć, skąd u pana te skrajne poglądy narodowo-katolickie na początku lat 90., czy to przez ten kult wujka... – Nie było żadnego kultu. Mało się o wujku mówiło, bo mama zaczynała płakać. Do 1956 rodzina myślała, że jest może na Syberii, aż przyszło pismo, że zmarł w śledztwie w 1946. W wolnej Polsce ustaliłem, że zakatowali go Humer i Różański, do procesu Humera doprowadziłem. Ale kultu nie było. Tylko nad łóżkiem mamy wisiały dwa portrety – mojego taty i wujka Tadka.
Jeśli mówić, że mój dom był narodowo-katolicki, to mogę się na to zgodzić, ale nie miało to nic wspólnego z twierdzeniem, że trzeba mordować mniejszości czy narzucać komuś wiarę. Teraz powoli Polska przestaje być katolicka dzięki PiS-owi. W tym sensie można powiedzieć, że walcząc z PiS-em, walczę o katolicką Polskę, chociaż to nie jest główny motyw tej walki.
Pan by wolał, żeby była jednolicie katolicka? – Byłoby dobrze. Wychowałem się w takiej tradycji i byłoby mi przykro, gdybym doczekał Polski, w której kościoły będą pozamieniane na muzea. Ale myśmy się w domu zatrzymywali przed granicą, którą była krzywda drugiego człowieka i łamanie demokracji. A dzisiaj to jest istotą ruchów narodowych, więc one nie mają prawa się powoływać na Kościół, religia chrześcijańska to religia miłości.
Dziadek i wujek Łabędzcy walczyli o wolną Polskę. Tata też – w 1920 z bolszewikami pod Warszawą, a w II wojnie był dowódcą kampanii AK pod Łodzią, pseudonim „Kurzawa”. Po wojnie wzywany na UB, nie robił kariery, bieda w domu była.
Pamiętam opowieści dziadka Bronka o Syberii – o przyrodzie głównie, na politykę byłem za mały. Mówił, że jak wrony siadają na czubkach drzew, to idzie mróz. W 1905, kiedy był nauczycielem, wywieźli go na Syberię za wywołanie strajku szkolnego w Łęczycy. Lubił opowiadać o tej podróży. Tak się interesował światem, że chciał jechać jak najdalej i aż do Czelabińska zajechał. Stamtąd uciekł – z powrotem przez Rosję – do Niemiec i Ameryki, dokąd przyjechała w 1908 r. panna Stefania Jezierska, moja babcia. W styczniu 1919 wsiedli na okręt – babcia w zaawansowanej ciąży – i wrócili do Łęczycy, gdzie 21 stycznia urodziła się moja mama. Potem kupili majątek pod Łodzią w Mrodze. Kiedyś zaszedł do nich mieszkający w okolicy 37-letni pan Janusz Myszkiewicz-Niesiołowski i poznał 20-letnią pannę Halinkę. Pobrali się w 1940. Cztery lata później się urodziłem. Miałem starszą siostrę Ewę i mam młodszego brata Marka. Imię dostałem po bracie dziadka, Stefanie. Barwna postać – wojowniczy, zawadiaka, przebierał się w stroje szlacheckie, jeździł na koniu i się wygłupiał. Rodzice mówili na mnie Stefula.
Był pan pyskaty czy to z wiekiem przyszło? – Najbardziej z naszej trójki. W szkole też mnie wybierali, żebym przemawiał. Potrafiłem się odszczeknąć.
Kiedy zacząłem czytać, zafascynowała mnie książka „Z życia owadów” Jeana Henriego Fabre’a. Zacząłem chodzić do muzeum przyrodniczego, wzięli mnie jako chłopca do segregowania owadów. A w domu hodowałem płoszczyce, topielice, pływaki żółtobrzeżki, larwy ważek, z larw ważki, motyle...
Jakieś inne obowiązki? – Jak każde dziecko: okna umyć na święta, chleb kupić, kapustę. W sklepie ser był tylko biały i żółty, masło niebieskie i czerwone, chleb razowy i pytlowy, bułka z przedziałkiem i kajzerka. Wszystko było proste. Dzisiaj wchodzę do sklepu i jestem bezradny, dostaję szału. Chleb ze śliwką, ze słonecznikiem, z ziarnami, z żurawiną, z makiem, z dynią – po jaką cholerę? Pięćdziesiąt serów – który wybrać? Bym się może zastanowił, czy walczyć z komunizmem, gdybym wiedział, że to mnie doprowadzi do takich dramatów. Te gigantyczne sklepy! Chodzę po tych przestrzeniach i nie umiem niczego znaleźć. Zawsze kupuję źle – patrzę na innych i mam wrażenie, że kupili lepiej, ja nieudolnie, więc wyrzucam, co mam w koszyku, i wrzucam znowu, wzorując się na innych. Przede mną tymi kartami płacą, to się wszystko zacina. Boże, kto to wynalazł?
Pan nie płaci kartą? – Nigdy, nienawidzę tego. A te rachunki jakie są idiotyczne! Jakieś przelewy wymyślili. Gdy przychodził listonosz, źle było? Odliczał, naślinił, a gdy tak odliczał coraz wolniej i wolniej, ja w pewnym momencie mówiłem: „Już dziękuję”. On brał resztę, ściskał mi rękę i podawał ołówek kopiowy, żebym się podpisał. A teraz jakieś absurdalne konto. Komu to potrzebne? Komu tamto przeszkadzało? Że obalałem PRL, to oczywiście dobrze, ale niektóre skutki uboczne zwycięstwa boleśnie odczuwam.
Czyli coś pana łączy z dawnym kolegą Jarkiem. To może teraz jakieś wspomnienie? – Przyjaźniliśmy się, i to z dziesięć lat. Ale jakie to ma znaczenie? Nie warto nim się zajmować, z nim trzeba walczyć.
Myślałam, że jednak obalimy pana opinię pieniacza. – Jeśli ktoś ma o mnie taką opinię, to jego sprawa, ja się nie awanturuję.
Nigdy nie puszczają panu nerwy? – Nigdzie, nigdy. Nie przypominam sobie niczego, co by można nazwać pieniactwem. Ordynarnych słów też nie używam.
Czyli pan ma siebie za człowieka łagodnego? – Raczej tak, chociaż potrafię się zdenerwować i odpowiedzieć. To łagodność przeplatana ostrymi sformułowaniami. Że porównuję ludzi do zwierząt? O nas się mówi: „mordercy, komuniści i złodzieje”. Czym jest przy tym porównanie kogoś do nutrii albo piżmoszczura?
Człowiek ma wspólnych przodków z małpą, widać w nas zwierzęce cechy. W Sejmie też jeden mi przypomina bociana, drugi wieprza, inny jest niedźwiedziowaty, pewna posłanka ma rybią twarz, a taki dość znaczący poseł to szczurolis albo lisoszczur, trwają w tej sprawie spory.
A coś miłego? Tu możemy po nazwisku. – Coś z zaleszczotka świerzbowca ma poseł Tarczyński – ten, co powiedział do Wałęsy: „Zapraszam cię na solo, bydlaku”.
Gdy ktoś na takim poziomie się wymądrza, mówi o patriotyzmie, to uważam, że po to jestem, po to siedziałem w więzieniu, przeczytałem tyle książek, żeby replikować. Chyba więzienie dało mi odwagę, że nie boję się powiedzieć czegoś, co powoduje ryk i protesty ludzi, którzy nie zasługują na to, żeby ich protesty uwzględniać.
Jeszcze raz: coś miłego? – To niech będzie Gasiuk-Pihowicz – ma coś z sikorki.
Nie oddam sejmu bez walki. Rozmowa z Kamilą Gasiuk-Pihowicz
A pan z kogo coś ma? – Jako nietoperz byłem w tej szopce „Polskie zoo”, ale czy ja mam cechy nietoperza?
Może pan profesor spija krew po nocach? – Nawet kaszanki nie tykam. Mięso mi nie smakuje, wolę warzywa i owoce. Jeżyny, wiśnie czarne, zupy, lane kluski i kogiel-mogiel, taki jak mama robiła. Ale mam w swojej kolekcji – tej w pudełku – wycinek z gazety: na ulicy leży jakiś człowiek przejechany, a ja piję jego krew. To jest dopiero nienawiść. PiS używa najgorszych określeń: „gestapo, gorszy sort, zdrajcy”, a gdy ja porównałem Dudę do Maliniaka, rozpętało się piekło. Wielu dziennikarzy przyjmuje narrację PiS. Powiedziałem, że jeśli jeszcze raz porównają nas do komunistów, to będę ich porównywał do nazistów. Mówią, że trzecie pokolenie AK walczy z trzecim pokoleniem UB – czyli ja jestem trzecim pokoleniem UB?
To nie spotyka się z żadnym odzewem, jakby media do tego się przyzwyczaiły. PiS rządzi m.in. przez dziennikarzy. Znaczna część ludzi przyzwoitych okazała się bezradna wobec tej propagandy.
Andrzej Duda, człowiek z mgły
Albo wolą inny styl dyskusji. – I dlatego my możemy być targowica czy gestapo? Mam pretensję do dziennikarzy – o bezradność, płyciznę, brak diagnozy. Dlaczego nie opierają się bredniom o żołnierzach tzw. wyklętych? Dlaczego nie mówią, że Komorowski pierwszy przywrócił pamięć tych ludzi? Jak można przyjmować tezę, że to Lech Kaczyński przypomniał o powstaniu warszawskim? Sam obchodziłem rocznicę powstania w 89 roku, wszystkie kolejne rządy obchodziły. A 11 listopada świętowałem już w komunie. Napis: „Katyń” namalowałem na pomniku przyjaźni polsko-radzieckiej w 1964 czy 1965... A dla „wSieci” i „Gazety Polskiej” to ja jestem właściwie synonim komunizmu.
Kiedy prokurator Piotrowicz krzyczał: „Precz z komuną!”, to pewnie też do pana? – Gdy jeździłem pociągiem do Poronina, planując wysadzenie pomnika Lenina, to ani jego, ani nikogo z PiS nie było na peronie. Kaczyńskiego tam nie widziałem. Przepraszam, może w drugim wagonie jechał. Z Ziobrą, Sakiewiczem, Karnowskim i Gmyzem. Jak słyszę Ziemkiewicza, bohatera antykomunizmu, to mi się niedobrze robi. Gdzie był wtedy? Miał okazję zrobić coś w tamtych czasach, wykazać odwagę, każda tego typu akcja była szalenie niebezpieczna. Nie widziałem też Dudy. To nic, że oni byli za młodzi, ważne, że ich tam nie było. Pokazuję ten absurd. Jak malowałem na pomniku napis „Katyń”, nie było Terleckiego, który by powiedział: „Popilnuję, Kostuś, żeby cię nikt nie złapał, będę ci puszkę z farbą trzymał. A potem przyniosę rozpuszczalnik, bo żeś się ochlapał trochę”.
„Kostuś” mówią do pana tylko ci, którzy znali pana z podziemia. – Kuroń tak mówił, Geremek... Coraz mniej takich. Najbardziej lubię, jak słyszę od Michnika: „Dobrze im powiedziałeś, Ko-ko-kostku”. To mój pseudonim z Ruchu, Andrzej Czuma do dzisiaj tak mówi.
W Ruchu mieliście utopijny wówczas program pełnej niepodległości Polski i spektakularne akcje. Zrzucenie z Rysów tablicy ku czci Lenina to pana pomysł?
– Plany wysadzenia pomnika i podpalenia muzeum Lenina też były moje. Wolałem działać, niż mleć ozorem. Tablica to był łatwy cel. Chociaż teraz co chwila ktoś spada z Rysów. A ja wtedy szedłem w nocy, z latarką.
Dzień po wejściu wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji. – Musiałem tam wejść, kiedy nikogo nie było, czyli w deszczowy dzień. I późno, a schodzić w nocy, co jest niebezpieczne. Poszedłem z kolegą, tablica była wielkości drzwi, ciężka, odkuliśmy ją od góry, potem się huśtała, huśtała i spadła. Po dłuższej chwili rąbnęła o skały, pewnie do dziś gdzieś leży. Chcieliśmy niszczyć symbole, nie strzelać.
Ale były jakieś małe napady, kradzieże. Skąd ta brawura? – Nie wiem. Teraz bym chyba umarł na serce, gdybym miał iść podpalić muzeum albo kraść. Wtedy brałem od portiera klucz i wynosiłem maszynę do pisania. Myśmy nie używali słowa „kradzież”, tylko „ekspropriacje” – PPS i Piłsudski tak mówili o swoich napadach. Uważaliśmy, że mamy prawo zabierać mienie państwowe. Wydawaliśmy ulotki, pisma i rozwoziliśmy po kraju, chociaż społeczeństwo było raczej bierne, zastraszone, popierało komunistów. A jeśli nie popierało, to nie widziało szansy na zmianę sytuacji. Ja też nie, to wszystko było desperackie.
Rodzice jak reagowali? – Nic nie wiedzieli, tylko że w góry z bratem jeździmy. Dowiedzieli się dopiero, jak esbecy przyszli po nas do domu rano 20 czerwca 1970, czyli dzień przed akcją wysadzenia pomnika i podpalenia muzeum. Potem zobaczyłem rodziców po półtora roku, na procesie. A kiedy przyjeżdżali do Barczewa na widzenia, uspokajałem: wrócę do pracy, nie przejmujcie się. I wróciłem, głównie dzięki mojemu przyjacielowi, dzisiaj profesorowi, Krzysztofowi Jażdżewskiemu.
Kiedy rozmawiałem z ludźmi, którzy wiedzieli, że walczę z komunizmem, mówili: nigdy nie wygrasz, nic się nie da zrobić, Rosja ma armię... Gdy trafiłem do więzienia, uznałem, że mieli rację. Dopiero gdy wyszedłem jesienią 1974 i spotkałem Kuronia, Michnika, Lityńskiego, którzy się organizowali, pomyślałem sobie: Boże, ile byśmy dali, żeby znać takich ludzi, gdy byliśmy w Ruchu. Myśmy wyszli z więzienia do innej Polski. Kiedy nas zamykali, blisko nas nie było nikogo, kto by myślał o walce. To był rodzaj dziwactwa, jakby ktoś walczył z powszechnym ciążeniem. A tu nagle poznałem środowisko wprawdzie różniące się od nas, ale wolnościowe.
Chyba zbyt liberalni byli jak dla pana? – Był potem spór między nami – ROPCiO a KOR-em – o to, że oni nie stawiali na ostro postulatu niepodległości, tylko chcieli stopniowo walczyć o coraz więcej wolności i demokracji. Ale do Kuronia miałem sentyment, prawy człowiek, fascynujący intelektualnie. Miał rację, żeby nie palić komitetów, bo ja jednak chciałem, ale emocjonalny był może nawet bardziej ode mnie. Na moim ślubie był. Mam z tego film, ale nie mogę oglądać, za dużo na nim ludzi, którzy już nie żyją: mama, siostra, tata, rodzina żony, Jacek Kuroń, mecenas Szczuka, z połowa ludzi.
Przyjaciele z KOR-u. Dlaczego teraz się nie lubią? Rozmowa z Ludwiką i Henrykiem Wujcami
Kiedy poznałem Jacka i innych, poczułem, że warto było siedzieć. Zresztą tych młodszych to już widziałem na naszym procesie: Karpińskiego, Michnika...
O więzieniach mało mówię, ten rozdział zamknąłem. Skazali mnie na siedem lat, tak jak Andrzeja Czumę, wyszliśmy po czterech. Początkowo liczyłem się z tym, że może być i wyrok śmierci, takie były czasy. Pierwsze dni po aresztowaniu człowiek jest przestraszony, myśli w kategoriach samobójczych...
Myślałem: Boże kochany, zginę w tym więzieniu. Z wycieńczenia, chorób. Ale po kilku miesiącach już się uspokoiłem. Tylko co robić z czasem? Nad jeziorem kwiaty się zmieniają, w kwietniu drzewa w sadzie są białe, czerwiec to już przekwitają, w lipcu gorąco, jesień... A tu nic się nie zmienia, życia nie ma.
Ale muchy chyba były? – A co one mają robić w więzieniu? Były tylko pluskwy, wszy, karaluchy, a muchówki żadne nie przylatywały – do czego? Szczura pamiętam, jak się pluskał w kiblu, gdy mnie wsadzili do karnej celi dyscyplinarnej.
Z więzienia zostało mi wiele zabawnych opowieści. Pewien więzień twierdził, że był pod Grunwaldem. „A jak to było z tym wielkim mistrzem krzyżackim? – pytam. – Bo na obrazie Matejki to takie zagmatwane: Litwin zamachnął się toporem, Polak mieczem, Kozak dzidą, ale kto naprawdę zabił von Jungingena?”. A on tak się podniósł, spuścił nogę, bo na łóżku leżał, i mówi: „Kostuś, ja w taborach byłem”. Geniusz.
No to jeszcze. – Takie historie to do rana mogę... Prosili mnie, żeby im rysować drapieżne zwierzęta: skorpiona, lwa czy orła, tylko takie tatuowali. Rysowałem na kartce, brał to tzw. dziardziacha, przerysowywał na chusteczkę i przez chusteczkę nakłuwał skórę. Śmieszność polegała na tym, że miałem uznanie jako rozstrzygacz sporów intelektualnych: kiedy skończyła się pierwsza wojna, kiedy druga, a po co jest Jowisz, tego typu. Raz hanysowi ze Śląska tatuowali na łopatce smoka. Wszedł stary recydywista i mówi: „Hanys, nie takie są smoki”. Zrobiła się poruta. Bo co dalej, jak chłop ma już pół łopatki wytatuowane? „Kostuś, jak to jest ze smokami?”. I co im powiedzieć – że w ogóle smoków nie ma? Nie mogę. Co drugi więzień ma smoka, no to jak nie ma? W końcu mówię: „Dzisiaj takich nie ma, ale kiedyś były”. To ich uspokoiło.
Raz mnie posadzili z psychopatą. 25 lat za morderstwo miał. Palił w nocy słomę w sienniku i krzyczał: „Walcz, Zeusie!”. Mogliśmy spłonąć, zanimby przyszli strażnicy. Bałem się zasypiać. Wystawiłem na korytarz miski i rozpocząłem głodówkę. W końcu go zabrali.
Miał pan jakąś literaturę patriotyczną podnoszącą na duchu, coś tego typu? – Coś Wyspiańskiego miałem, Norwida – o tym, że „Jeśli mi Polska ma być anarchiczną,/ Lub socjalizmu rozwinąć pytanie,/ To już ja wolę tę panslawistyczną,/ Co pod Moskalem na wieki zostanie!”. I teksty piosenek, najbardziej Agnieszkę Osiecką lubiłem. Poznałem ją już po wyjściu – kiedy siedziałem, podpisała apel do władz w obronie Ruchu i pojechałem jej podziękować.
Pisała dokładnie tak, jakbyśmy bywali w tych samych miejscach. „Zielono od marzeń – my,/ na kładce i w barze – my./ Do pary, nie w parze,/ bezsenni żeglarze, na całych jeziorach – my”. Pamiętam te kładki, te bary, gdzie były trzy dania na krzyż, ale na Mazurach wszystko smakowało, gdy się miało 20 lat.
Albo piosenka o dziewczynie w niebieskim szaliku: „Lecz myślę czasami o tamtej dziewczynie,/ Jak piła gorące mleko./ I nieraz chciałbym aby tu była/ Może to miałoby sens./ Jak ona śmiesznie to mleko piła/ Gapiąc się na mnie spod rzęs...”. A zaczynało się: „Są małe stacje wielkich kolei,/ Nieznane jak obce imiona,/ Małe stacje wielkich kolei,/ Jakiś napis i lampa zielona”. Mnie to było bliskie, te małe stacje to mój świat, w podziemiu ciągle jeździłem z „Biuletynami”. Ile ja przesiadywałem na dworcach, pijąc cienką herbatę, bo nie miałem pieniędzy, żeby się najeść?
Pan to zna na pamięć? – Osiecką chyba całą. Ona opisała wszystkie moje emocje. Za pomocą paru zdań potrafiła też nakreślić całą Polskę Ludową.
Siedziałem trochę ze szpiegiem, Cichy się nazywał, i on mi tłumaczył zagraniczne piosenki, które puszczali nam przez tzw. betoniarę, głośnik. Podobał mi się zwłaszcza hit „Mamy Blue” po francusku, ale to nie to co Osiecka.
Można pomyśleć, że w tym Barczewie całkiem wesoło było, a to nieprawda. – Wzrok mi się tam pogorszył, dzięki czemu później swoją żonę okulistkę poznałem. Zębów trochę straciłem, ale całe życie chorowałem na zęby, w więzieniu to szczególnie gorzkie doświadczenie. Na samą myśl mam dreszcze. Dentysta to najpotężniejszy mój lęk. Kiedyś wystarczył jeden ruch dentysty, a już wiedziałem, co będzie robił. Dla mnie najcudowniejsze słowa na świecie to: „Matka Ojczyzna” i „fleczer, proszę”. Gdy dentysta prosił o fleczer, wiedziałem, że kończy. Chętnie dłużej porozmawiam o zębach, mam dużą wiedzę na ten temat.
Spotkał pan kiedyś tego, który was wydał? – Tak. Z dziesięć lat temu. Na jakimś spotkaniu w Gdańsku podszedł i się przedstawił.
Jak gdyby nigdy nic? – Nie wiedział, że ja wiem.
I co, rzucił się pan na niego? – Nieee, starszy ode mnie człowiek, normalnie rozmawiał. Dawał do zrozumienia, że niby razem żeśmy walczyli. Wszystkiego mogłem się spodziewać w życiu, ale nie tego, że ten człowiek do mnie podejdzie. A skoro podszedł, mógłby przeprosić. A on, że coś nas łączy, pan nie wie co. Wiedziałem. Poszedłem do organizatora z pytaniem, po co go ściągnął. Dyskretnie. Wyprosił go i więcej nigdy człowieka nie widziałem. Nazwiska nie wymieniam.
Wybaczył pan? – Tak, a co tam. Doniósł na całą naszą organizację, dobrowolnie, za pieniądze – i pojechał za to nad Morze Czarne. Ale nie potrafię długo chować złości. Nie prowadzę żadnych wściekłych wojen. Chrystus wybaczył łotrowi na krzyżu. Nieudolnie próbuję się na tym wzorować. Tak rozumiem chrześcijaństwo.
Polska jest wolna. Po co mam walczyć dzisiaj z komunistami, skoro przestali być groźni? Poza tym nie dlatego z nimi walczyłem, że byli komunistami, tylko dlatego, że szkodzili Polsce. Okrągły Stół to załatwił – oddali władzę pokojowo. Był czas po 1989, że znów z nimi wojowałem, dlatego że próbowali monopolizować władzę, ale i to się skończyło. Kiedy Kaczyński odejdzie lub przegra, też mogę z nim wymieniać poglądy. Natomiast dopóki niszczy Polskę, to jako polski patriota przeszkadzam niszczyć mój kraj.
Twierdzenie, że jestem pełen nienawiści, jest kłamstwem. Gdybym był chodzącą nienawiścią, ludzie by mnie nie wybierali.
Kiedy Kaczyński powiedział o pana postawie w śledztwie – że 13-letnie dziewczynki na gestapo wytrzymywały tortury i nie sypały, a pan tak – jak pan się czuł? – Kaczyński nie jest w stanie mnie dotknąć, bo ja naprawdę walczyłem, a on nie. Mówienie, że małe dziewczynki wytrzymywały tortury, a ja nie, jest w odniesieniu do mnie idiotyczne. Nie miałem żadnych tortur, nie musiałem niczego wytrzymywać.
Stan wojenny. Jak się żyło w internacie
Nie straszyli, nie szantażowali? – Straszyli wysokim wyrokiem i że nie wyjdę żywy z więzienia. Ale nikt mnie nie bił. Po prostu składałem zeznania, które wydawały mi się dobre w tej sytuacji. Generalnie mówiłem to, co oni już wiedzieli. Chcieli, żebym się przyznał do chęci obalenia ustroju i że Ruch był inspirowany z zewnątrz, przez akowców, przez Kościół – odmówiłem. Przyznałem się do chęci podpalenia muzeum w Poroninie i do tego, co wiedzieli. Teraz w ogóle odmówiłbym zeznań. Na to wtedy stać było m.in. Andrzeja Czumę i Joannę Szczęsną. Ale moje zeznania są przyzwoite, nie powiedziałem im nic nowego. Zresztą ja się z tego rozliczyłem. W 1989, w książce „Wysoki brzeg”.
Jednak wydawało się, że słowa Kaczyńskiego uderzyły w pana czułą strunę. – Eee, Macierewicz też niedawno mnie wyklął: „Wymazuję z pamięci nazwisko tego człowieka!”. Natychmiast przypomniałem sobie piosenkę Starszych Panów w wykonaniu Łazuki i Kraftówny „Przeklnę cię, jeżeli mnie porzucisz/ Przeklnę cię, gdy się do innej zwrócisz/ Przeklnę cię”. Podobne uczucia wywołał we mnie Kaczyński, który chciał ze mnie zrobić donosiciela, ale mu nie wyszło. Jego zarzut opierał się dodatkowo na błędzie, że byłem TW „Leopold”, podczas gdy chodziło o kogoś innego, nawet Gontarczyk o tym pisał.
Do prawicowej prasy to trafiło i zostało. – No to co ja poradzę? Kaczyński nie może mnie obrazić, bo jest tchórzem, który chowa się za innymi, nie ma odwagi politycznej. Egzamin z tej odwagi zdawało się w okresie komunizmu i on go zdał średnio, chociaż nie można powiedzieć, że nie zdał w ogóle, bo nie poszedł na współpracę. Dotknąć mnie mogą słowa ludzi, których cenię.
Gdy Geremek powiedział mi coś przykrego, to przeżywałem. Rok byłem z nim internowany. Ale po 1989 byłem z nim w politycznym konflikcie, który przenosił się na stosunki osobiste. Geremek reprezentował koncepcję, że Obywatelski Klub Parlamentarny ma być jednością, a ja chciałem już budować inną partię. Geremek – że to za wcześnie na podziały. Dlatego nie poparłem go na szefa OKP. Pamiętam, jak mi powiedział z żalem: „Kostusiu, strasznie się zmieniłeś”.
A pan co? – „Przepraszam, Bronek”. Burzyłem coś, co on tworzył, ale co moim zdaniem nie dało się utrzymać. W końcu on miał Unię Demokratyczną, a ja ZChN. Rozeszły się nasze drogi, a zeszła się moja droga z Kaczyńskim, w polityce tak jest.
Z wieloma współinternowanymi pan się wtedy rozszedł. – Geremek, Mazowiecki, Komorowski, Drawicz, Woroszylski, Amsterdamski... Większość nie żyje, a i tak są prześladowani, niszczeni. Najpierw byłem w pokoju z Julianem Kornhauserem, dzisiaj teściem Dudy. Wielka klasa połączona z delikatnością. Nigdy nikogo nie obraził, świetnie się z nim dyskutowało. W sumie żałowałem, że wychodził. A nas przewieźli z Jaworza do Darłówka, gdzie siedziałem m.in. z Januszem Szpotańskim. To była tzw. cela szyderców. Ośmieszaliśmy fanatyzm religijny i kolegów, którzy co chwila obchodzili jakieś rocznice.
Pan szydził z fanatyków religijnych? – Że noszą krzyże na piersiach z napisem: „internowany”, że patriotyczne napisy wieszają na oknach. Kpiłem, żeby powiesili je na parapetach, bo myszołów włochaty, który jest ich jedynym czytelnikiem, musi skręcać głowę.
Miałem swój wkład w tekst Szpotańskiego „Pan Karol i Kostuś” o mnie i Karolu Modzelewskim. Zaczyna się tak: „Pan Karol – polityk o sławie światowej/ mąż stanu, budziciel sumienia;/ a Kostuś – prowincjusz spod lachy grobowej,/ pokątny intrygant i pieniacz”.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.10.13 17:17 ben13022 "Ja bym radziła rodzić." Kobiety ze wsi o aborcji i czarnym proteście.

Widzę w telewizji: wszyscy na czarno idą, krzyczą, deszcz leje. "Czy to żałoba jakaś? - pomyślałam. - Aaa, to tylko kobiety". Machnęłam ręką i poszłam zmywać. Na wsiach nie wszyscy słyszeli o czarnym proteście. Kobiety zapewniają, że żadnej ciąży by nie usunęły. Ale nikomu swojej decyzji nie chcą narzucać. Proszą, by zabieganym kobietom z miasta przekazać wiadomość: zastanówcie się dwa razy, zanim podejmiecie decyzję.
Jak nie dzieci, to co?
Beata ma 28 lat, troje dzieci. Nie pracuje, zajmuje się dziećmi i domem.
Beata: - Mąż wiadomości oglądał. Tak tylko w telewizor spojrzałam, bo wszystko nie poprane, nie pomyte. A tu wszyscy na czarno, idą, krzyczą, deszcz leje, a ludzie zawzięci. "Czy to żałoba jakaś? - pomyślałam. - Aaa, to tylko kobiety". Machnęłam ręką i poszłam zmywać.
W życiu to ja generalnie poszłam za mężem. Wiedział, czego chce. Mówił, że rodziny, dzieci i domu. A ja chciałam dzieci mieć, nawet czworo. I pomyślałam: on pracę ma, na cementowni, przy maszynach. Wiadomo, zarobi. Jego mama blisko, siostra jego tu mieszka. W razie czego pomoc będzie. Potem sobie policzyłam: dom będzie po rodzicach, duży, jest działki kawałek. To się ułoży.
Mnie nie ciągnęło do chłopaków. Ale dzieci zawsze chciałam. Mama opowiadała, że ledwo sama chodziłam, a już wózek z lalką chciałam pchać. Kobietę ciągnie do opieki.
Nigdy nie byłam jakaś taka, no, urodziwa. Ani dobrych ocen nie miałam. Pieniędzy też nie miałam w domu. Nic nie umiałam. Tyle że ugotowałam. Mamie pomogłam. No normalna dziewczyna. Zwykła. Do czego ja bym była potrzebna? Na co komu? Co ja mogłam chcieć? Ojciec się zapił na śmierć. To ja ojca chyba szukałam. Nie dla siebie. Dla swoich dzieci. Chciałam dzieciom dać ojca. Tak dziś to widzę.
Kim ja bym bez tych dzieci była? Nikim. Mnie by nie było. Gdyby nie dzieci, nie miałabym po co żyć.
Nigdy nie pomyślałam o aborcji. Jak te kobiety szły, to ja się zastanawiałam: na co im to życie? Czego one chcą, dorosłe kobiety, jak nie dzieci, to co? Co one w życiu robią? Jak facetowi się odwidzi i do innej pójdzie, to co one zrobią? Same zostaną. To dopiero tragedia. Mnie samej by się tak przykrzyło, że nie chciałabym żyć. Jak czasem sama w domu pobędę, to już mi się płakać chce. Nie wiem czemu. Jak dzieci są, to się nie ma czasu na takie tam.
Gdyby mi ktoś zrobił krzywdę, znaczy zgwałcił, tobym urodziła. Każdego trzeba kochać. Mnie ojciec nie kochał, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek trzeźwy był. Pasem dostałam nie raz. On by pewnie wolał, żeby mnie na świecie nie było. Nieraz krzyczał, że my - ja z bratem - za przeproszeniem, "mamy wypierdalać", bo nikt nas nie chciał. Albo mówił do mnie: "I na co się toto urodziło?". No i ja bym miała być taka?
Ja powiem jak kobieta do kobiety: chłop każdy sobie pójdzie. Tak się wydaje, że oni kochają. Ale oni kochają tylko przed. Jak już dostaną, co chcieli - wie pani, o co mi chodzi - to każdy by poszedł w swoją stronę. Rację mam? A dziecko się nie odwróci od matki. Każdy się odwróci, ale dziecko od matki nigdy.
Gdyby dziecko było chore, urodziłabym. Gdyby miało żyć tylko chwilę, też bym urodziła. Natura sama zrobi swoje. Ale zabijać, bo jest chore? Przecież ciągle lekarze wymyślają nowe leki. I gdyby trzeba było, tobym przy łóżku siedziała. A jakby cierpiało? Miałoby rodzeństwo, które by je kochało. I matkę, która by się go nie wyrzekła. Gdyby miało Downa, to też przecież człowiek. Inny, ale człowiek.
Ja bym urodziła. Ale nikogo innego bym nie zmuszała.
Gdyby było ryzyko, że sama umrę? No to chyba nie zdarza się często? Nie umiem sobie tego wyobrazić.
Magda ma 23 lata i dwoje dzieci. Nie pracuje, czasem dorabia sezonowo, zbierając owoce. Chce iść do pracy, gdy odchowa półtoraroczną Monikę. Paweł, jej mąż, złota rączka, tanio naprawia samochody i skutery.
Magda: - Nie myślałam o dzieciach. Ani o seksie. Ale że mi się chłopak spodobał, to poszłam z nim do łóżka. Chciałam, żeby mu się ze mną podobało. Chciałam mieć chłopaka takiego, co samochodem mnie zawiezie a to na zakupy, a to na dyskotekę, a to na wakacje. Czy ja byłam zakochana, to nie umiem powiedzieć. Co ja w głowie miałam? Nie pamiętam. Ani mi w głowie nauka była, ani nic. Wiadomo, że każda dziewczyna by chciała ślubu, a potem rodzinę założyć. Nie wierzę, że nie. Każda jedna feministka też chce. Tylko może tak wychowana, że się nie przyzna. Może się wstydzi. Może myśli, że lepsza jest.
Jak zaszłam w ciążę i miał urodzić się Kubuś, to miałam 19 lat. Mamie mówiłam, że wcześnie. A ona: "Wcześnie? Ja już w twoim wieku dwójkę miałam". Mówię mamie: "A może by tak zrobić, żeby tego dziecka nie było. Bo chciałam za granicę na stałe jechać do pracy, do Anglii". Jak mnie mama w łeb walnęła ręką, to aż się o ścianę oparłam. "Gdzie będziesz dziecko wozić - zapytała. - Trzeba było nóg nie rozkładać". Aż tak mi powiedziała.
Mnie się chciało latać to tu, to tam, ja chciałam, żeby jeszcze być córunią. U nas się mówi: "ciekać". Tak mi mama mówiła: "Ciekać ci się chce? Ja ci zaraz z głowy wybiję głupoty". Mnie się wydawało, że to taka kara - ta ciąża - za to, że ja niegrzeczna byłam. Nie chciałam pomagać przy świętach ani grobów czyścić. Wszystko mnie nudziło.
Co mnie interesowało? Lubiłam ze zwierzętami być, wszystkie bym głaskała i brała na ręce. Ale ani z tego zawód, ani nic.
Jak już brzuch było trochę widać, to ciotki się zeszły i mówiły, że ja już dziewczynka nie jestem, jak kiecę zadzieram. Patrzyły na mnie już inaczej. Już gotowanie mnie czekało, już sprzątanie, już nie było, że się można powłóczyć. Jak zaszłam w ciążę, to mnie już nikt po głowie nie pogłaskał. Ja już nie byłam mała Madzia. Dopóki Kubusia nie urodziłam, to byłam takie nie wiadomo co. Ani szkoły nie skończyłam, do matury w liceum nie dociągnęłam. Nie miałam planu. Pustka w głowie. Nawet nie pamiętam, kim ja wtedy byłam i o czym myślałam. Paweł, ty pamiętasz, jaka ja wtedy byłam?
Z pokoju słychać męski głos. Paweł: - No jaka? Taka sama. Mówiłaś, że dzieci chcesz.
Magda: - Ja mówiłam, że dzieci chcę?
Paweł: - No a jak?
Magda: - Może tak mówiłam. Jak się Kubuś urodził, to zmądrzałam. Już byle gdzie nie biegłam. Już tak syna pokochałam, że mi nikt nie był potrzebny. Już się nie przejmowałam kłótniami z mamą, już o Pawła taka zazdrosna nie byłam. Zaraz potem drugiego synka pod sercem nosiłam. Ale poroniłam. Nie wiem czemu. Naprawdę nie wiem. Broń Boże nie popalałam. Ani nic. Mama mi powiedziała, że też poroniła jak ja. Może to rodzinne. Bałam się, że już w kolejną ciążę nie zajdę przez to. A chciałam, nie powiem. A potem znowu zaszłam w ciążę. Mnie wtedy znowu nikt nie obchodził, tylko ta córeczka. Bo to cały sens mojego życia. Nie wstydzę się tego powiedzieć. Niech się ze mnie miastowe śmieją.
Paweł wchodzi do pokoju: - Będą chciały te w mieście dzieci mieć, to się ockną tak późno, że już nie będą mogły. A jak się nie wie, co się chce, bo człowiek młody i głupi, to trzeba zobaczyć, jak inni żyją.
Magda: - Dopóki się dziecka nie urodzi, to samej jest się dzieckiem. Każda jedna, co chce usunąć, to tak jakby chciała jeszcze małą dziewczynką być. A tak się nie da. Więc ja tobym radziła rodzić, bo jak się usunie, to nie wiadomo, czy się będzie potem mogło znowu zajść. No i przede wszystkim: ile tak można ciekać w życiu?
Paweł: - Nie chcesz mieć dzieci? A ty skąd się wzięłaś? Ciebie ktoś urodził przecież, nie? No to na logikę to weź. Tak już jest.
Magda: - Gdyby nie mogło mówić, w łóżku tylko leżało? Może jestem zacofana, ale mnie się w głowie nie mieści zabijać dzieci. Wiadomo, że bałabym się, że my tu rady nie damy, że tyle tysięcy by trzeba wydać, a to na leki, a to na maszyny podtrzymujące życie. Skąd by na to brać? Nie wiem. Jak o tym myślę, to mi przykro, ale mimo wszystko ja usunięcia dziecka bym nie zniosła. Może jestem samolubna, ale nie dałabym rady.
Paweł: - Wszystkie dzieci się kocha. Zarobiłbym, pożyczył, wyjechał za granicę, ale bym nie dał zabić potomka. Nawet Downa.
Magda: - Że w mieście trudniej, w jakiej wynajętej kawalerce, bez rodziny, pieniędzy? Zawsze gdzieś jest jakaś rodzina, zawsze można się przeprowadzić. Po prostu jak masz dziecko, to już nie ma, co ty wolisz. Dzieci są najważniejsze, a nie to, że chce się w mieście mieszkać. Zawsze jakieś wyjście jest.
Czy innym kobietom bym aborcji zakazała? Ja nie jestem taka mądra, żeby komukolwiek czegoś zakazywać.
Terlikowski? Nie znam. Marsz esesmanek? Nie, no to przesada.
Agnieszka ma 21 lat. Mieszka na wsi, u rodziców, w małym pokoiku ze swoim synkiem. Rodzice pomagają. Zajmują się chłopcem, wspierają finansowo.
Agnieszka: - Wszyscy o tym wiedzą, wszyscy plotkują, choć to już cztery lata. Ojcem Michałka jest mój kuzyn. Nie chcę o tym rozmawiać za dużo. Zresztą wystarczy, że wyjedziesz na wieś i powiesz, że u mnie byłaś. Od razu wszystkiego się dowiesz. Michaś ma dziś cztery lata. Nawet się nie interesowałam, czy go usunąć, czy nie. Co on winny?
Wszystko to się stało przez alkohol. Ja byłam młoda i też wstawiona. Byliśmy u nas pod sklepem, a potem na dyskotece. Miałam 17 lat, a kuzyn 28. Ciągnęło nas do siebie. Jeszcze do domu nie wróciłam w nocy, a już wszyscy wiedzieli, co się stało między nami. Nakrzyczeli na Marka, że to gwałt. Ja tego tak nie nazywam, bo może i młoda byłam, ale on mi się podobał. Nie wiem już sama, co jest prawdą, a co nie. Najgorsze, że kuzyn wyjechał za pracą i nas zostawił. To było większe zło niż ta ciąża. Ani się do nas nie odzywa, ani nie przysyła pieniędzy. Jego rodzina Michasia nie uznała. Nawet na niego nie patrzą, jak się mijamy na ulicy.
Kuzyn chciał, żebym usunęła, powiedział, że zabierze mnie do miasta i zapłaci za zabieg. Bo to przypadek, pijany był i żałuje. A ja jeszcze myślałam, że będziemy razem. Aż tu nagle sama zostałam z dzieckiem.
Mieszkam z mamą i z tatą. Dzięki nim skończyłam szkołę, zdałam maturę, a teraz pracuję w sklepie. Ale wtedy nie było człowieka, który by mi nie mówił, żebym usunęła. Był moment, kiedy codziennie namawiali mnie mama, tata i siostra. Ale ja wiedziałam, że to by było złe. Wierzyłam w Boga i nie chciałam mieć grzechu. Pomyślałam, że Bóg mi pomoże. Że na pewno jest jakiś większy sens niż tylko to, co sami widzimy. I nigdy nie żałowałam.
Ale jak dziecko miałoby umrzeć po porodzie, to sama nie wiem, jaką decyzję bym podjęła. Gdyby ciąża zagrażała mojemu życiu, może zdecydowałabym się na aborcję. Ale nie wiem, kto powinien o tym wszystkim decydować. Nie jestem pewna, czy kobieta sama podejmie odpowiednią decyzję.
Dobrze, że aborcję trudno zrobić, że schodzą się komisje, że jest czas, żeby się zastanowić. Bo jakby można zrobić tak od ręki, to w emocjach każdy by poszedł usunąć od razu. Kiedy ma się problem, każdy od razu chciałby ten problem usunąć. Myślę, że nawet kobiety zgwałcone, porzucone, młode powinny urodzić. Nie dlatego, że ja im życzę źle, ale właśnie dlatego, że życzę dobrze. Jeśli urodzisz dziecko, nawet w trudnych okolicznościach, i wytrwasz ten najgorszy moment, potem będziesz szczęśliwsza. A jak usuniesz, może na chwilę będziesz szczęśliwa, ale potem będziesz nieszczęśliwa do końca życia. Każdy coś myśli i każdy coś czuje. Ale z czasem człowiek czuje inaczej i co innego myśli.
Kasia i Darek, rodzice trzyletniej Elizy, mieszkają w podsandomierskiej wsi. Ale spotykamy się w Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie przyjeżdżają co miesiąc na kontrolę. Eliza cierpi na niewydolność nerek spowodowaną wadą wrodzoną układu moczowego. Kasia ma 27 lat, poświęca się całkowicie opiece nad chorą córką.
Kasia: - Eliza zachorowała, kiedy miała dwa lata. Najpierw zastanawiałam się, co zrobiłam źle. Czy czegoś nie zauważyłam w odpowiednim momencie? Czy to moja wina, że jej układ moczowy nie wykształcił się odpowiednio?
Kiedy dowiedzieliśmy się, że trzeba jechać do Warszawy na badania, zamarłam. Zrezygnowałam z pracy, miałam swój sklep 1001 Drobiazgów. Przejęła go szwagierka z mężem. Inaczej musiałabym zamknąć. A tak oni mogą sobie zarobić i mnie skapnie kilka złotych miesięcznie. Darek jeździ w Sandomierzu jako kierowca w dużym sklepie z hydrauliką i budowlanką. Dorabia na taksówce wieczorami.
Ja już nie marzę o tym, żeby Lizka była zdrowa, ale żeby jak najdłużej mogła żyć bez dializ.
Jestem przeciwko aborcji, zawsze byłam. To, że Lizka jest chora, nie znaczy, że powinna nie żyć! Ale kiedy na oddziale spotykam mamy, które czekają z dzieckiem na przeszczep, to czasem mówią: "Co to było wszystko warte? Czy nie lepiej, żeby się dziecko w ogóle nie rodziło, niżby miało tak cierpieć?". Nic nie mówię. Ale kiedy patrzę na te dzieci, to żal serce ściska. Chwilami myślę, że tak, może i lepiej, żeby ich nie było. Ale potem tak sobie siedzę w kaplicy i myślę, że nie da się świata oczyścić z cierpienia.
Cieszę się, że nie wiedziałam o chorobie Elizki, kiedy była jeszcze w brzuchu, bo może bym chciała podjąć pochopną decyzję. Może bym chciała usunąć ciążę ze strachu.
Małżeństwo? Z mężem cierpimy razem. Cieszymy się razem. Jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek wcześniej.
Darek: - Ja? Nigdy bym nie wymagał od żony, żeby usunęła. Facet nie powinien się wypowiadać na te tematy. Wolałbym, żeby kobiety nie usuwały ciąż. Ale nikogo nie oceniam. Niech każda para robi, co chce. Bo kiedy dziecko jest chore, nie ma słusznego wyjścia. Wszystko jest tylko minimalizowaniem cierpienia dziecka, minimalizowaniem błędnych decyzji.
Kasia: - Mieszkamy na wsi, jeśli Elizka będzie miała dializy, a niestety tak może się stać w niedługim czasie, to nie wiem, jak damy radę. Co, jeśli będzie padał śnieg, zepsuje się samochód? I nie będziemy mogli jej dowieźć na dializy? Aż boję się o tym myśleć. A o takich historiach na oddziale słucham prawie codziennie. Kuleje wsparcie państwa, głównie finansowe. Jakieś śmieszne dodatki, kilkadziesiąt złotych - co to jest? Przydałyby się pieniądze, rehabilitacja, pomoc miejscowych pielęgniarek. Kiedy człowiek zostaje sam z chorym dzieckiem, myśli o najgorszym. Kiedy codziennie budzisz się z lękiem, czy z twoim dzieckiem nie jest gorzej, to obecność pielęgniarki środowiskowej czy lekarza, choćby miejscowego lekarza domowego, byłaby dla nas wielkim wsparciem. Człowiek czuje ulgę, gdy ktokolwiek chce na dziecko spojrzeć, sprawdzić, czy nic groźnego się nie dzieje.
Czy innym kobietom kazałabym rodzić chore dzieci? Po tym, co tu widzę, nie śmiem nic mówić. Wierzę matkom chorych dzieci. Ufam im. Czasem się śmiejemy z dziewczynami na oddziale, że my powinnyśmy zostać prezydentami czy jakimiś innymi przywódcami, tak wszystko o życiu wiemy.
Patrycja ma 29 lat i pięcioro dzieci. Mieszka w starym domu, który wynajmuje dla niej gmina. We wsi ludzie mówią, że dzieci chodzą głodne, brudne, z niezmienionymi pieluchami. A nawet, że dzieci powinni jej zabrać, a ją wysterylizować. Patrycja nie wpuszcza mnie do domu, rozmawiamy w progu.
Patrycja: - Chcą mi je zabrać. Myślisz, że ja nie wiem, że na mnie donoszą do opieki społecznej? Ja nie piję. Leki biorę na padaczkę.
Żaden chłop nie chciał zostać ze mną i z dziećmi. Takie są chłopy. Moją mamę ojciec też zostawił, nie dała rady i zabrali mnie i siostry do domu dziecka. Ja sobie obiecałam, że choćby nie wiem co, to moich nie zabiorą. Choćbym się tu miała z nimi spalić!
Nie mam, jak pracować - bo kto się dziećmi zajmie? Ja nikogo nie mam. Żadnej rodziny. Wszyscy tu o mnie gadają, ale inni mają kogoś do pomocy przy dzieciach, mamę, teściową, koleżanki, sąsiadki. A ja jestem sama. Ale moje dzieci chodzą czyste. Zdrowe.
Prawie przy każdym dziecku mi aborcję proponowali. Sami lekarze mi mówili, że da się to załatwić. Panie w opiece i nawet jakiejś obce kobiety, które znam tylko z widzenia, a nawet wierzące takie babki, co w kościele w pierwszych ławkach siedzą, na "dzień dobry" mówiły mi, żebym usunęła. Że mi będzie łatwiej. Bo takie jak ja to mają usuwać, a bogate mają rodzić. Tacy ci katolicy są wszyscy do Pana Boga, dopóki biedna kobieta nie ma pięciorga dzieci. Wtedy toby sami wyskrobali.
Ale ja wtedy od razu w płacz: jak to dzieci zabijać? To ich wina, że ojcowie poszli w pizdu? Ja nikogo nie mam, tyle tylko co te dzieci. Nawet matka, jak wyszłyśmy z domu dziecka, to nas widzieć nie chciała. "Życie zmarnowane przez was" - mówiła. Sebastianek! Chodź, się pani pokaż.
W drzwiach stoi umorusany kilkuletni chłopiec z plastikowym pociągiem w ręce. Za nim po starej wygiętej podłodze raczkuje uśmiechnięta Olga. Dwoje dzieci jest w przedszkolu, najstarszy chłopiec w szkole.
Patrycja: - Mamy takiego grzyba na ścianie, że nie chcę nikomu pokazywać. Nie wiem, co z nim zrobić. Nie wpuszczam, bo boję się, że za chwilę przyjdą i zabiorą dzieci. A ten grzyb był, jak już tu przyszłam. Skromnie u nas. Tak teraz ludzie myślą, że musisz mieć pieniądze na dziecko. A jak nie masz, to co, usunąć? Mnie się to nie mieści w głowie. Czy ja jestem jakaś gorsza, bo nie stać mnie na nowe zabawki? Czy ja jestem gorsza matka? Czasem do mnie nawet ktoś powie w sklepie, że takie jak ja to powinno się podwiązać, bo robią dzieci jak pcheł. Ile razy ja z płaczem wychodzę z tego sklepu.
Czarny protest? Nie słyszałam. Żeby nie było całkowitego zakazu aborcji? Ja bym nie usunęła. Ale niech każdy robi, co mu się podoba. Chociaż może gdyby nie można byłoby robić aborcji, to ja bym nie słyszała, że jestem kurwa. Tylko bym była wtedy normalna matka. Bo mówią, że ja nieodpowiedzialna jestem. Nawet w opiece tak gadają, że nieodpowiedzialna matka, jak tak jedno za drugim rodzi. No a taka, co zachodzi i usuwa, to jest odpowiedzialna?
Gdyby okazało się, że dziecko będzie chore, a ja nie będę mogła mu pomóc? To chyba jedyna sytuacja, że pomyślałabym o aborcji. Żeby nie cierpiało, wolałabym. Ja ledwo szczepienia znoszę, jak moje dziecko płacze, nie mogę tego wytrzymać. A co dopiero, gdyby było chore.
Dlatego te kobiety wyszły na ulicę? Żeby chore dzieci nie musiały się rodzić i cierpieć? To miały rację. Niech one tu do nas, na Podlasie, przyjadą porządki robić w głowach.
Ela, 65 lat, ma córkę, syna i dwoje wnuków. Ani syn, ani córka nigdy nie rozmawiali z nią o aborcji.
Ela: - Pamiętam czasy, kiedy aborcja była legalna. I z pewnością nadużywana. Moje koleżanki robiły, nikt o tym specjalnie nie dyskutował. A ginekolog mi opowiadał, że kobiety traktowały ją jak późną antykoncepcję. Takie z głębokich wsi, nieświadome, robiły te aborcje bez zastanowienia. Nie chciałabym, żeby te czasy wróciły. Tak jak jest teraz, jest dobrze. A każdy, jeśli już koniecznie chce, znajdzie sposób na usunięcie ciąży.
Nie powinno być kar za zrobienie aborcji. Ci, co chcą absolutnego zakazu, poszaleli. Ale ci, co chcą, żeby można było jak kiedyś dziecko usunąć jak migdałki, też nie mają racji. Ja nikomu nie zabraniam, nikogo nie oceniam. Sama nie urodziłabym chorego dziecka. Nie zdecydowałabym się na poród, gdyby zagrażał mojemu życiu albo zdrowiu. Nie kazałabym nikomu rodzić na siłę i spuszczę zasłonę milczenia, kiedy ktoś chce ciążę usunąć, bo po prostu nie chce mieć dzieci. Widziałam w życiu dzieci zaniedbane, bo pracowałam wiele lat w opiece społecznej. Patrząc na nasze klientki, co ledwo miały na bilet, a przychodziły z gromadką dzieci, oceniałam je ostro. Myślałam: kolejne nieszczęścia chodzą po świecie, w nędzy mieszkają, lepiej, żeby cię matka nie urodziła. Ale dziś wiem, że nie mnie oceniać ludzi, nie mnie mierzyć macierzyństwo innych kobiet.
A państwo niech łapy trzyma gdzie indziej, niech da lepiej pieniądze na pomoc. Niech przymyka oko na czarny rynek aborcyjny. Niech każdy robi, co chce, i rozstrzyga we własnym sumieniu.
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.09.13 11:42 ben13022 Tylko frajerzy wierzą w demokrację. Ziemowit Szczerek podróżuje po Rosji.

Geopolityka przeżywa swój renesans - można zacząć się martwić o losy świata. W Rosji zieje z każdej strony. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej Jadę z Sankt Petersburga na południe, do Nowogrodu Wielkiego. Dawnej stolicy nowogrodzkiej Rusi, kupieckiego państwa, które w obiegowej opinii robi za coś w rodzaju rosyjskich demokratycznych Aten - zakładając, że Moskwa to zamordystyczna, wojskolubna Sparta.
"Co by było, gdyby to Nowogród zjednoczył Ruś, a nie Moskwa?" - to jeden z ulubionych rosyjskich tematów rozważań "co by było, gdyby". Coś jak polskie "co by było, gdyby Polska wygrała z Hitlerem w 1939 roku?" czy "co by było, gdyby nie było zaborów?".
Nowogród, piszą jego apologeci, był republiką. Bogatą i cywilizowaną, w której już w XV wieku działały wodociągi, a poziom analfabetyzmu był niski jak nigdzie indziej w szeroko pojętej okolicy. Mieszkańcy nie mówili o nim po prostu Nowogród, nazywali go Nowogrodem Wielkim. Albo nawet Panem Nowogrodem Wielkim.
Jego obywatele byli handlarzami kontaktującymi się ze spokojną, rzeczową Skandynawią, a nie zdobywcami z rozmytych granic azjatyckich pustkowi. Gdyby to Nowogród podbił Moskwę, Rosja byłaby innym krajem. Tak się mówi. Wolnym, silnym i odpowiedzialnym.
Ale tak nie było. Nowogród czuł na plecach, od wschodu, coraz gorętszy oddech rosnącej w siłę Moskwy. Słyszał powarkiwania. Próbował się ratować, między innymi zwracając się o pomoc do polsko-litewskiego państwa, ale nic z tego nie wyszło - w 1478 roku armie Iwana III Srogiego zdobyły miasto i zniosły jego ustrój. Niecałe 100 lat później Moskwa zadała drugi cios: Nowogród najechał kolejny Iwan, tym razem Groźny, masakrując mieszkańców.
To był koniec bałtyckiej, zamożnej Rusi.
Autobus nazywa się Golden Dragon. Wolno się wlecze przedmieściami Petersburga, a ja patrzę, jak faceci z elektrycznymi kosiarkami ścinają trawę przy świeżutkich chodnikach. Jadę i patrzę na kraj wyasfaltowany, przystrzyżony i wymalowany grubą warstwą farby - bo w ten sposób, od Mołdawii, przez Ukrainę i Białoruś, po Rosję - przeprowadza się rewitalizację. Tak działa słynny deal władzy z ludem: my dajemy wam poczucie, że dbamy i się opiekujemy, a wy nie ładujecie się nam do poważnych spraw, między polityczną wódkę a gospodarczą zakąskę.
W autobusie czytam książkę, którą kupiłem na dworcu. O geopolityce, bo teraz wszyscy w Rosji interesują się geopolityką. Nie tylko w Rosji zresztą.
A gdy geopolityka przeżywa renesans - można zacząć się martwić o losy świata. W Rosji geopolityka zieje z każdej strony: z wystaw księgarni, z rozmów w kawiarniach. To, co kupiłem, to geopolityka dość brukowa, by nie powiedzieć - szmatława. Autor nazywa się Nikołaj Starikow i chciałem go poczytać, bo z tego, co wiedziałem, reprezentuje punkt widzenia przeciętnego taksówkarza, urzędnika, efesbeka, emeryta - czy innego speca od geopolityki, historii i ekonomii.
Geopolityk Starikow pisze na przykład tak: "Geopolitycznych graczy na planecie jest czworo: USA plus Wielka Brytania (Anglosasi), Europa z Niemcami i Francją na czele, Chiny i Rosja. Światowy hegemon właściwie podporządkował sobie wszystkich Europejczyków, których suwerenność jest skrajnie ograniczona. Amerykańskie bazy wojskowe w Niemczech stoją jak wkopane w ziemię, podczas gdy nasza armia z Niemiec już dawno wyszła. Przed kim USA bronią dziś Niemców? Przed Polską, członkiem NATO? A może przed członkiem NATO - Francją? Odpowiedź jest oczywista: armia USA chroni w Niemczech interesy USA".
  • Dziesięć minut przerwy! - ryczy szofer i zatrzymuje się na parkingu pod motelem połączonym z restauracją.
Chcę skorzystać z restauracyjnej toalety, ale komisyjnie odmówiono wydania mi klucza, bowiem kupiłem tylko pierożek z grzybami, a to za mało, by stać się pełnoprawnym klientem. Zasugerowano toaletę publiczną bądź krzaki. Zlitowano się jednak w końcu nade mną, dała o sobie znać słynna rosyjska dusza, i wpuszczono.
Sikam, patrząc to na wszechrosyjski napis upraszający klientów o niewrzucanie zużytego papieru toaletowego do sedesu, to na stojące obok pudełko pełne obesranej bumagi.
W Nowogrodzie świat już inny. Tu już nikt nic nie kosi ani nie maluje, a bloki się rozłażą jak wszędzie w Poradziecji. A w powietrzu unosi się ciągłość. Przy ul. Petersburskiej wznoszono taki sam budynek jak te z 50. i 60. lat, które stały obok. Z jednej strony stoją dźwigi, z drugiej na balkonie wisi już pranie, a starsza kobieta idzie w stronę drzwi objuczona siatami, jak było przed wiekami, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
W miejskim autobusie jakaś pani ochrzania bileterkę, że zbyt szybko do niej podeszła.
  • Jeszcze nie usiadłam! - krzyczy.
Bileterka cichym, nienawistnym głosem informuje ją, że jest głupia i że jeśli biletu nie kupi, wezwie policję. Po chwili na bileterkę wrzeszczy cały autobus. Kierowca nie określa się po żadnej ze stron: co jakiś czas wychyla głowę z szoferki, krzycząc, że ma kij i zaraz może go użyć.
Facet, który zagadnął mnie w autobusie, widząc, że czytam Starikowa, ma na imię Dima. Zagadnął, bo sam też czyta Starikowa. I się z nim entuzjastycznie zgadza. Stereo: Starikow pcha mi się do głowy przez oczy, a Dima przez uszy. Wysiedliśmy, a on ciągle opowiada. Że wszystkie te "gówniane wartości", którymi kieruje się Zachód, to gra. Dima twierdzi, że przeznaczeniem Rosji jest porozumienie z Niemcami i Chinami, i wspólne rzucenie wyzwania USA.
Dima gada i gada, a ja zapytałem go o Nowogród: czy nie szkoda mu, że podbiła go Moskwa? Historia mogła być zupełnie inna.
Dima mruga oczami i ścisza głos. - Moskwa celowo próbuje upokorzyć Nowogród - syczy. - Żeby jego potęga już nigdy nie wzrosła!
  • Serio? - pytam, patrząc na Dimę, obawiam się, jak na idiotę.
  • Jasne! - odpowiada. - Zobacz, jaka tu bieda! I jak trudno dojechać, mimo że Nowogród przy głównej drodze Petersburg - Moskwa! A do Moskwy jeden pociąg, do Pitra kilka, kilka autobusów na krzyż... I teraz my - biedna, mała prowincja, a Moskwa - ot, stolica! Ale, przyjacielu, Moskwa trzyma nas pod butem, bo się nas boi!
  • Ale - pytam skołowany - czego się boi? Tradycji nowogrodzkiej demokracji?
Teraz Dima patrzy na mnie jak na idiotę.
  • Jakiej, nachuj, demokracji? - pyta. - Ty co, frajer, że w demokrację wierzysz?
Dima poszedł, a ja zostałem z tą jego spiskową teorią, w którą, jeśli się wprawiło mózg w tryb działania lekkiej paranoi, można było nawet od biedy zacząć sobie powierzywać.
Bo jeśli patrzeć na wszystko tak, jak patrzą zwolennicy spisków, to na przykład tak: najprostsza droga z dworca na kreml, symbol nowogrodzkiej potęgi, zastawiona jest wielkim obeliskiem z moskiewskim dwugłowym orłem na czubku. Pomnik wojennej sławy. Wokół niego poustawiano płaskorzeźby pokazujące wszystkie historyczne momenty, w których Nowogród przelewał krew: od odparcia wojsk włodzimiersko-suzdalskich, bitwę Aleksandra Newskiego z Teutonami na jeziorze Pejpus, przez opołczenie przeciw Napoleonowi, aż po wyzwolenie z rąk niemieckich w czasie II wojny. O masakrze z rąk któregokolwiek z Iwanów - ani słowa.
  • Przypadek? Nie sądzę - szepcze mi w mózg mój wewnętrzny Dima, a z głośników zamontowanych na pomniku sączy się wojenna rosyjska opowieść o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.
Kreml jest odpacykowany i wygląda jak mumia umarłego państwa wystawiona turystom na żer. Przeszedłem przezeń i idę za rzekę, w stronę dzielnicy, która w starym Nowogrodzie była jego handlowym centrum. Teraz są tam park i niewielkie domki. Wołchow, rzeka, gigantyczna, wielka, jak muskularne ramię. Na moście stoi kilku starszych facetów i łowi ryby. Pytam o Nowogród.
  • Chujogród! - wrzeszczy jeden z nich. - Chujogród Wielki!
  • Pan Chujogród Wielki - dodaje drugi, spokojniej nieco.
  • Kradną na potęgę, nic się nigdy nie zmieni w tym jebanym kraju!
  • W ZSRR wszystko było super - dodaje drugi, bardzo spokojnie. - W kosmos ludzi puszczali, małpy puszczali, psy nawet puszczali, a teraz co - w 20 lat wszystko w pizdu rozjebali...
  • Tak tylko pytałem - mruczę i idę dalej.
Pani Wiera prowadzi galeryjkę z lokalnymi ozdobami bazującymi na tradycyjnej sztuce.
  • Nasze ozdoby są podobne do wikińskich - mówi, pokazując mi pierścienie, które sama zrobiła. - O, wzory, motywy. Tu - nasz statek. Jak drakkar, prawda? A tu...
  • ...nie da się ukryć, że swastyka - mówię.
  • A tak. Motyw solarny. Tradycyjny. Nasza sztuka wyraźnie odróżnia się od reszty Rosji. U nas była republika. Hanza, Skandynawia...
  • No właśnie - przytakuję. - A potem przyszła Moskwa i podbiła. Nie szkoda?
Pani Wiera zwraca na mnie oczy błękitne jak tysiącrublowe banknoty.
  • Ale za to teraz jedna Ruś. Święta - mówi. - A stolice? Ot, zmieniają się.
W Nowogrodzie jeszcze kilka razy się dowiaduję, że wszyscy politycy, włącznie z Putinem i Miedwiediewem, to suki i że Rosję sprzedali, a kiedyś to były rakiety, potęga i wakacje na Krymie. Teraz Krym, mówią, niby nasz, ale nie ma za co tam jechać.
Chodzę po mieście. Wygląda tak samo jak inne miasta w tej części świata. Rosja spóźniła się nieco na nowoczesność - jakieś 100 lat. W czasie, gdy w Europie powstawały wielkie kwartały mieszczańskich kamienic, w Rosji - niewiele. Cywilizacyjny ciąg, który wyssał chłopów z chat i ściągnął do miast, miał miejsce dopiero w ZSRR, i to dopiero wtedy powstały wielkie kwartały. Jednak już nie kamienic, ale bloków. Ale zawsze, czy to w XIX, czy w XX wieku - choćby Dima i Starikow zaprzeczali, ile chcieli - to Zachód był punktem odniesienia. Bo innego po prostu nie było.
Chodzę więc po mieście, które już widziałem wiele razy: na Ukrainie, w Mołdawii, na Białorusi. Z nudów czytam szyldy: Wielkoljuksnyj Miasokombinat, Staryj Zamok.
Szyld knajpy Staryj Zamok przedstawia nie lokalną wersję zamku, ale zachodnią, z gzymsami i wieżycami, z sinymi, a nie czerwonymi cegłami jak w kremlach. Napis jest stylizowany na gotyk, a nad wszystkim stoi rycerz ,nie ruski woj.
Wracam pociągiem. Siedzenie za mną kokoszą się jakieś dwudziestoparoletnie Szwedki czy Dunki, które nabijają się z brzmienia języka rosyjskiego. Najwyraźniej się go uczą. "Żyzń" - powtarzają, chichocząc. "Russkij", "Charaszo", "Koszka, katora żywiot w ogorodie".
Patrzę na rozwłóczenie za oknem i nie mam już siły na Starikowa. Wyciągam "Krutyje gorki XXI wieka" Dmitrija Trawina, liberała z petersburskiego uniwersytetu.
Trawin postuluje coś odwrotnego niż Starikow: skumać się nie z Chinami przeciwko Zachodowi, ale z Zachodem przeciwko Chinom. I przyjmować nie chińskie wartości i chińską dominację, ale wartości zachodnie. Trzeba demokratyzować, bo tylko demokratyczna kontrola skutecznie zwalcza korupcję i patologię. Trzeba brać pod uwagę emancypację kolejnych grup i dostosowywać do tych zmian strategię państwową, a nie szczuć konserwatyzmem.
Za oknami od czasu do czasu pojawiają się wysuszone chaszcze barszczu Sosnowskiego, wielkie jak rośliny z triasu czy jury.
Wysiadam w Petersburgu na Moskiewskim. Gdy tylko wychodzę z dworca, wali mnie w nos zapach taniego i tłustego żarcia i na pełnej prędkości wjeżdża we mnie na deskorolce hipster z wąsami podkręconymi jak kajzer Wilhelm.
Na drugi dzień rano znów jestem na Moskiewskim, a w ręce mam bilet na "sapsana" do stolicy. Te "sapsany" to duma Rosji: szybkie, bezszmerowe, windy do przemieszczania się pomiędzy dwiema stolicami Rosji, poza którymi zresztą spora część ich mieszkańców nigdy nie była.
Mieszkańcy prowincji pomiędzy Moskwą a Petersburgiem długo nie mogli do tych "sapsanów" przywyknąć - ludzie, jak zawsze, przechodzili przez tory, tylko nie zawsze udawało im się uciec przed czymś pędzącym 250 kilometrów na godzinę. Były ofiary, a "sapsany" nie zawsze zatrzymywały się na miejscu wypadku. Podobno dlatego, że "i tak nie miało to sensu".
Zdarzało się więc, że ludzie atakowali pociągi: tłukli szyby kamieniami i drągami, obrzucali pomidorami. Tak samo jak w Anglii atakowano pierwsze kopcące i wyjące lokomotywy.
Czekając na "sapsana", patrzę, jak podoficer ustawia świeżych rekrutów w dwuszeregu. Nadrabiają minami, ale wyglądają na wystraszonych. Prawie dzieci, każdy w ciemnooliwkowym mundurze, z czarną torbą na ramię. Podoficer też gówniarz i ma podobny mundur, tylko na ramieniu torebkę na pasku, którą we wschodniej Europie chętnie noszą faceci, żeby im portfel i klucze kieszeni nie wypychały. Podoficer odchodzi kawałek, rozmawiając przez telefon, a do oddziału podchodzi pijany facet, niosąc w ręce butelkę z ice tea, mruganiem dając do zrozumienia, że sama ice tea to to nie jest. Chłopaczki odganiają go, zerkając na podoficera.
  • Gdzie jedziecie? - pyta facet, sam popiwszy z butelki. - Na wojnę pewno, chłopaczki, na wojnę. Szkoda żyć waszych młodych...
  • Na jaką wojnę? - odburkuje mu któryś z poborowych. - Idź, ty pijaku, na chuj...
"Sapsan" jedzie. O rany: wagonowi w eleganckich szarych mundurach i białych rękawiczkach. Podają paniom rękę, gdy wchodzą na stopień. Tak, to Rosja taka, jaką sama bardzo by chciała siebie widzieć.
Jest w tym wszystkim coś XIX-wiecznego. Steampunkowy konserwatyzm, nawet jeśli entourage mocno nowoczesny. Po wagonach chodzą oficerowie w odprasowanych mundurach i biznesmeni. Kręci się pachnący młody pop o budowie i urodzie hipstera z reklam H&M w wystających spod habitu jasnych dżinsach i drogich, białych mokasynach. Przez głośnik ciepły głos informuje, że dzieci najlepiej trzymać na rękach, żeby nie zapominać bagażu i w ogóle uważać.
Facet, który rozłożył obok mnie laptop, wydzwania do Hiszpanii po "dużą partię" jakichś paneli, oficerowie wytwornie kozakują do bizneslejdis. Na pociągowych ekranach radziecki film "Razwiedcziki".
Czytam Trawina. Pisze, że Zachód chętnie "oddałby Rosji Ukrainę", tylko mu głupio, bo ta, brocząc majdanową krwią, sama mu się wpycha na salony. Patrzę przez okno na krajobraz, ale nie jest to krajobraz Rosji właściwej, jej centrum cywilizacyjnego. Petersburg powstał za późno, na ugrofińskiej ziemi.
Mam wrażenie, że chcąc zobaczyć obszar odpowiadający polskiemu jądru, terenowi między Krakowem a Warszawą, musiałbym jechać do Moskwy z Kijowa. Patrzę tymczasem na krzepkie lasy, na rzadko porozrzucane osiedla. Elegancki pociąg jadący przez przestrzeń z perspektywy Europy będącą końcem świata. W zachodniej części kontynentu - ba, nawet środkowej - nie ma już tak pustych przestrzeni.
Czytam Trawina: przewiduje powstanie w tym miejscu "międzynarodowego megaregionu", który miałby obejmować Moskwę, Petersburg, Helsinki i Tallinn. Taki megaregion przyciągnąłby zagraniczne inwestycje, pojawiłaby się sieć szybkich połączeń etc. A gdy w Rosji nastanie "normalna władza", to ten megaregion stanie się stymulatorem dla reszty Rosji.
Trawin, liberał, w ogóle nie bierze pod uwagę, że zmilitaryzowana i skorumpowana Rosja, której nie lubi i którą krytykuje, mogłaby zaatakować Zachód. Uważa, że władza próbuje nadal mościć się jak najwygodniej i przez zapewnianie obywatelom jakich takich warunków życia szukać ich poparcia. Uważa, że Rosji nawet się nie opłaca wprowadzać oficjalnie wojsk do Ługańska i Doniecka, bo ściągnie to dalsze sankcje i popsuje relacje z Zachodem.
"Pociąg zbliża się do Moskwy, stolicy Rosji" - odzywa się nagle głos z głośników. Oficerowie mają takie miny, jakby tylko siłą powstrzymywali się od salutowania.
Wysiadam z metra na Czystych Prudach i o mało nie wpadam pod konia, na którym jedzie dziewczyna w przebraniu prasłowiańskiej wojowniczki z dzidą. Plenerowy pokaz rekonstrukcyjny pod tytułem "Bohaterowie ruskich bylin".
Patrzę, jak Rosja wyobraża sobie słowiańskość, i za nic nie przypomina to wyobrażeń Polaków. Żadnych bosych pierdołów z żółtymi wąsami i fryzurami á la Piast Kołodziej. Bardziej przypomina to Madziarów z ich spiczastymi czapkami i zawiniętymi noskami butów, w skórzanych kubrakach i z zakrzywionymi szablami.
A poza tym - Moskwa się amsterdamizuje. Całe miasto pogrodzone budowami, na których pracują głównie ludzie z Azji Środkowej. Wyznaczają ścieżki rowerowe, którymi jeżdżą nieliczni rowerowi hipsterzy. Ulice wyremontowane, a chodniki - asfaltowe. Szyldoza - mocno ograniczona. Kamienice - wyremontowane.
Moskwa jest ładna. Tylko gdzieniegdzie widać pomniki trudnej przeszłości, mastodonty z lat 90., tandetne centra handlowe, które popowstawały w czasach, gdy świętości na jakiś czas przestały istnieć i przestrzeń publiczną można było sobie kupić, jeśli miało się kasę.
W sumie się dziwię, że nikt nie postawił takiego - na przykład - domu towarowego Nautilus, przypominającego morskiego potwora narysowanego przez dziecko, na placu Czerwonym albo nie urządził butiku w mauzoleum Lenina.
No i jest wszystko. Na Nikołajskiej można na przykład zjeść "japońskie bliny". Reklama domu handlowego kusi "mediolańskimi cenami", a nieopodal włóczy się półnagi i wytatuowany zieloną farbą mużyk w klapkach.
Carskość miesza się z radzieckością, nowobogackość - z hipsterskością i żulerką. Na placu Czerwonym, zaraz obok "zerowego kilometra", od którego liczy się wszystkie odległości w Rosji, siedzi bardzo dobrze ubrana kobieta i żebrze, kryjąc się za wysadzanymi kryształkami czarnymi okularami. Ma głupkowaty uśmiech i nie wiem, czy to faktycznie jakaś życiowa tragedia, czy gra dla znudzonych życiem milionerów.
Przed luksusowym hotelem nieopodal stoi portier w liberii ociekającej złotem tak suto jak radziecki generał orderami. Ale buty ma tanie i przykurzone.
Zaraz za hotelem zaczyna się narysowane miasto: cały kwartał obwieszony płachtami, na których namalowano fasady zakrytych przez nie kamienic. Wygląda to surrealistycznie i niesamowicie.
W środku tego wszystkiego siedzi Kreml - jak miasto w mieście. Jak średniowieczny zamek, w którym, jak w bajkach, żyje król odgrodzony od świata murami, wokół których rozpościera się miasto. Bzyczące, szumiące, westernizujące się, leżące w samym środku pustki.
Mieszkam na Czystych Prudach i codziennie wracam do hostelu przez słowiańską starożytność. Przechodzę pomiędzy poustawianymi na chodniku słowiańskimi demonami i bożkami, światowidami i smokami, które stoją pod kolejnym potworem z lat 90. noszącym dumną nazwę Czistyje Prudy Biznies Cientr.
Upał jak diabli. Gdzieś z głębin Syberii, rozgrzanej latem jak kamień włożony do pieca, bucha na Moskwę żar. Niebo co noc jarzy się pomarańczowo.
Wieczorami miejscowe knajpy zaczynają szaleć. Gra muzyka, a przez tłum ludzi palących papierosy na chodnikach i ulicy wolno przejeżdżają samochody.
Siedzę na piętrze w hostelu i patrzę na wszystko z góry. Albo schodzę na dół, przed hostel, gdzie co wieczór popija whisky prosto z butelki ten sam skład: Misza z Sachalinu, Artiom z Kaliningradu i Żenia z Dniepropietrowska.
Misza z Sachalinu rapuje (o tym, że z końca świata przyjechał tutaj, do centrum świata), a Artiom, z drugiego końca nieskończonej Rosji, robi ustami bity. Żenia pali jointy i średnio się przejmuje faktem, że zaraz obok jest posterunek milicji. Narzeka, że "junta" w Kijowie przemianowała mu miasto na "Dnipro", ale on i tak będzie mówił "Dniepropietrowsk".
Wszyscy przyjechali tu szukać pracy i pomieszkują w hostelu tymczasowo. Mówią, że wszystko w Rosji się zmienia. Że policja nie bierze łapówek. No, prawie nie bierze. Że za mniejsze rzeczy jeszcze można się za kasę wymigać, ale za grubsze już nie. Sama policja też już inna niż ta stara, radziecka: nie ma już czap XXL i brzuchów opatulonych mundurem ze ściągaczem; gliniarze chodzą po ulicach w czarnych kombinezonach i czarnych beretach. Sporo z nich jest Kaukazczykami i w tych strojach kojarzą się z wojskiem jakiejś południowoamerykańskiej junty.
Dmitrij, dziennikarz, który kiedyś był opozycjonistą, a później przeszedł na ostry proputinizm, mówi, że przejrzał na oczy. Spotkaliśmy się przy stacji metra Nowokuznieckaja, w otoczeniu knajp i ulicznych grajków. Mówię mu, że Moskwa stała się fajnym miastem. Macha ręką. Fajnie, mówi, że się buduje, że się naprawia, ale po cholerę te pedalskie ścieżki rowerowe?
  • To jest sprawka pieprzonych liberałów!
  • Jakich liberałów? - dziwię się. - Przecież to nie liberałowie rządzą w Moskwie!
Dmitrij patrzy na mnie dziwnym wzrokiem.
  • Z otoczenia Putina - odpowiada. - Źle mu doradzają. Po co w Moskwie ścieżki rowerowe, jak zima większość roku? Tu autami się jeździ.
Zaprasza do domu. Jedziemy metrem. Dmitrij śmieje się z tych, którzy opowiadają niestworzone, jak mówi, rzeczy o Rosji jako o siedzibie zamordyzmu i autorytaryzmu. Opowiada o bezdusznych liberałach, którzy w Moskwie wyburzają stare budynki, zostawiając tylko fasady - a on jest romantykiem i stare budynki kocha. Opowiada też o Katyniu. Stalin - jak twierdzi - kazał wymordować polskich oficerów dlatego, że bał się powtórki z historii Legionu Czechosłowackiego, który w czasie rewolucji woził się po całej Rosji i kontrolował, co chciał.
Przeopowiada tak całą drogę, wszystkie stacje i przesiadki, aż w końcu stajemy pod starą chruszczowką na podmoskiewskim osiedlu.
  • No. Teraz będziesz mógł napisać, że proputinowski propagandysta żyje bardzo źle.
Ale źle nie jest. Mieszkanie, choć skromne, całkiem przytulne. Wygląda jak stereotypowe mieszkanie radzieckiego - albo poradzieckiego - intelektualisty. Ściany zawalone książkami, mała kuchenka i stół w dużym pokoju, przy którym pijemy wódkę.
Jemy gotowane ziemniaki, kiszone warzywa i galaretę, a Dmitrij mówi, że Zachód musi paść, bo nie ma już w nim religii, a bez religii i płynących z niej wartości padnie nawet ekonomia.
Pijemy, a on atakuje. Głównie Zachód. Robi to w sposób charakterystyczny dla populistycznych harcowników. Albo myśliwych polujących na mamuta. Uderza w dobrze zidentyfikowane słabe punkty, a potem nie czeka na ripostę, tylko odskakuje - i atakuje kolejny punkt.
Interwencja w Libii, w Iraku, w Kosowie.
Przymuszanie do demokracji.
Otaczanie Rosji bazami wojskowymi.
  • Z praw człowieka zrobiliście religię! - podnosi palec do góry, zapominając, że dopiero co zarzucał Europie całkowity brak wartości.
  • Kiedyś był w Europie suprematyzm rasowy, później kulturowy, a teraz macie instytucjonalny - głosi, nie zwracając uwagi nato, że dopiero co gromko przeciwstawiał się "terrorowi politycznej poprawności". - Uważacie, że można nami gardzić, bo mamy gorsze sądy i mniej sprawnie działającą demokrację od was!
  • Juncker jest faszystą! - krzyczy. - Sprzeciwiał się demokratycznemu wyborowi Austriaków, którzy głosowali na Norberta Hofera!
  • A to nie Hofer jest faszystą? - pytam.
  • Nie jest - odpowiada bez mrugnięcia okiem - jeśli jego partia była legalnie zarejestrowana.
Czasem sięga już wyżyn absurdu, twierdząc na przykład, że to nie Rosja znajduje sobie partnerów w europejskiej skrajnej prawicy, tylko zmusza ją do tego zachodni mainstream, który z Rosją nie chce rozmawiać. Na koniec ogłasza, że Polacy i Rosjanie są podobni. Na przykład nie lubią pedałów. Powinni być z tego dumni - oznajmia, a ja proszę go o numer na taksówkę.
Wracam przez piątkową noc. Taksówka stoi w korku. Przyglądam się kierowcom. Jakiś czarnoskóry facet ma na lusterku georgijewską wstążkę. Jakieś dresy chcą się z nami ścigać stuningowaną ładą. Jakiś koleś prowadzi jeepa, na który nakleił jednocześnie symbol transformersów i napis "Spasibo diedu za pobiedu".
Bliżej Czystych Prudów po ulicy galopują dziewczyny na koniach. Pod hostelem siedzą Misza i Artiom i rapują pod whisky. Jointów nie ma, bo Żenia powiedział, że pieprzy to szukanie roboty, i wrócił do Dniepropietrowska.
Na Nowym Arbacie znajduję plakat deputowanego Wiaczesława Łysakowa, który krzyczy: "Władza pod obywatelską kontrolę". Zdziwiłem się: co to za opozycjonista inicjujący niebezpieczne oddolne ruchy? Patrzę na dół plakatu, a tam jak byk napisane: "Jedinaja Rossija".
Odchodzę z oczami w słup.
  • Tylko frajerzy wierzą w demokrację - powtarzam sobie, chodząc po stolicy autokratycznego kraju, która z wyglądu coraz bardziej przypomina Zachód. W którym żyje się, mimo kryzysu, na całkiem niezłym poziomie.
Po cholerę demokracja, skoro, jak tu wszyscy uważają, nie wierzy w nią nawet Zachód? Po co się oszukiwać, wystarczy stworzyć miraż, kopię - i mieć to samo u siebie, tylko bez tego pieprzenia z wolnościami obywatelskimi i polityczną poprawnością. Zamiast lokować swoją partię w wyborczym wyścigu na scenie politycznej, wystarczy wsadzić całą scenę polityczną - od lewicy i liberałów po prawicę i ruchy obywatelskie - do swojej partii.
Patrzę na to udawane, przegięte hipsterstwo i przypominam sobie Berlin, gdzie to wszystko, cały ten bezproblemowy lajfstajl zbudowano na dojrzałej akceptacji, tolerancji i bezwarunkowej wolności, a tutaj próbowano przeszczepić wyłącznie jego formę bez zrozumienia istoty rzeczy. Jako symbol otwartości przyjęto budowanie ścieżek rowerowych, po których mało kto jeździ, i pozwolenie obywatelom na siadanie na trawnikach w parkach.
Ale Moskwa i Piter były miastami orbitującymi. Równie dobrze mogły leżeć na Pacyfiku - klimat przyjemny, morska bryza, a nie tu, w środku eurazjatyckiego gigalądu, gdzie zimą wiucha mrozem, jakby słońce zgasło, a latem bucha żarem, aż lasy płoną.
Moskwa i Piter to nie jest Rosja, bo z resztą kraju nie mają wiele wspólnego, ale jednocześnie to istota Rosji - bo jeśli ściąć te dwie głowy rosyjskiego orła, to ciało nie będzie miało pojęcia, co ze sobą dalej robić.
  • Na prowincji nie istniejemy - mówi Iwan, dziennikarz jednej z liberalnych gazet. - Na opozycję prawie nikt nie głosuje. Nie to, że kochają Putina, czasem go wręcz nienawidzą. Po prostu nie ma nikogo innego, a nas nie traktuje się poważnie. Tylko frajerzy wierzą w demokrację.
  • A wy wierzycie? - pytam.
  • No... - waha się. - U nas jest narracja taka sama jak wszędzie indziej w Europie. Poza jedną rzeczą: nie mamy pojęcia, skąd się u was wzięło to przekonanie, że Putin kogokolwiek najedzie. Przecież tyle wysiłku włożył w zbudowanie swojej pozycji, w kupienie narodu tą całą pseudowesternizacją. Przecież on chce w spokoju dożyć śmierci i rządzić, ile się da, albo namaścić kogoś na następcę - byle nie oddać władzy komuś, komu przyjdzie do głowy wsadzić go do pierdla.
  • Ale jeśli ktoś jednocześnie na potęgę się zbroi i pada mu gospodarka - mówię - to nie może być z tego nic dobrego.
Wzrusza ramionami.
  • Kto wie, czy cała ta akcja z militaryzacją to nie po to, żeby Zachód wiedział, że jeśli będzie pod Putinem dołki kopał, to tutaj dojdzie do takiego samego szaleństwa jak w Libii po Kaddafim. Być może liczy na to, że Zachód wystraszy się takiej perspektywy i zostawi go w spokoju. A dochrapał się pozycji, jakiej chciał. Rosja wstała z kolan. Nikt nie traktuje jej już z litością i pobłażaniem jak za Jelcyna. Po co mu więcej?
Idziemy na piwo. Z nami dziewczyna, Wiera. Wiera pochodzi z Sewastopola, z Krymu. Mieszka w Moskwie, ale jest liberałką, więc w ramach protestu przeciwko aneksji nie chciała wymienić ukraińskiego paszportu na rosyjski.
  • A twoi rodzice - pytam - chcieliby, żeby Krym wrócił do Ukrainy?
  • A skąd! - uśmiecha się. - Oni za Putinem.
  • A ty byś chciała?
  • Eee - myśli. - Teraz, jak tam już wszystko pozmieniali... telefony, banki, policję, wszystko - znowu zmieniać od początku? Ludzie od tego oszaleją. To już może niech będzie tak, jak jest.
Wracam do hostelu. Tam czeka już tylko smutny Sachalińczyk. Artiom wrócił do Kaliningradu.
Tekst jest fragmentem książki pod tytułem "Międzymorze" , zapisu podróży Ziemowita Szczerka przez Europę Środkową, która ukaże się nakładem wydawnictw Agora i Czarne na przełomie 2016 i 2017 r.
*Ziemowit Szczerek ur. w 1978 r., dziennikarz, pisarz, tłumacz. Autor m.in. "Przyjdzie Mordor i nas zje", "Siódemki". Za książkę - "Tatuaż z tryzubem" nominowany do tegorocznych nagród literackich: Angelusa i Nike.
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20538288,tylko-frajerzy-wierza-w-demokracje-ziemowit-szczerek-podrozuje.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.05.19 10:37 ben13022 Wróg Korfanty

Dla marszałka Piłsudskiego i sanacji był wyjątkowo obmierzłym wrogiem. W lipcu 1939 r. na wieść, że w każdej chwili może umrzeć, sędzia kazał wypuścić go z więzienia. Wojciech Korfanty, bohater i idol tysięcy Ślązaków, miał to szczęście, że umarł dwa tygodnie przed wybuchem wojny i nie zobaczył upadku II Rzeczypospolitej Dwudziestego sierpnia na pogrzeb Korfantego przyszło pół Górnego Śląska - gazety pisały, że gdy po kilku godzinach wędrówki ulicami Katowic kondukt dotarł wreszcie do bram cmentarza, niektórzy żałobnicy dopiero ruszali spod kościoła. Żegnało go kilkadziesiąt tysięcy ludzi, ale nie sanacyjny wojewoda Michał Grażyński, który nie tylko ostentacyjnie wyjechał z miasta, ale jeszcze zakazał urzędnikom udziału w ostatniej drodze Korfantego.
Ci dwaj znali się i nienawidzili od blisko 20 lat, od trzeciego powstania śląskiego. Czasami trudno było uwierzyć, że walczyli wtedy po jednej stronie.
Po dwóch pierwszych powstaniach (1919 i 1920), które wybuchły spontanicznie i zgasły po kilku dniach, w nocy z 2 na 3 maja 1921 r. zaczęło się trzecie. I zaskoczyło Niemców. Bo tym razem zamiast zbieraniny źle uzbrojonych cywilów zobaczyli karne oddziały podzielone na trzy grupy wojsk. Powstańcy mieli pociągi i samochody pancerne, wywiad, szpitale polowe. Niemcy podejrzewali, że uzbrojenie i dowódców przysłała Warszawa, i dlatego mówili o powstaniu polskim. Uważali też, że wywołał je Korfanty.
Tymczasem był on przeciwnikiem walki i unikał jej tak długo, jak mógł, bo wierzył, że los Górnego Śląska rozstrzygnie się przy stole rokowań, a nie na polu bitwy. Korfanty, starszy o całe pokolenie od większości powstańców, był politykiem, nie żołnierzem.
W księgach parafialnych w kościele w Siemianowicach ksiądz zapisał go 23 kwietnia 1873 r. jako Alberta, co jest zdrobniałą formą niemieckiego imienia Adalbert. W domu, gdzie mówiło się śląską gwarą, nazywali go Wojtkiem albo Wojciechem, ale Polakiem zrobili go dopiero niemieccy nauczyciele w gimnazjum w Katowicach. - Tak długo zohydzali wszystko, co polskie, że w końcu postanowiłem dowiedzieć się czegoś o tych Polakach - opowiadał po latach.
Tuż przed maturą wyleciał ze szkoły za zorganizowanie polskiego koła samokształceniowego - czytali z kolegami Sienkiewicza. Na szczęście sprawę opisały gazety, a Józef Kościelski, Wielkopolanin i przewodniczący koła polskiego w Reichstagu, niemieckim parlamencie, postanowił pomóc młodemu Ślązakowi. Dzięki niemu Korfanty pod koniec 1895 r. przyjeżdża jako wolny słuchacz na politechnikę w Berlinie, zdaje maturę, a potem zaczyna studiować prawo, ekonomię i filozofię na wrocławskim uniwersytecie.
I zaczyna też politykować - na początek przystępuje do Zetu - Związku Młodzieży Polskiej "Zet", organizacji stworzonej przez działaczy Narodowej Demokracji, poznaje Romana Dmowskiego. W 1898 r. po raz pierwszy jest w Warszawie - przyjeżdża na odsłonięcie pomnika Mickiewicza. Po latach wspominał, że pokazywano go tam palcami jak jakieś dziwadło - że Polak, choć ze Śląska.
Wykorzystując znajomości wśród działaczy endecji, zaraz po ukończeniu studiów w 1901 r. zakłada w Katowicach gazetę "Górnoślązak". Pisze ostro i dosadnie, co się podoba - pismo rozchodzi się na pniu. Ale pruskie władze szybko umieszczają go na liście wichrzycieli i na początku 1902 r. sąd skazuje go na cztery miesiące więzienia za wzniecanie nienawiści narodowej.
Proces, tak jak wcześniej wyrzucenie z gimnazjum, tylko pomaga - Korfanty zyskuje sławę męczennika za polską sprawę i gdy 31 maja 1902 r. wychodzi z więzienia we Wronkach, przed bramą czeka tłum. Rok później zdobywa już mandat poselski do Reichstagu.
Dla wrocławskiego kardynała Georga Koppa Korfanty w Reichstagu to obraza boska. Nie dość, że bezczelny Polak wyśmiewa księży, to jeszcze zabiera mandat w okręgu zdominowanym dotąd przez katolicką partię Zentrum. Kopp pisze list pasterski przeciwko Korfantemu i każe go odczytać z ambon w całej diecezji - skutek jest taki, że popularność Korfantego wśród Polaków znów rośnie.
Gdy jednak na początku lipca 1903 r., chwilę po wygraniu wyborów do Reichstagu, chce się żenić, proboszcz parafii w Bytomiu, skąd pochodziła narzeczona, mówi mu: Albo przeprosisz za ataki na księży, albo ślubu nie będzie.
Korfanty domyśla się, że to robota kardynała Koppa, i jedzie do Krakowa. Tam kardynał Jan Puzyna początkowo nie zamierza dać zgody na ślub kościelny Ślązaka, ale w końcu się zgadza. Niech się żeni, będę miał o jednego wroga mniej - powiedział podobno Puzyna i w kościele św. Krzyża Korfanty wreszcie staje przed ołtarzem.
Czy w tym czasie spotkał już młodszego o 17 lat Grażyńskiego, który od 1901 r. uczęszcza do krakowskiego gimnazjum św. Anny?
Różniło ich bardzo wiele. Korfanty do polskości dochodził sam i na przekór niemieckiemu w większości otoczeniu. Urodzony we wsi pod Myślenicami Grażyński od dziecka miał kontakt z polską książką i polskimi nauczycielami. Podobnie jak Korfanty jeszcze w trakcie studiów (historia na UJ) zainteresował się polityką, ale poszedł nie za Dmowskim, lecz za Józefem Piłsudskim. I tak jak przyszły marszałek fascynował się walką zbrojną i kultywował pamięć o powstaniu styczniowym. Gdy przyjedzie na Górny Śląsk do powstania, obierze pseudonim "Borelowski", na pamiątkę po słynnym, poległym w 1863 r. pułkowniku Marcinie Borelowskim. o Pierwszej Kompanii Kadrowej ani do Legionów się nie załapał - zaraz po wybuchu wojny światowej zostaje wcielony do austriackiego wojska, ale z frontu wraca szybko z powodu rany brzucha. Gdy w listopadzie 1918 r. tworzy się polskie wojsko, Grażyński zgłasza się do krakowskiego dowództwa i w stopniu kapitana zostaje referentem oświatowym.
Ale mierzy znacznie wyżej. Na początku 1920 r. wywiad wysyła go na Spisz i Orawę, aby zachęcał miejscowych do głosowania w plebiscycie na Polskę. Gdy prawie całe sporne terytorium zwycięskie mocarstwa przyłączają do Czechosłowacji, rozgoryczony Grażyński dochodzi do wniosku, że o swoje trzeba walczyć zbrojnie, a nie w gabinetach dyplomatów.
Grażyńskiego "Borelowskiego" polski wywiad wysyła na Górny Śląsk. Ma pomagać Korfantemu.
Od początku 1920 r. Korfanty stoi na czele Polskiego Komisariatu Plebiscytowego, namiastki polskiej władzy na spornym Górnym Śląsku. Siedzibę komisariat ma w zdominowanym przez Niemców Bytomiu, co oznacza dla tego "polskiego rządu" wiele niebezpieczeństw. Raz Korfanty zostaje zaatakowany przez demonstrantów i z kilkoma współpracownikami musi uciekać na dach biura, skąd ostrzeliwuje się, dopóki nie nadchodzi odsiecz.
Niemcy nazywają go die blonde Bestie i śpiewają o nim złośliwe piosenki. Swoi go uwielbiają. Wspaniale przemawia - w zależności od audytorium mówi literacką polszczyzną, wtrącając anegdoty i złośliwości, a kiedy trzeba, godo po śląsku.
Po jednym z wieców kobiety zarzucają mu na ramiona girlandy kwiatów, a w sali Neue Welt w Gliwicach noszą na rękach. Niewiele sobie robi z Niemców, którzy wyznaczają za jego głowę 4 mln marek - na wiece dalej jeździ odkrytym fordem i tylko czasami zmienia trasy przejazdu.
Po zakończeniu pierwszej wojny światowej w Warszawie byli politycy, którzy liczyli na to, że na Górnym Śląsku mocarstwa przyznają Polsce obszar sięgający Odry. Życzliwa temu była Francja, której zależało na osłabieniu Niemiec. Ale brytyjski premier David Lloyd George chciał zachować równowagę sił na kontynencie i w końcu postawił na swoim - o tym, komu przypadnie Górny Śląsk (i inne sporne terytoria), miały zdecydować plebiscyty mieszkańców.
Zadaniem Korfantego, którego po cichu finansowo i organizacyjne wspiera polski rząd, jest kierowanie agitacją wśród Górnoślązaków, aby jak najwięcej z nich głosowało za Polską.
Żeby nie dopuścić do zastraszania ludności, alianci nakazali Niemcom wycofanie administracji, wojska i policji z Górnego Śląska; porządku ma pilnować Międzysojusznicza Komisja Rządząca i Plebiscytowa złożona z przedstawicieli Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii. Komisarzom w poszczególnych miejscowościach podlega mieszana polsko-niemiecka policja oraz żołnierze przysłani przez Paryż, Rzym i Londyn.
Problem w tym, że jest ich za mało (tylko 20 tys., głównie Francuzów), żeby mogli zapanować nad dwumilionowym regionem. Na dodatek, choć siły rozjemcze miały być neutralne, to wikłały się w konflikty między polskimi i niemieckimi oddziałami samoobrony. Drugie powstanie śląskie zaczęło się od ostrzelania niemieckich demonstrantów w Katowicach przez żołnierzy francuskich strzegących własnej siedziby. W odpowiedzi rozjuszony tłum zlinczował polskiego lekarza zdążającego z pomocą rannym - nie dość, że Francuzi mu nie pomogli, to jeszcze nie zapobiegli wielogodzinnym zamieszkom.
Jeszcze goręcej było po plebiscycie, który odbył się 20 marca 1921 r. Przy prawie stuprocentowej frekwencji większość opowiedziała się za pozostawieniem Górnego Śląska w granicach Niemiec, ale każda strona interpretowała wyniki po swojemu. Niemcy żądali całego regionu, Polacy chcieli przynajmniej wschodniej, najbardziej uprzemysłowionej części. Gazety polskie i niemieckie miały swój udział w podsycaniu konfliktu: straszyły nowym powstaniem i wyolbrzymiały najdrobniejsze incydenty.
W tej sytuacji Korfanty stawia wszystko na jedną kartę. Widzi, że jeśli sam nie ogłosi powstania, to może wybuchnąć spontanicznie, tak jak poprzednie. I w nocy z 29 na 30 kwietnia 1921 r. w pałacyku niedaleko Lublińca spotyka się z Danielem Kęszyckim, konsulem reprezentującym polski rząd przy komisji międzysojuszniczej. Nad ranem zapada decyzja: trzeba walczyć. Byleby tylko znaleźć dobry pretekst.
Dostarcza go kilka warszawskich gazet, które 1 maja donoszą o spotkaniu niemieckich przemysłowców w hotelu Klemens przy ulicy Młyńskiej w Katowicach. Podobno ustalili oni, że zniszczą kopalnie i huty na terenie, który zostanie przyłączony do Polski.
Wiadomość brzmi wiarygodnie, bo miejsce rzekomej narady rzeczywiście często odwiedzali niemieccy aktywiści. Zgadzają się też nazwiska i nazwy firm. Korfanty, powołując się na te doniesienia, ogłasza powstanie.
Mało kto zwraca uwagę, że rzekomi uczestnicy narady w hotelu Klemensa wszystko dementują. Zresztą kto by czytał sprostowania - jest już 3 maja, a powstańcy od kilku godzin są w drodze na pozycje.
Niemcy dali się zaskoczyć, bo uznali, że chodzi tylko o manifestacje z okazji rocznicy Konstytucji 3 maja. Zanim z głębi Rzeszy przyjadą niemieckie bojówki (regularnych wojsk żadna ze stron nie odważy się przysłać z obawy przed wybuchem wojny), w rękach powstańców są już tereny aż po Odrę. Wyjątkiem są miejscowości, w których stacjonują alianckie wojska - te powstańcy tylko blokują.
Korfanty dowodzi ze swojej kwatery w Szopienicach, kilka kilometrów od centrum Katowic.
W ostatnich dniach maja Niemcy odzyskują stracony teren, a pozycja Korfantego słabnie; od początku zresztą traktował on powstanie jako demonstrację mającą skłonić mocarstwa do uwzględnienia polskich postulatów. Ale rozgrzani początkowym powodzeniem powstańcy nie chcą wracać do domu. Wzdłuż Odry i pod Górą św. Anny czeka na rozkazy od 30 do nawet 50 tys. ludzi.
Tymczasem Grażyński, który przyjechał na Śląsk kilka miesięcy wcześniej, zdążył już wyrobić sobie na tyle silną pozycję, że postanawia rzucić wyzwanie Korfantemu. Z Bielszowic, gdzie stacjonuje, wysyła do Szopienic Karola Grzesika, człowieka, który jest jego marionetką. Grzesik prosi Korfantego, by ogłosił go wodzem powstania. Ten odpowiada wymijająco ("Czy pan, kapitanie, sobie poradzi?"), Grzesik uważa, to za zgodę i ogłasza się wodzem. Wtedy Korfanty każe go aresztować i kilka dni później Grzesik, Grażyński i kilku innych zamieszanych w sprawę staje przed sądem polowym za bunt.
Na polecenie Warszawy powstanie się kończy, a sprawie w sądzie zostaje ukręcony łeb, ale i tak tego upokorzenia Grażyński Korfantemu już nigdy nie daruje.
Rok po trzecim powstaniu Polska otrzymuje od mocarstw przemysłową część Górnego Śląska, a 18 czerwca 1922 r., dwa dni przed wkroczeniem do Katowic wojska polskiego, zdominowany przez chadeków i endeków Sejm proponuje Korfantego na premiera.
Nic jednak z tego nie wyjdzie, bo naczelnik państwa Józef Piłsudski nie zamierza się zgodzić na rząd prawicy. Nie podpisuje nominacji Korfantego i grozi dymisją, w razie gdyby prawica nie zrezygnowała z forsowania tego kandydata. W tej sytuacji niedawny wódz śląskiego powstania zadowala się mandatem posła - odrzuca propozycję bycia wojewodą, to za mało jak na jego aspiracje.
Z Piłsudskim poróżnił się już przy ich pierwszym spotkaniu w listopadzie 1918 r. - podobno poszło o to, że Korfanty oponował przeciwko wyznaczeniu na premiera Jędrzeja Moraczewskiego, bo sam miał ochotę na to stanowisko.
Ale ważniejsze chyba okazały się różnice charakterów. Pochodzący z Kresów Wschodnich Piłsudski nie potrafił znaleźć wspólnego języka z wychowanym na Zachodzie Korfantym. Chodzący w glorii polityka, który Górny Śląsk przywrócił macierzy, rychło miał słono zapłacić za to, że skłócił się z najpotężniejszym człowiekiem w Polsce.
Podczas przewrotu majowego Korfanty stanął po stronie rządu i chciał nawet wysyłać mu na pomoc przeciwko Piłsudskiemu śląskie pułki i policję. Nic z tego nie wyszło, ale takich rzeczy Marszałek nie zapominał.
Wkrótce zwycięski Piłsudski przysyła do Katowic nowego wojewodę. To Michał Grażyński, który z miejsca otacza się ludźmi, którzy podczas powstania stanęli po jego stronie. Karol Grzesik zostaje prezydentem Chorzowa i marszałkiem Sejmu Śląskiego, a Grażyński w 10. rocznicę trzeciego powstania pisze książkę "Walka o Śląsk" - w tej wersji to on jest na pierwszym planie.
Zirytowany Korfanty odpowiada serią artykułów w wydawanej przez siebie "Polonii" i stara się wersję rywala zdewaluować. Sanacja wytyka mu, że brał pieniądze od Związku Niemieckich Przemysłowców i dopuścił się matactw przy płaceniu podatków.
Dopóki chroni go immunitet poselski, może sobie z tego nic nie robić, ale 26 września 1930 r. prezydent Ignacy Mościcki rozwiązuje Sejm Śląski i jeszcze tego samego wieczoru pod willę Korfantego przy ulicy Powstańców w Katowicach przyjeżdża policja. Wiozą go do twierdzy w Brześciu, a "Polska Zachodnia", gazeta sanacji na Śląsku, na pierwszej stronie ogłasza: Pan Korfanty wreszcie pod kluczem.
Zarzuty wyglądają absurdalnie: Korfanty miał narazić Bank Śląski na stratę 20 tys. zł i fałszować weksle. Ale władzy nie zależy na zachowaniu nawet pozorów praworządności. - Nie potwierdzą się te, to znajdziemy sto innych zarzutów - mówi Korfantemu prokurator.
W Brześciu, gdzie marszałek Piłsudski kazał wsadzić wielu polityków opozycji, siedzi w jednej celi m.in. z socjalistą Hermanem Liebermanem. Sam nigdy nie mówił o tym, co przeżył, ale rodzina zapamiętała, że gdy po dwóch miesiącach został wypuszczony, stracił na wadze 25 kg. Nie miał do czynienia z osławionym pułkownikiem Wacławem Kostkiem-Biernackim, komendantem twierdzy. Współwięźniowie, m.in. Wincenty Witos i Karol Popiel, opowiadali, że nad Korfantym znęcał się kapitan Kazimierz Kaciukiewicz. Któregoś razu bił go po głowie i wykrzykiwał, że to nie on, ale Piłsudski będzie rządzić w Polsce.
I znowu, jak ćwierć wieku wcześniej więzienie we Wronkach, pobyt za kratami pomógł jego reputacji. W wyborach 1930 r. kandyduje do Sejmu, Senatu oraz Sejmu Śląskiego (na co pozwalała ordynacja) i odnosi potrójne zwycięstwo. Znów chroni go immunitet poselski i władze postanawiają go wypuścić. Nie będzie też oskarżonym podczas tzw. procesu brzeskiego.
Przez pięć lat miał spokój, ale gdy na początku kwietnia 1935 r. Sejm Śląski został rozwiązany, prokuratura wystąpiła z nowymi zarzutami: Korfanty miał oszukać Górnośląski Związek Przemysłowców na 19,5 tys. zł.
Tym razem nie czeka na policję. Uprzedzony o jej zamiarach 6 kwietnia jedzie z synem do Cieszyna, gdzie przekracza granicę polsko-czechosłowacką. Przez chwilę łudzi się, że po śmierci Piłsudskiego w maju 1935 r. władza pozwoli mu wrócić, ale to próżne nadzieje. Nawet gdy pozostawiony w Polsce najmłodszy syn Witold ciężko zachorował (a potem zmarł), Korfanty został uprzedzony, że będzie zatrzymany, jak tylko przekroczy granicę.
Po wkroczeniu Niemców do Pragi w marcu 1939 r. chroni się w ambasadzie Francji, a potem pod fałszywym nazwiskiem jedzie do Paryża samochodem jednego z dyplomatów. Idzie do polskiego konsulatu, ale rezygnuje ze starań o paszport, bo widzi, że konsulem jest oficer, którego spotkał w Brześciu. Z dokumentami na nazwisko Alberta Martina, obywatela Francji, leci do Kopenhagi, gdzie wsiada na statek do Gdyni. Tam czeka rodzina i garstka najbliższych przyjaciół.
Do Katowic przyjeżdża nocą. Idzie do prokuratury, mówi, że w obliczu zbliżającej się wojny nie mogło go zabraknąć w kraju, że dawne spory muszą odejść w niepamięć. Władze mają inne zdanie - z poleceniem zatrzymania Korfantego dzwoni do Katowic minister sprawiedliwości. 29 kwietnia 1939 r., nazajutrz po przyjeździe do Katowic, zostaje zabrany do Warszawy, o czym jako pierwsza informuje niemiecka radiostacja w Gliwicach.
Kierowane do premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego apele o uwolnienie Korfantego pozostają bez odpowiedzi. Z warszawskiego więzienia przy Pawiej Korfanty już nie wychodzi o własnych siłach - 20 lipca ciężko chorego polityka karetka przewozi do szpitala św. Józefa przy Hożej.
Gdy lekarze orzekają, że Korfanty w każdej chwili może umrzeć, sędzia śledczy Jan Demant podpisuje nakaz zwolnienia. Operujący go doktor Bolesław Szarecki rozpoznaje poważne uszkodzenie wątroby; ulica spekuluje, że to od oparów arszeniku, którymi rzekomo ktoś nasączył ściany jego celi.
Na ratunek jest już za późno. - No i widzi pan, jak mi Polska zapłaciła - zapamiętał ostatnie słowa Korfantego pisarz Juliusz Żuławski.
Umiera 17 sierpnia 1939 r. Trzy dni później żegnają go Katowice. Za trumną idą dziesiątki tysięcy ludzi, ale nie Grażyński.
2 września, gdy Wehrmacht podchodzi pod Katowice, wojewoda Grażyński wyjeżdża do Warszawy, a stamtąd przez Kuty do Rumunii i Francji. W czerwcu 1940 r. po klęsce Francji dociera do Londynu, gdzie obwinia premiera i naczelnego wodza generała Władysława Sikorskiego o to, że tak niewielu Polakom udało przedostać się do Wielkiej Brytanii. Wkrótce potem Grażyński wraz z innymi sanacyjnymi działaczami trafia do stworzonego na polecenie Sikorskiego obozu karnego na szkockiej wyspie Bute, znanej wśród Polaków jako Wyspa Węży - były wojewoda opuści ją po trzech latach.
Do Polski już nie wróci i wiele lat przebieduje w Anglii, zmagając się z chorobą Parkinsona. 10 grudnia 1965 r. w Londynie, nie zauważył nadjeżdżającej ciężarówki i zginął pod jej kołami.
Byłby może zadowolony, gdyby mógł zobaczyć stojący przed Urzędem Wojewódzkim w Katowicach pomnik Piłsudskiego, który zamówił w czasach, gdy był wojewodą, ale nie doczekał się jego wykonania. Z drugiej strony urzędu na postumencie stoi Korfanty. Na pomnik Grażyńskiego zabrakło miejsca.
Źródło: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,132520,13847202,Wrog_Korfanty.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


'Nigdy nie jest za późno' - opowiadanie z okazji Tygodnia Bibliotek 2020 Krzysztof Krawczyk - Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa. Wilki - Nigdy nie jest za późno Wilki - Nigdy nie jest za późno - YouTube Nigdy nie jest za późno! 'Nigdy nie jest za późno ! ' 'Nigdy nie jest za późno' - Pema Chödrön

O mnie Blog Agaty NIgdy nie jest za późno

  1. 'Nigdy nie jest za późno' - opowiadanie z okazji Tygodnia Bibliotek 2020
  2. Krzysztof Krawczyk - Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa.
  3. Wilki - Nigdy nie jest za późno
  4. Wilki - Nigdy nie jest za późno - YouTube
  5. Nigdy nie jest za późno!
  6. 'Nigdy nie jest za późno ! '
  7. 'Nigdy nie jest za późno' - Pema Chödrön

Nigdy nie jest za późno a Na piękne zakochanie, d na czuły pocałunek, E na romantyczny taniec. a Ref: Na bycie znowu sobą, d na życie w zgodzie z sercem, a na granie swej melodii, E ... NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO zwiastun PL - 11.09.2015 - Duration: 2:27. Multikino Recommended for you. 2:27. CYKL Z MAMĄ- MOJE HOBBY i WSPOMNIENIA - Duration: 13:23. 'Nigdy nie jest za późno' - opowiadanie z okazji Tygodnia Bibliotek 2020 Biblioteka Ochota. ... Nigdy nie jest za pó?no - Duration: 3:15. Wilki Recommended for you. 3:15. Nigdy nie jest za późno 50+ videos Play all Mix - Wilki - Nigdy nie jest za późno YouTube; Wilki-Przegrana generacja - Duration: 3:06. Romek Gawendowski 24,920 views. 3:06. Miasto w chmurach - Duration: 4:04. Wilki ... 50+ videos Play all Mix - Krzysztof Krawczyk - Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa. YouTube Zawsze możesz zacząć od nowa Joanna Rubin TEDxPoznan - Duration: 13:54. Oto fragment wypowiedzi Pemy Chödrön - światowej sławy buddystki i autorki książki 'Nigdy nie jest za późno'. Książka dostępna na stronie: https://zwierciadlo.pl/skl ...